488

Refleksje po kolizji z rowerzystą. Dlaczego na ścieżkach rowerowych nie ma progów zwalniających?

Miałem ostatnio kolizję z rowerzystą. Skręcając z głównej ulicy w prawo na parking. Wzdłuż ulicy był chodnik zasłonięty krzakami i zaroślami. Nagle na tym chodniku pojawiła się pędząca na rowerze młoda osoba, która wbiła mi się w samochód i wylądowała na masce. Nie miałem szans na reakcję, jechałem może z 5 km/h, bo przy skręcie na parking jest na ulicy wybrzuszenie i przy większej prędkości jest nieprzyjemny podskok. To, co zdążyłem zrobić, to nacisnąłem delikatnie na hamulec i samochód stanął w miejscu. Na szczęście pani na rowerze nic poza stłuczeniami się nie stało.

Policja, którą wezwałem bardzo szybko uznała winę rowerzysty – w tamtym miejscu był klasyczny chodnik, a ścieżka rowerowa (nowiutka) jest po drugiej stronie ulicy. Sprawa więc była jasna i klarowna. Rowerzysta dostał mandat, a mój ubezpieczyciel będzie się starał o zwrot kosztów naprawy (pani nie miała OC, ani żadnego innego ubezpieczenia), a niestety parę złotych to będzie, bo jest wgnieciony przedni błotnik, porysowana maska samochodu i lusterko.

Pytanie jednak, co by się stało, gdyby tam jednak była ścieżka rowerowa? W moje reakcji zapewne nic by się nie zmieniło, mam dobry refleks, ale nie na tyle, aby zareagować na pędzący rower, którego widzę dopiero metr od mojego samochodu, bo wcześniej zasłaniają go krzaki. Niespecjalnie też mógłbym jechać wolniej, bo naprawdę mój samochód się toczył. Jak więc miałbym się zachować, aby uniknąć takiego zdarzenia, wyjść z samochodu i sprawdzić czy nikt nie jedzie po ścieżce, a potem szybko wsiąść do auta i przejechać?

Zobaczcie jak wygląda widoczność tego chodnika stojąc na samym zakręcie (nie mogłem wyjść na środek uliczki bo jeździły samochody). Zaraz po skręcie widać jedynie krzaki. Tak zasłonięte jest bardzo wiele przejazdów przez ścieżki:

Dziś wyjeżdżając z podrzędnej ulicy na główną (skręt w prawo) miałem podobne wydarzenie na szczęście bez kolizji. Wzdłuż głównej ulicy oczywiście jest ścieżka rowerowa, którą ponownie zasłaniają jakieś zarośla i zaparkowane samochody – do tego po obu stronach są bloki, więc pole widzenia jest mocno ograniczone. Stoję w miejscu, starając się znaleźć moment, w którym będę mógł włączyć się do ruchu. Widzę pusty pas – ruszam – i wtem przed maską śmiga mi rowerzysta. Zatrzymałem się raportowanie i znów czekam na okazję i ponownie to samo – ja ruszam, a ktoś na rowerze śmiga mi przed maską i jeszcze trąbi trąbką. Nie widzę tej cholernej ścieżki dalej niż 2-3 metry, więc każda moja próba ruszenia jest obarczona ryzykiem.

Kilka niecenzuralnych słów przetoczyło się przez moje usta – no przecież nie może tak być, że ja nie mam szans włączyć się do ruchu i jeszcze zagrażam tym bezmyślnie na pełnej prędkości przejeżdżającym przez ulicę rowerzystom. Oczywiście nikt z nich nawet nie zwolni, przejeżdżając przez ulicę, nie wspomnę o tym, że nikt z nich nie ma też kasku, bo to przecież obciach.

Dodam, że ci pędzący po ścieżce rowerowej ludzie, też mają ograniczoną widoczność przy przejeżdżaniu przez uliczkę dochodzącą do głównej drogi. Inna sprawa, że o widoczność tych ścieżek też trzeba zadbać. Nie może ich zasłaniać żaden żywopłot czy krzaki. Szczególnie w miejscu, gdzie chodnik krzyżuje się z ulicą. Inaczej będzie dochodziło do wypadków, bo żaden kierowca nie ma takiego refleksu, aby odpowiednio wcześniej zareagować, kiedy nie widzi nadjeżdżającego pojazdu.

Nie wiem czy jest jakieś rozwiązanie tego problemu poza progami zwalniającymi dla rowerzystów w miejscach, gdzie jest przejazd przez ulicę (i tylko w takich miejscach). Taki próg zmusi rowerzystą do znacznego zwolnienia przed krzyżówką z ulicą i da szansę na reakcję kierowcy samochodu (owszem pewnie taki próg da się ominąć ale to będzie już działanie z premedytacją i na własne życzenie). Pierwszeństwo jest oczywiście zawsze (prawie zawsze) po stronie rowerzysty ale też nie jest to „godmode”. Jeśli dojdzie do zderzenia może być naprawdę nieszczęście a kierowcy to nie cyborgi i są wśród nich tak samo idioci jak i ci którzy się zagapią.

Nie jestem wrogiem rowerzystów, uważam to za świetną formę komunikacji w mieście. Jestem wrogiem tych, którzy jeżdżą na rowerach bezmyślnie. Widziałem jak wygląda kolizja z rowerzystą, który praktycznie przelatuje nad maską samochodu i nie chciałbym takiego wydarzenia przeżywać ponownie.