Są wyścigi oraz WYŚCIGI. Recenzowany dziś Project CARS zdecydowanie aspiruje do tej drugiej kategorii. Kategorii zaniedbanej, która zeszła trochę do pewnej niszy. Czy nowa produkcja Slightly Mad przywróci mu blask, wyniesie na salony i sprawi, ze sprzedaż kierownic poszybuje w górę? Od zebrania pieniędzy w crowdfundingowej akcji na World of Mass Development minęło już sporo czasu. Twórcy […]

Są wyścigi oraz WYŚCIGI. Recenzowany dziś Project CARS zdecydowanie aspiruje do tej drugiej kategorii. Kategorii zaniedbanej, która zeszła trochę do pewnej niszy. Czy nowa produkcja Slightly Mad przywróci mu blask, wyniesie na salony i sprawi, ze sprzedaż kierownic poszybuje w górę?

Od zebrania pieniędzy w crowdfundingowej akcji na World of Mass Development minęło już sporo czasu. Twórcy Project CARS zanotowali sporo poślizgów, bez skrupułów przekładając premierę i zmuszając fanów do czekania – przynajmniej tych, którzy nie wspierali projektu od samego początku. Pozostali bowiem mieli dostęp do wersji deweloperskiej, w którą grałem również i ja w styczniu – wówczas Project CARS wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Jak wypadł jednak produkt końcowy?

Wyścigi bez ograniczeń

W Project CARS mamy do dyspozycji kilka trybów rozgrywki, ale najważniejsze są dwa z nich: kariera dla pojedynczego gracza oraz tryb wieloosobowy. Obok nich znajdują się wszystkie elementarne dodatki, a więc trening, pojedyncze wyścigi, własne turnieje itd.

Kariera zaskakuje, bo nie narzuca nam żadnych brutalnych zasad. Nie musimy ścigać się najgorszymi samochodami i piąć w górę po szczeblach kariery (aczkolwiek możemy). Już na starcie mamy dostęp do wszystkich kategorii i nic nie stoi na przeszkodzie, by rozpocząć przygodę z Project Cars od tej najlepszej. Jednocześnie już na starcie mamy odblokowane wszystkie auta. Jaki w tym sens? Twórcy po prostu skupili się na samych wyścigach, które stanowią esencję tej gry. To właśnie zmagania na torze mają być dla nas atrakcją samą w sobie, a nie rozwijanie wirtualnego kierowcy czy kupowanie ulepszeń. Tego tutaj nie znajdziemy – żadnych pieniędzy, punktów doświadczenia, fabuły itd. Czy to właściwie podejście? Dla fanów z pewnością, bo otrzymują od razu 100 proc. gry i mogą z niej czerpać pełnymi garściami. Taki układ jednak sprawia, że gra może nudzić – szczególnie osoby, których nie zachwyca kręcenie czasów na okrążeniach i podziwianie szczegółowych modeli samochodów. Jedyne na co możemy liczyć, to wyznaczane przez grę cele będące swego rodzaju osiągnięciami do zdobycia.

Niemniej cała otoczka trybu kariery jest całkiem przyjemna. Zaczynamy od wyboru sponsora, z którym podpisujemy kontrakt. W rezultacie trafiamy do panelu, gdzie zestawiane są nasze osiągnięcia. Pojawiają się tutaj wiadomości od zespołu, kolegów z drużyny oraz szefostwa, a także oferty od zespołów z wyższych serii. Mamy do dyspozycji też strumień z serwisu społecznościowego przypominającego Twittera, w którym możemy znaleźć posty (anty)fanów i mediów. Tworzy to fajny sportowy klimat i pozwala poczuć się zupełnie tak, jak prawdziwy kierowca na prawdziwym torze.












Motywacji nie znajdziemy również na liście aut, którymi możemy się przejechać. Ta jest dość uboga, jak na dzisiejsze standardy. Teoretycznie 70 pojazdów to dużo. W praktyce brakuje tutaj bardziej „casualowych” marek, których jest zaledwie kilka. Zamiast nich dostajemy karty, auta klasy retro, bolidy i stricte wyścigowe auta. Te braki twórcy mają eliminować w miarę upływu czasu poprzez darmowe aktualizacje. Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, że nie mamy do dyspozycji żadnego edytora pozwalającego spersonalizowanie naszego pojazdu. O tuningu wizualnym zapomnijcie już całkowicie. Zamiast tego mamy zaimplementowanych na sztywno po kilka motywów. We włąsne skórki możemy się bawić tylko poprzez edycję plików graficznych. Bez odpowiednich umiejętności się zatem nie obędzie. Tym samym opcja robienia zdjęć pojazdów w garażu traci trochę sens. Niemniej trzeba przyznać, że modele wozów są wykonane po mistrzowsku z uwzględnieniem wszelkich detali oraz smaczków.

Zamiast ulepszeń do dyspozycji mamy rozbudowane możliwości modyfikacji każdego samochodu. Tutaj fani garażowego majsterkowania będą w siódmym niebie, bo mogą dostosować niemal każdy aspekt: począwszy od aerodynamiki, przez silnik i skrzynię biegów, a na zawieszeniu i oponach skończywszy.

Lepiej sytuacja wygląda z torami, których jest tutaj ponad 100. Obok rzeczywistych obiektów, jak Silverstone czy Le Mans mamy również kilka fikcyjnych. Wśród nich są dwie trasy „w plenerze”, gdzie twórcy puścili wodze wyobraźni bazując na francuskich wybrzeżach oraz Kaliforni.. Warto dodać, że wiele torów ma po kilka wersji, więc ich liczba jest nieco oszukana. Niemniej jeśli chodzi o ten element, zdecydowanie nie ma na co narzekać – szczególnie, ze każda lokacja jest niezwykle dopracowana. Dodatkowym smaczkiem są zmienne warunki pogodowe. Możemy ścigać się zatem w bezchmurne dni, ulewy, a nawet przy gęstej mgle. Całość dopełnia zmieniająca się pora dnia. Szczególnie fajnie sprawdza się to podczas wyścigów na kilkadziesiąt okrążeń.

Symulacja nie na 100 procent

Granie w Project CARS na klawiaturze jest kompletnie bez sensu. W przypadku padów sytuacja wygląda odrobinę lepiej, ale trzeba najpierw spędzić chwilę na odpowiedniej konfiguracji. Jedynym słusznym wyborem jest tutaj kierownica, przy której rozgrywka zyskuje nowy wymiar. Trzeba jednak zaznaczyć, że gra oferuje nam szereg ułatwień i wspomagaczy, po których aktywowaniu staje się mocno zręcznościowa i znacznie prostsza.

Jednak nawet po ich wyłączeniu, nie mamy do czynienia z symulatorem na 100 procent. Owszem, wiele zależy tutaj od naszych umiejętności, ale wystarczy dobrze poznać auto, przyzwyczaić się do niego i opanować, a całość stanie się już dość przyjemna. Zresztą wystarczy dodać, że całość działa w oparciu o silnik Madness – ten sam, który był użyty w Shift 2: Unleashed. Mnie najbardziej oczarowały różnice w prowadzeniu, które są widoczne nie tylko po zmianie auta, ale nawet po wymianie opon (mało tego – zimne opony przy pierwszym okrążeniu zachowują się inaczej niż rozgrzane). Zachowanie samochodów, tendencje do wpadania w poślizg oraz dynamika prowadzenia sprawiają, że rozgrywka jest bardzo satysfakcjonująca. Fizykę pojazdów oddano tutaj po mistrzowsku, co sprawia, że każdy fan symulacji pewnie znajdzie tutaj sporo radości.

Położono niestety mechanizm odpowiadający za kolizje, które czasami prezentują się dość karkołomnie. Auta zachowują się też nienaturalnie podczas zderzania z innymi kierowcami. Jest tutaj sporo do poprawy, również w systemie zniszczeń, który pewnie jednak jest ograniczony przez licencje. Minusem są też pit stopy, gdzie realizm i czar pryskają – zjazd jest tutaj całkowicie zautomatyzowany, a za wymianę opon czy tankowanie odpowiadają „duchy”. Brak krzątających się wokół wozu mechaników aż bije po oczach. Twórcy mieli z tym elementem już w styczniu duży problem i widać, że nie sprostali wyzwaniu. Podejrzewam, że w miarę upływu czasu sporo z tych problemów zostanie rozwiązanych. Twórcy zapewniają, że przez najbliższe 2 lata będą stale rozwijali swój tytuł. Trzymamy za słowo.

Tryb wieloosobowy jest mocno klasyczny. Możemy tutaj wyszukiwać graczy losowo, tworzyć wyścigi oraz dołączać do już istniejących. Mnie bardzo boli brak wsparcia dla lokalnego mulitplayera. Co prawda dzielenie ekranu na dwóch graczy to głównie domena zręcznościowych produkcji, ale czy Project CARS cokolwiek by stracił na takim rozwiązaniu? Rywalizacja ze znajomymi na jednej kanapie to dla mnie kluczowy element jeśli chodzi o gry wyścigowe i dlatego uważam to za duży brak.

Graficzna perełka, ale nie na konsolach i Radeonach

Pod względem grafiki Project CARS prezentuje się fantastycznie. Jak nietrudno się domyślić tutaj palmę pierwszeństwa dzierży wersja pecetowa. Zamieszczam poniżej wideo, gdzie dobitnie pokazano różnice. Na konsolach wygładzanie krawędzi jest mierne (szczególnie na XOne), podobnie zresztą jak efekty świetlne. Gra ma tutaj teoretycznie działać w 60 kl/s, ale testy wykazują, że płynność mocno spada poniżej tego poziomu. Z tego powodu wprowadzono zapewne ustawienia graficzne pozwalające zredukować jakość – chyba pierwszy raz w dziejach na konsoli…

Do dyspozycji oddano nam dużą liczbę widoków z kamery. Możemy ją ulokować nie tylko wewnątrz kokpitu, ale również w hełmie kierowcy czy też nad jego ramieniem, a potem swobodnie dostosowywać. Szczególnie cieszy to w kontekście coraz intensywniejszych prac nad komercyjnymi wersjami gogli VR. Wyobraźcie sobie tylko taki wyścig na Oculusie czy HTC RE Vive. Kamery to jednak nie wszystko, bo zaimplementowano tutaj też rozbudowany tryb fotograficzny, w którym mamy bardzo rozbudowane ustawienia dotyczące ekspozycji, kolorów, kontrastu i wielu, wielu innych. Pozwala to na tworzenie bajecznych grafik.

Nie ulega jednak wątpliwości – Project CARS to jedna z najładniejszych gier wyścigowych na rynku. Starannie i pieczołowicie zaprojektowane modele pojazdów, oraz świetnie odwzorowane i naturalnie prezentujące się tory to jedno. „Robotę robi” tutaj cała reszta, a więc wrażenie pędu, które pojawia się przy szybkiej jeździe, obłędne efekty pogodowe. Szczególnie dobrze wygląda to na maksymalnych ustawieniach graficznych (co oczywiste), które jednak wymagają bardzo mocnej konfiguracji. Niestety, problemy z wydajnością na kartach AMD dotąd nie zostały rozwiązane, co należy uznać za duży minus.

Szczególnie dobrze wypada udźwiękowienie. Odgłosy silników są zróżnicowane i bardzo naturalne. Co ważne, dynamicznie się one zmieniają w zależności od scenerii. Szczególnie odczujemy to na fikcyjnych torach, gdzie pojawiają się tunele. Nie ma tutaj najmniejszych powodów do narzekania. Fajną opcją jest natomiast integracja ze Spotify – na czas wyścigu możemy sobie zaserwować dowolną playlistę z naszej kolekcji.

Nie dla każdego

Nijaki i nudny tryb kariery, niezbyt imponująca baza samochodów, problemy z kartami AMD oraz mierny system kolizji i nienaturalne pit stopy to najwidoczniej za mało, żeby odstraszyć od Project CARS. Gra nie jest doskonała, ale zasługuje na miano bardzo dobrej. Nie jest to jednak zdecydowanie produkt dla każdego. Casualowi gracze przyzwyczajeni do przyjemnych zręcznościowych NFS-ów i im podobnych odbiją się od niego – nawet po aktywowaniu wszystkich ułatwień. Dla hardkorowych znawców tematu Project CARS może się natomiast w dłuższej perspektywie okazać nieco zbyt prosty – przynajmniej w trybie dla pojedynczego gracza. Nie ulega jednak wątpliwości, że jest to solidny produkt z kategorii symulatorów wyścigowych i każdy, kto sympatyzuje z tym gatunkiem powinien go sprawdzić.