Sid Meier wyszedł z formy? Takie wrażenie można było odnieść po Beyond Earth. Gra mnie w ogóle nie przekonała, a więc z dużą obawą podchodziłem do Starships. Czy i tym razem podróż w kosmos okaże się uproszczona, banalna i niezbyt wymagająca? Sid Meier zawsze słynął ze strategii rozbudowany, smuszających do kombinowania oraz zgłębiania tajników ekonomii. […]

Sid Meier wyszedł z formy? Takie wrażenie można było odnieść po Beyond Earth. Gra mnie w ogóle nie przekonała, a więc z dużą obawą podchodziłem do Starships. Czy i tym razem podróż w kosmos okaże się uproszczona, banalna i niezbyt wymagająca?

Sid Meier zawsze słynął ze strategii rozbudowany, smuszających do kombinowania oraz zgłębiania tajników ekonomii. Jako hardkorowiec, który zmarnował setki godzin przy Civilization III i IV, a wcześniej spędzał też sporo czasu przy dwójce, muszę przyznać, że taki układ mi się podobał. Kochałem te skomplikowane, najeżone liczbami i rozbudowane do granic możliwości produkcje.

Czasy się zmieniają i gry się zmieniają. Dziś w cenie są uproszczenia – co dało się we znaki również strategiom. O ile w Civilization V nie było to aż tak doskwierające i gra po instalacji dodatków dawała masę radości (kolejne setki godzin wyrwane z życia) to w Beyond Earth poczułem się już lekko rozczarowany. Jak jest w Starships?

Wojna głupcze!

Przede wszystkim trzeba zaznaczyć, że Starships to nie jest kolejna odsłona Civilization. W gruncie rzeczy gra nie ma zbyt wiele wspólnego z serią. Elementy ekonomiczne ograniczono bowiem tutaj do minimum. Twórcy nie wprowadzili żadnej kampanii ani fabuły. Zaczynamy jako przywódca jednej z frakcji (znanych zresztą z Beyond Earth) i wybieramy naszą ścieżkę rozwoju, a potem ruszamy w kosmos.

Rozgrywka jest podzielona na tury. Zabawę zaczynamy z dwoma statkami i jedną planetą. Możemy przemieszczać naszą flotę na inne planety i wykonywać tam różnego rodzaju zlecenia, aby zyskiwać przychylność mieszkańców. Po kilku takich (oraz innych, jak stacjonowanie floty czy zakup popularności za kredyty) akcjach mieszkańcy zgadzają się przystąpić do naszej federacji. W każdej turze nasza flota może wykonać tylko określoną liczbę ruchów, bo załoga się męczy. Po pewnym czasie wysyłamy zatem ich na przepustkę, a swoją turę rozpoczyna przeciwnik.

Wspomniane zlecenia to po prostu turowe bitwy na złożonej z heksów planszy. Mamy tutaj do dyspozycji wszystkie nasze okręty bojowe, które dysponują różnymi umiejętnościami. Możemy zatem wypuszczać eskadry myśliwców, strzelać torpedami, które przez kilka tur przemierzają plansze i eksplodują w wybranym przez nas momencie, rażąc wszystkie statki w okolicy. Są tutaj również mechanizmy maskowania i wykrywania, a także asteroidy i planety, które znajdując się na linii strzału, zmniejszają zadawane obrażenia lub wręcz całkowicie uniemożliwiają atakowanie. Bitwy to prawdziwa gratka dla fanów gatunku, bo są dość mocno rozbudowane i złożone. Szkoda tylko, że sztuczna inteligencja przeciwników tak mocno tutaj daje ciała, a misje nie są zbyt zróżnicowane. Większośc sprowadza się albo do przetrwania kilku tur, zniszczenia określonej jednostki, pokonania wroga albo dotarcia do określonego punktu. Nic oryginalnego.

Możliwości bojowe naszych okrętów są uzależnione od tego, jak dużo zainwestujemy w ich rozwój. Na specjalnym ekranie możemy bowiem poszerzać naszą flotę o nowe statki lub kupować ulepszenia dla obecnie posiadanych. Tutaj również ważny jest kompromis, bo im cięższy pancerz i mocniejsze osłony, tym o mniejszą liczbę pól będzie mogła się dana jednostka poruszyć w swojej turze. Warto zatem stawiać na specjalizacje i tworzyć szybkich zwiadowców, okręty torpedujące lub desant zajmujący się dostarczaniem myśliwców na pole bitwy. Po każdej stoczonej potyczce będziemy tutaj naprawiać naszą flotę. Co ciekawe, nie ma tutaj możliwości całkowitego zniszczenia jednostek, więc jeśli tylko mamy dostateczną liczbę surowców, możemy szybko zebrać się do kontrataku.











Ekonomii tyle, co kot napłakał

A skoro o surowcach mowa, tych mamy tutaj stosunkowo sporo. Każdy z nich odpowiada za inny element rozgrywki. I tak np. za punkty badań kupimy nowe technologie dające bonusy w bitwach (eureka!), za jedzenie wybudujemy na planetach miasta zwiększające naszą populację, za metale ulepszymy statki, zaś za energię kupimy cudy wszechświata i ulepszenia zwiększające przyrost surowców z każdej planety, zapewniające szybki transport lub poprawiające obronę w razie ataku. Ekonomia jest tutaj banalnie prosta, bo w każdej turze ulepszamy tylko co się da i podbijamy planety. W razie potrzeby możemy wymienić pewne surowce na inne i zintensyfikować rozwój na danej płaszczyźnie. Jest też ekran dyplomacji, ale ten służy właściwie tylko do dowiedzenia się czegoś o przeciwniku i wypowiadania wojny.

Zwycięstwo można odnieść na kilka sposobów, co jest typowe dla gier Sida Meiera. Możemy np. kontrolować 51 proc. populacji wszechświata, albo zbudować 7 cudów. Możemy też postawić na siłę ognia i wyeliminować po prostu przeciwników.

Graficznie jest raczej skromnie. Statki wyglądają przeciętnie, planety niespecjalnie się od siebie różnią, a kosmiczna przestrzeń – zarówno ta podczas bitwy jak i w trybie strategii jest pozbawiona detali oraz szczegółow. Gra powinna spokojnie działać nawet na starszych urządzeniach, co nie dziwi, bo twórcy opracowali jednocześnie edycję na tablety.

Przez cały czas miałem wrażenie, że gram w grę planszową w elektronicznej postaci. Przy czym losowość ograniczono tutaj właściwie do minimum – każda tura sprowadza się właściwie tylko do naszych działań i ich konsekwencji. Wbrew pozorom ta masa uproszczeń oraz stosunkowo prosty gameplay mają w sobie coś, co przyciąga i to na tyle mocno, by zarwać przy tym tytule noc. Obawiam się jednak, że nie jest to produkt na setki godzin, a właściwie na 3-5 partii. Po pewnym czasie znamy wszystkie mechanizmy na wylot, wykonujemy w każdej turze to samo, a setki wtórnych bitew przestają być wyzwaniem i zaczynają nużyć. Sytuację poprawiłby tryb multiplayer (szczególnie lokalny, co ma tutaj ogromny sens), ale o nim twórcy zapomnieli.

Gra mobilna na PC czy raczej gra PC na mobile?

Jak wspomniałem Sid Meier’s Starships trafia nie tylko na PC, ale również na tablety i to bardzo wymowne, bo gra ma właśnie sporo takich mobilnych naleciałości. Może na iPadzie czy Androidzie tytuł ten wygląda na złożony i rozbudowany. Na desktopach jest jednak tylko prostą kosmiczną planszówką, która sporo traci na tym, że nie pozwala zagrać ze znajomymi przy jednym komputerze (tudzież przez sieć). Mimo wszystko gra się całkiem przyjemnie – może nie codziennie po 5 godzin, ale raz na 1-2 tygodnie po 2-3 godziny. W takich dawkach Starships nie powinno zbyt szybko znużyć. Znajdziemy tutaj kilka nietuzinkowych i fajnych pomysłów, grywalne i efektowne bitwy, a także proste i przyjemne zasady. Przede wszystkim jednak nie jest to produkt wtórny, jak można było krótko określić Beyond Earth.