nintendo labo
8

Nigdy wcześniej zabawa kartonami nie sprawiła mi tyle frajdy. Recenzja Nintendo Labo

Kilka dni temu otworzyłem duże pudełko, w którym znalazłem kartonowe arkusze, gumki i sznurki - prawie jak na zajęciach ZPT w podstawówce. Magia Nintendo zamieniła mnie w dzieciaka z błyskiem w oku, który siedział kilka godzin na podłodze i składał papierowe modele. Jestem oczarowany Nintendo Labo, to niesamowicie fajna zabawka.

Kiedy pierwszy raz pokazano Nintendo Labo, poczułem się trochę zażenowany. No bo jakieś kartoniki, z których składa się modele, a potem wciska w nie elementy konsoli? “To nie dla mnie” – pomyślałem. Z jednej strony to prawda, bo kartonowe konstrukcje przeznaczone są przede wszystkim dla dzieci. Nie przypuszczałem jednak, że po zajrzeniu do wielkiego pudełka z podstawowym zestawem zamienię się w dziecko.

Najlepsza instrukcja na świecie

Dobre instrukcje robią na świecie tylko dwie firmy – IKEA i LEGO. Niezależnie od tego, co przez ostatnie 36 składałem, tutoriale z wyjaśnieniem poszczególnych działań zawsze były kulawe. Meble, modele – nie ma znaczenia, do prostoty i odpowiedniego “prowadzenia za rączkę” przez te dwa ideały zawsze było daleko. Nintendo przygotowało jednak instrukcję, która deklasuje obie wymienione wyżej firmy.




Wiecie jak Japończycy ją przygotowali? W formie animacji, którą uruchamiamy naciskając wirtualny klawisz. Ba, da się ją zarówno cofać jak i przyspieszać odpowiednio przeciągając palec po ekranie. Dodatkowo wszystkie schematy można praktycznie dowolnie obracać, choć tak naprawdę są one od początku idealnie ustawione. Nie miałem więc najmniejszego problemu ze złożeniem którejkolwiek z zabawek, ba – mój 7-letni syn robił to bez trudu.

Tu wszystko jest idealnie przycięte, a wyciąganie poszczególnych części z dużych arkuszy jest banalnie proste, nic nie ma prawa się połamać czy pogiąć. Instrukcja pokazuje nawet które zgięcia trzeba mocniej docisnąć, a łamanie kartonów to też bułka z masłem, mają poprowadzone linie, które pomagają w uginaniu. Mega! Projektanci pomyśleli nawet by określić czas składania poszczególnych zestawów i co jakiś czas zachęcają do krótkiej przerwy – to jednak też jest płynne i zależy od tego ile czasu siedzicie nad konkretnymi elementami.

Nintendo Labo

Proste i perfekcyjne

Żadna z konstrukcji w podstawowym zestawie nie jest przesadnie skomplikowana. I jedna z najpiękniejszych rzeczy w Nintendo Labo, pokazuje bowiem, że liczy się przede wszystkim pomysł. Ja nigdy nie wpadłbym na to, że manetki kartonowej kierownicy motocykla mogą stawiać przyjemny opór kiedy odpowiednio założy się w środku…gumki. Czy projektując Joy-Cony ktoś w ogóle myślał już o Labo? Wygląda na to, że tak, wykorzystanie akcelerometru jest świetne. Jak to się dzieje, że kartonowa wędka nie tylko stawia opór, ale i zwija żyłkę? Wiem, przecież sam montowałem mały kołowrotek na gumkach. Ale jakim cudem jest to tak dobrze odwzorowywane na ekranie konsoli? Chyba przy pomocy jakiejś magii.

Nintendo Labo

Złożyłem w swoim życiu kilka modeli i nie zawsze była to bułka z masłem. Nie chodzi nawet o sam proces, ale na przykład o dopasowanie poszczególnych elementów. Wiadomo, że przy tanich konstrukcjach plastik potrafi być niedbale odlany i w porównaniu z takimi na przykład perfekcyjnymi klockami LEGO, do ideału jest daleko. Labo to takie kartonowe LEGO właśnie, idealnie dopasowane – tu wszystko się dobrze zgina, każdy element pasuje, nie ma mowy o pomyłce, a przecież to czasem dosłownie milimetry. Nintendo to perfekcjoniści i ich kartonowy zestaw utwierdza mnie w tym przekonaniu. W miejsca gdzie trzeba włożyć konsolę, przewidziano nawet specjalne małe naklejki z gąbkami tylko po to, by nie porysować sprzętu papierem. Super.

To wszystko brzmi trochę enigmatycznie, więc już wyjaśniam co znajduje się w podstawowym Variety Kit Multi Kit. Najpierw złożycie malutkie trzymadło na Joy-Cona – jest banalnie proste i do niczego się nie przyda, ale szybko wyjaśni Wam o co chodzi w całym procesie konstruowania. Jak wyciągać części z arkuszy, jak posiłkować się instrukcją i jak uginać papier. Zestaw oferuje kartonową wędkę, kierownicę motocykla, domek w którym zamieszka wirtualny zwierzak, zdalnie sterowanego robota i kartonowe pianino. Proponuję zacząć od tego przedostatniego, to tak naprawdę tylko papierowy szkielet, do którego wciska się Joy-Cony. Konstrukcja sterowana jest za pomocą ekranu – no dobrze, ale jakim cudem to się rusza po podłodze? Silnikami są…wibracje kontrolerów. Robot jest powolny, niespecjalnie dokładny, ale faktycznie bzycząc, przesuwa się po płaskich powierzchniach.

Pianina nikomu przedstawiać nie trzeba, może nie jest specjalnie wygodne dla wielkich dłoni, ale dziecięce palce pasują do niego idealnie. Nie odegracie Mozarta, ale w sieci można już znaleźć sporo filmów pokazujących, że dodając odrysowany na kartce beat można naprawdę coś na tej zabawce skomponować. Raczej prostego, ale jednak.

Nintendo Labo

Kierownica motocykla może nie zastąpi prawdziwego jednośladu, ale od tej konstrukcji trzeba mnie było odciągać siłą. Nie jest to oczywiście symulator, ale pewne skojarzenia z konstrukcjami z automatów są jak najbardziej na miejscu. Da się nawet jechać na jednym kole, serio.

Wędkę złożyliśmy pierwszą, więc i zaskoczenie było największe. Gra jest banalnie prosta i polega na wykazaniu się cierpliwością, a później na wyciąganiu haczyka w odpowiednim tempie. Skończyliśmy zabawę po godzinie tylko dlatego, że czekały na nas kolejne konstrukcje. Ale mój mały fanatyk Labo cały czas do wędkowania wraca i zbiera kolejne mniejsze lub większe okazy.

Nintendo Labo

Najmniej zrozumiałem domek dla zwierzaka, ale to dlatego, że…mogłem tylko oglądać. Wypytany o niego Junior powiedział natomiast, że złożone akcesoria wtykane do kartonowego domku służą między innymi do obracania kołowrotkiem, dzięki czemu nabija się specjalne punkty, by później nakarmić pupila. Trzeba go też cierpliwie usypiać – nie jest to łatwe, bo maluch ma często koszmary. Nie wiem dlaczego, ale to właśnie kartonowy domek cieszył się u mojego syna największą popularnością i włączany jest na chwilę praktycznie codziennie.

Dodam, że w zestawie znajduje się też karta z programem. To zarówno instrukcja, o której wspominałem, jak i gry wykorzystujące zbudowane konstrukcje. Appka jest bardzo intuicyjna i dopracowana, typowe Nintendo.

Nintendo Labo

Nie ma róży bez kolców

Zachwycam się tym Labo i zachwycam, ale nie ma zabawek idealnych i kartoniki od Nintendo nie są wyjątkiem. Po pierwsze brakuje polskiej wersji językowej aplikacji. Wszybko jest w niej oczywiście tip-top, ale brak języka polskiego boli, choć biorąc pod uwagę stosunek Nintendo do naszego rynku trudno żebym był tym faktem zdziwiony.

Drugim największym minusem kartonów są…kartony. Papier jest dobrej jakości, ale to wciąż papier. Zalejecie którąś z konstrukcji? Śmietnik. Usiądziecie na wędkę czy kierownicę motocykla – też pewnie śmietnik, bo delikatniejsze fragmenty mogą się jednak podrzeć. Na razie wydaje mi się, że papierowe urządzenia swoje pożyją, jednak duża część z nich to kartonowe-mechaniczne elementy, które się wytrą i zwyczajnie zużyją jeśli będą okupowane przez wiele godzin. No i co jeśli zerwie się gumka? Czy uda mi się ją podmienić zwykłą recepturką i zachować pełną funkcjonalność konstrukcji? Tego nie wiem i wolałbym nie sprawdzać.

Nintendo Labo

Werdykt

Po 10 minutach składania z synem Nintendo Labo poczułem się, jak za młodu przy pierwszych zestawach klocków LEGO. Oczywiście między tymi produktami praktycznie nie ma podobieństw, poza dwoma – świetnym pomysłem i wykonaniem. Arkusze są mistrzowsko zaprojektowane, podobnie jak konstrukcje z kartonu. Kapitalnie oznaczone, w dodatku z najlepszą instrukcją jaką kiedykolwiek miałem przed oczami. A efekt? W życiu nie przypuszczałem, że kartonowe zabawki mogą być tak fajne i dawać tyle frajdy.

Frajdę sprawia nie tylko zabawa ze złożonymi konstrukcjami, ale również ich składanie – robiłem coś z niczego, w końcu początek procesu to kartonowe arkusze, z których wyciąga się poszczególne elementy. Finalne urządzenie to niezła gratyfikacja za czas spędzony podczas samego konstruowania. Jestem wręcz pewien, że gdyby firma zdecydowała się sprzedawać te same zabawki, ale plastikowe i już złożone, nie bawiłbym się tak dobrze.

Chylę czoła zarówno projektantom, jak i pomysłodawcom całego przedsięwzięcia. Oczywiście nie każdy znajdzie tu coś dla siebie i w Nintendo Labo zakochają się przede wszystkim dzieciaki. Jeśli jednak macie Switcha i chcieliście im kupić jakąś normalną grę, porzućcie ten pomysł. Bierzcie w ciemno japońskie kartony (podstawowy zestaw kosztuje około 240 zł), to zabawa, której w świecie gier jeszcze nie było. Niesamowity produkt, jestem nim zachwycony.