17

Recenzja Sony DSC-QX10 – udany dodatek do smartfona, ale nie zastąpi aparatu fotograficznego… na razie

Na niedawnych targach IFA 2013 oprócz flagowego modelu telefonu Sony zaprezentował całą gamę nowych produktów, w tym zupełnie nową kategorię sprzętu fotograficznego, który jest dedykowany urządzeniom mobilnym. Chodzi o obiektywy z własną matrycą nazwane QX10 i QX100. Jest to zupełnie nowe podejście do fotografii mobilnej, mające zapewnić lepszą jakość i większa uniwersalność. Nowy rodzaj akcesoriów […]

Na niedawnych targach IFA 2013 oprócz flagowego modelu telefonu Sony zaprezentował całą gamę nowych produktów, w tym zupełnie nową kategorię sprzętu fotograficznego, który jest dedykowany urządzeniom mobilnym. Chodzi o obiektywy z własną matrycą nazwane QX10 i QX100. Jest to zupełnie nowe podejście do fotografii mobilnej, mające zapewnić lepszą jakość i większa uniwersalność. Nowy rodzaj akcesoriów foto dla urządzeń mobilnych zapowiada się obiecująco. Zobaczmy jak w praktyce sprawuje się tańszy model DSC-QX10.

Budowa

Sony DSC-QX10 wygląda jak sam obiektyw w cylindrycznej obudowie. Posiada tylko trzy przyciski – regulacje przybliżenia, spust migawki i guzik zasilania. Oprócz tego wewnątrz, za klapką, znajduje się wymienna bateria oraz gniazdo na kartę pamięci micro SD. Jest również gniazdo micro USB, które służy do ładowania urządzenia. Na boku znajdziemy malutki ekranik, który informuje o stopniu naładowania baterii oraz ewentualnym braku karty pamięci. Całość uzupełnia mocowanie do statywu i coś na kształt mocowania bagnetowego, jak w tradycyjnym obiektywie.

Istnieją dwa podstawowe zastosowania tego mocowania. Pierwsze z nich to połączenie z uniwersalnym uchwytem pozwalającym przymocować obiektyw do niemal każdego smartfona. Działa on w następujący sposób: należy otworzyć dwie szczeki, z czego jedna z nich wysuwa się na dość mocnej sprężynie. Należy je rozciągnąć i wsunąć telefon pomiędzy nie. Główna zaleta, to właśnie uniwersalność, jednak ciężko podłączyć obiektyw jedną ręką. Wymaga to pewnej wprawy.

Drugie wyjście to dedykowana obudowa do telefonu, która ma wbudowane mocowanie do obiektywu. O ile mi wiadomo tego rodzaju obudowę można na razie kupić tylko do telefonu Sony Xperia Z1. Znacząco ułatwia i przyspiesza ona zamontowanie obiektywu na telefonie. Jak w aparacie wystarczy przyłożyć i przekręcić. Wówczas można robić zdjęcia w sposób bardzo podobny do tradycyjnego aparatu.

Obsługa

Z QX10 można korzystać na dwa sposoby, samodzielnie i w połączeniu ze smartfonem bądź tabletem. Samodzielne korzystanie z QX10 jest możliwe, ponieważ posiada własne zasilanie, własną kartę pamięci i własny spust migawki. Oczywiście wówczas robimy zdjęcia na ślepo, bez podglądu. Na szerokim kącie jest to jeszcze jako tako wykonalne, ale przy maksymalnym powiększeniu nie ma praktycznie szans wycelować w fotografowany obiekt.

Znacznie wygodniej korzystać z QX10 w połączeniu z urządzeniem mobilnym, które spełnia rolę ekranu. Aby połączenie było możliwe trzeba połączyć się z obiektywem za pomocą WiFi. Dodatkowo potrzebna jest aplikacja Sony PlayMemories, którą można zainstalować na urządzeniach z Androidem i na iOS.

Najłatwiej połączyć obiektyw za pomocą NFC. Wystarczy zbliżyć go do telefonu, który ma odblokowany ekran. Wówczas aplikacja PlayMemories zostanie automatycznie uruchomiona i połączenie zostanie nawiązane, bez udziału użytkownika. Ten sposób działa nie tylko z telefonami Sony, ale również np. ze starszym Nexusem 7 i prawdopodobnie większością innych sprzętów wyposażonych w NFC.
















Jeżeli posiadamy starszy telefon bez NFC, albo sprzęt ze stajni Apple, musimy ręcznie połączyć się z siecią WiFi obiektywu, czyli włączyć obiektyw, wyświetlić listę dostępnych sieci, wyszukać sieć obiektywu, kliknąć i wprowadzić hasło, które jest na sztywno ustalone i znajdziemy je w instrukcji oraz na wewnętrznej stronie klapki od baterii. Po podłączeniu hasło zostanie zapamiętane na przyszłość. Pozostaje tylko odpalić aplikację PlayMemories, wybrać obiektyw z listy i zacząć robić zdjęcia.

Robienie zdjęć w praktyce

Mając podgląd na telefonie można robić zdjęcia i regulować przybliżenie albo klawiszami ekranowymi, albo tymi na korpusie obiektywu. Ten drugi sposób cechuje się mniejszym opóźnieniem i lepszym wyczuciem pod palcami. Dedykowany fizyczny spust migawki w Z1 nie działa w połączeniu z aplikacją PlayMemories.

Zdjęcia mogą być zapisywane, albo tylko w pamięci obiektywu, albo tylko w pamięci telefonu, albo w obu lokalizacjach na raz. Jeżeli zdecydujemy się zapisywać zdjęcia w pełnej rozdzielczości w telefonie, czyli w 18 megapikselach, musimy liczyć się z odpowiednio długim czasem przesyłania zdjęcia, który wynosi kilka sekund. Czas ten można zredukować znacznie decydując się na zapisanie plików w telefonie wielkości 2 megapikseli, co wystarcza w przypadku udostępniania na portalach społecznościowych.

Użytkownik ma do dyspozycji dwa tryby automatyczne i jeden „manualny”. Tryb automatyczny, to odpowiednik zielonego trybu w większości aparatów – wszystkie parametry ustawiane są automatycznie. Ulepszona automatyka dodatkowo wykorzystuje możliwości procesora BIONZ np. wykonując serię zdjęć i łącząc je w jeden kadr w celu uzyskania większej dynamiki, bądź redukcji szumu. W przeciwieństwie do trybu ulepszonej automatyki w telefonie Z1, nie wiąże się to z redukcją rozdzielczości zdjęcia, w obu trybach zdjęcia mogą mieć maksymalnie 18 megapikseli.

Tryb P pozwala na ręczną korektę ekspozycji oraz wybranie trybu balansu bieli i… to wszystko.

Jest także możliwość kręcenia filmów. Co prawda użytkownik nie ma wpływu na żadne ustawienia a filmy zapisywane są bezpośrednio w pamięci obiektywu, ale za to nic nie stoi na przeszkodzie by regulować przybliżenie podczas nagrywania i w przeciwieństwie do Galaxy S4 Zoom, pracy obiektywu nie towarzyszą żadne dźwięki, które mogłyby się nagrać na filmie.

Warto również podkreślić, że obiektyw ma wbudowany czujnik położenia i jeśli przekręcimy go o 90 stopni w dowolnym kierunku lub o 180 stopni, zarówno obraz podglądu jak i zdjęcia czy nagrane filmy również zostaną automatycznie obrócone do standardowego układu. Nie ma więc sytuacji w której nagramy film w pionowym układzie bądź do góry nogami. To ważna cecha, której zabrakło chociażby w kamerce akcji Sony HDR-AS15.

Jakość zdjęć i filmów

Jeśli porównać zdjęcia i filmy do smartfonów dowolnego rodzaju, to jest po prostu bardzo dobrze. Szumy są znacznie mniejsze, rozdzielczość i szczegółowość większa. Sam fakt możliwości skorzystania z zooma daje zupełnie nowe możliwości. Przybliżenie dziesięciokrotne, od 25 do 250 mm to sporo. Obrazują to zdjęcia pomnika Chopina w Łazienkach – jedno zostało wykonane na minimalnej ogniskowej, drugie na maksymalnej. Filmy FullHD największą przewagę uzyskują w trudnych warunkach oświetleniowych, wówczas szum jest znacznie mniejszy, jak i drgania podczas nagrywania są zredukowane dzięki optycznej stabilizacji obrazu. Pod względem jakości samych obrazów ciężko się do czegoś jednoznacznie przyczepić. Może tylko do flar, gdy robimy zdjęcia pod światło, co wynika z wielosoczewkowej budowy obiektywu. Jeśli porównać QX10 do aparatów, reprezentuje poziom średnich kompaktów, takich w okolicy tysiąca złotych z małym hakiem.

Zalety rozwiązania Sony

Podejście Sony do tematu fotografii mobilnej posiada kilka unikatowych zalet. Przede wszystkim, jeżeli wciągnęliśmy się w robienie zdjęć, które można błyskawicznie udostępnić czy przesłać na Dropbox, to możemy dokupić QX10, robiący lepsze zdjęcia niż wszystkie urządzenia mobilne, za cenę znacznie mniejszą niż nowy telefon, tablet czy nowy aparat podobnej jakości. Mamy np. starego Nexusa bez aparatu w ogóle, dokładamy QX10 i możemy robić ciekawe zdjęcia i modyfikować je za pomocą Instagram czy Snapseed.

Kolejna zaleta to elastyczność robienia zdjęć i filmów z nietypowych kątów i wysokości. Tak jak ekran odchylany jest wygodniejszy od mocowanego na stałe, tak ekran niezależny od aparatu, bez kabli nawet, daje jeszcze większe możliwości. Można trzymać obiektyw przy samej ziemi, robiąc zdjęcia makro lub z perspektywy małego zwierzaka, patrząc na ekran trzymany w ręku. Można także wystawić obiektyw wysoko ponad tłum, ogrodzenie czy po prostu w celu zmiany perspektywy, posiłkując się np. monopodem i tak wykonać zdjęcie, mając cały czas podgląd. Można wreszcie zostawić obiektyw np. przy karmniku i z większej odległości robić zdjęcia nie płosząc ptactwa.

Warto również podkreślić, że urządzenie jest bardzo lekkie – 100 gramów, to mniej niż większość telefonów. Ma także stosunkowo niewielkie rozmiary. Można go więc bez problemu nosić cały dzień przy sobie i nie odczuwać tego wcale. Użytkownik ma też wybór, czy chce robić zdjęcia tylko telefonem czy podłączyć do niego obiektyw i mieć lepszą jakość kosztem większych rozmiarów – telefony z podłączonym obiektywem raczej nie schowamy do kieszeni. Nie jesteśmy skazani na noszenie zbyt dużego telefonu zawsze przy sobie.

Wad też nie brakuje

Zacznijmy od tych najbardziej podstawowych. uruchomienie urządzenia chwilę trwa, nawet jeżeli posiadamy NFC. Sama procedura jest zautomatyzowana, ale zajmuje od 7 do 15 sekund. To znacznie dłużej niż uruchomienie zwykłego kompaktu, nie mówiąc o lustrzankach, które są gotowe natychmiast. To również wielokrotnie dłużej niż uruchomienie aparatu w telefonie. Oznacza to, że nie możemy liczyć na uchwycenie dynamicznej sytuacji, jeżeli urządzenie nie jest już włączone i sparowane. Opóźnienie pomiędzy kolejnymi zdjęciami, jeżeli korzystamy z podglądu również jest większe.

Sam podgląd ogólnie działa w porządku, ale czasami zdarza się, że obraz chwilowo traci płynność lub zamiera. Częstotliwość tych utrudnień zależy od urządzenia i jak podejrzewam, od zewnętrznych zakłóceń. Nie jest to bardzo duży problem, ale w tradycyjnych aparatach nie występuje w ogóle.

Ostatnia kwestia dotyczy aplikacji PlayMemories, która zapewnia bardzo podstawową obsługę miniaparatu. Jak wspomniałem wcześniej, można regulować tylko i wyłącznie balans bieli i korektę ekspozycji. Nie ma dostępu do regulacji czasu migawki, przysłony, czułości ISO i wielu innych parametrów. Skoro chcemy bawić się w fotografię na poważniej niż tylko w telefonie, takie regulacje byłby bardzo wskazane. Tym czasem jesteśmy skazani na pełną automatykę, zawsze i wszędzie. Co prawda radzi sobie ona zaskakująco dobrze w wielu sytuacjach, ale nie zrobimy świadomie zdjęcia w którym ruch jest delikatnie rozmyty, regulując czas migawki. To jest chyba najpoważniejszy zarzut z mojej strony.

Całe szczęście sądzę, że ten problem można naprawić dość prosto, wystarczy aktualizacja aplikacji PlayMemories i wzbogacenie jej o nowe funkcje. Skoro Sony udostępnia API pozwalające sterować swoimi bezkorpusowcami, to niewykluczone, że powstaną niezależne aplikacje, które pozwolą na bardziej zaawansowaną obsługę. Możliwe również, że już istniejące aplikacje, takie jak Instagram dodadzą obsługę QX10 i QX100 i umożliwią udostępnianie zdjęć zaraz po zrobieniu, bez wyszukiwania ich w dedykowanym katalogu i przełączania się na PlayMemories. Jednak to niepewna przyszłość, na chwilę obecną jesteśmy zdani tylko na automat.

Podsumowanie – komu można polecić QX10?

Długie uruchamianie podglądu na urządzeniu mobilnym i brak ustawień manualnych powodują, że ciężko zastąpić tradycyjny aparat za pomocą QX10, zwłaszcza jeżeli jesteśmy do tradycyjnego aparatu przyzwyczajeni i nie robiliśmy wcześniej zdjęć tylko i wyłącznie telefonem.

Z tego względu spodziewam się, że produkt przypadnie do gustu dwóm grupom użytkowników. Pierwsza z nich to osoby które fotografują zawsze w trybie automatycznym, czyli na zielonym i szukają naprawdę bardzo małego i lekkiego urządzenia, które zaoferuje lepszą jakość zdjęć niż telefon, a także umożliwi przybliżanie fotografowanego obiektu. takie osoby nie odczują braku manualnych regulacji, a jednocześnie otrzymają dobry stosunek jakości zdjęć i filmów do ceny i kilka dodatkowych możliwości, które daje WiFi i smartfon.

Druga grupa to intensywni użytkownicy wszelkich portali społecznościowych i społeczności typu Instagram. Chcą mieć możliwość udostępnienia zdjęcia zaraz poz robieniu, bez podłączania aparatu do komputera, bez wyjmowania karty pamięci i jednocześnie nie chcą wydawać dużo pieniędzy na aparat z WiFi i NFC z prawdziwego zdarzenia, który będzie kosztował zdecydowanie więcej. Zadowoleni powinny być również osoby lubiące eksperymentować z nietypowymi ujęciami i różnymi aplikacjami mobilnymi.

Z punkty widzenia zwykłego fotografa amatora wystawiam ocenę 6. Jeśli należysz do jednej z dwóch grup wymienionych wyżej możesz dodać jeden punkt do tej oceny, otrzymując 7 na 10 punktów. Jeśli natomiast ekosystem aplikacji mobilnych się rozwinie i sama aplikacja Sony zyska więcej możliwości, będzie można dodać jeszcze jeden punkt do oceny dobijając do wyniku 8. Wówczas maniacy mobile’u będą mieli ciekawe możliwości do dyspozycji. Czy tak się stanie, czas pokaże. Na razie jest to po prostu nowatorski, ciekawy produkt, jedyny w swoim rodzaju, który ma pewne problemy charakterystyczne dla wieku dziecięcego, ale i unikatowe zalety. Sam bawię się QX10 z niemałą przyjemnością, ale mam też tradycyjne aparaty do dyspozycji i dobry aparat w telefonie. Bez tego uzupełnienia, korzystając tylko z DSC-QX10 nie byłbym zadowolony z takiego układu.

Najważniejsze parametry

  • Rozdzielczość 4896 x 3672 czyli 18,2 megapiksela w przypadku zdjęć i 1080p w przypadku filmów
  • Matryca 1/2.3″ (7.76mm) Exmor R
  • Czułość ISO 100-3200 w trybie auto i ISO 100-12800 w trybie ulepszonej automatyki
  • Ogniskowa obiektywu 25-250mm w trybie foto, 27.5-275mm w trybie wideo
  • Migawka 4 – 1/1600
  • Ustawianie ostrości po dotknięciu ekranu
  • Optyczna stabilizacja obrazu SteadyShot
  • Do 200 zdjęć na jednym ładowaniu