Jeśli spodziewasz się odgrzewanej biografii Jobsa – nie kupuj tej książki. Jeśli chcesz się dowiedzieć jak zarobić miliony – nie kupuj tej książki tylko weź się do pracy. Jeśli jednak chcesz poznać wzajemną relację dwóch inspirujących się wzajemnie ludzi, a oprócz tego cenisz dobre ilustracja, to ta pozycja jest dla Ciebie. Zen Steva Jobsa ciężko […]

Jeśli spodziewasz się odgrzewanej biografii Jobsa – nie kupuj tej książki. Jeśli chcesz się dowiedzieć jak zarobić miliony – nie kupuj tej książki tylko weź się do pracy. Jeśli jednak chcesz poznać wzajemną relację dwóch inspirujących się wzajemnie ludzi, a oprócz tego cenisz dobre ilustracja, to ta pozycja jest dla Ciebie. Zen Steva Jobsa ciężko mi zakwalifikować jako opowiadanie, ciężko też wrzucić w kategorię komiksu. Jeśli się bardzo wysilę to plasuję się gdzieś w okolicach graficznej noweli. Taki „Antek” w obrazkach. Treść dotyczy relacji Jobsa z buddyjskim mnichem Kobunem i połączenie jej z designem produktów Apple. Jest na tyle krótka, że pisząc ten akapit mam lekkie obawy, czy nie wyjawię jej w całości, ale myślę, że presja minimalistycznego podjeścia i porywającego desigu była tutaj ważniejsza niż obszerność i szczegółowość, z którą mamy do czynienia np. u Isaacsona.

Jak dla mnie, bo niech każdy czytający znajdzie sobie swój punkt widzenia, książka pokazuje w postaci pojedynczych scen znaczące momenty wzajemnej relacji mistrza-Kobuna i ucznia-Jobsa oraz skutki tej relacji. Co ciekawe wzajemna relacja nie jest jednoznaczna. Czasami Jobs wydaje się potulnym uczniem, który szuka inspiracji dla NeXT i chce zrozumieć buddyjkie źródła dla designu. Innym razem obydwaj są bardzo podobni, łamią reguły swojego świata. Jeden buddyzmu, drugi projektowania. W kolejnej scenie ich drogi mają wspólne podejście do innowacji, ale zasadniczo odmienne w przypadku reguł. Kobun chce żyć w zgodzie i tworząc innowacje chce swobodnie podchodzić do świata, kiedy Jobsa pochłania wiara w wartość perfekcji w każdym miejscu. Właśnie to ich w końcu dzieli. Mnich pracuje nad swoim wnętrzem, rodziną i spokojem, a biznesmen wraca na okładki produkując perfekcyjne urządzenia i generując rzesze wyznawców.

Oprawa grafizna Zen Stevea Jobsa, Zen została stworzona przez agencję JESS3 i zapewne była sporym wyzwaniem. Oszczędny w kolory, pozbawiony zbędnych elementów pokazuje wizualną zmianę głównego bohatera, a jednocześnie napakowany jest symbolami, które dostrzega się dopiero po pierwszym przecytaniu. Jak widać rysownikom z JESS zależało na tym, żeby utrzymać minimalistyczny styl, a jednocześnie zostawić trochę codziennej niechlujności Jobsa.

Jak powiedział założyciel agencji JESS3, Jesse Thomas:

Wiosną 2011 roku jadłem lunch z Bruce’em Upbinem, redaktorem z Forbesa, i przedstawiłem swój pomysł. Zaproponowałem napisanie komiksu o pobycie Jobsa w Japonii. Bruce’owi pomysł się spodobał i przystąpiliśmy do pracy. W jej trakcie Jobs umarł, przez co przedsięwzięcie zyskało na znaczeniu. Ten projekt jest realizacją moich marzeń.

Myślę, że marzenie się spełniło. Połączenie designu z tekstami Caleba Melby, który nigdy wcześniej nie pisał komiksu dało ciekawą kompozycję, o której wspominał sam Kobun: „w umyśle ekspera liczba możliwości jest mała. W umyśle nowicjusza jest ich wiele. ”

Z mojego punktu widzenia książka nie jest obowiązkową lekturą. Treść nie zachwyca, bo na fali pośmiertnego zainteresowania zapoznałem się z biografią. Poza tym ukazanie się jej dopiero teraz to raczej spóźniony ruch, bo tuż po śmierci zarobiłaby więcej. Pomijając jednak moje prywatne utyskiwania fajnie mieć ją na półce z racji designu i ciekawego przedstawienia myśli dotyczących projektowania, a także podejścia do samych produktów:

Sens życia nie leży w budowaniu jakichś doskonałych produktów. (…) te rzeczy nie określają, kim jesteś. Nie pozwól, aby Apple stał się Twoim szaleństwem.