0

Fani Marvela będą zachwyceni. Ale czy ktoś poza nimi? Recenzja Marvel Ultimate Alliance 3: The Black Order

Marvel Ultimate Alliance 3: The Black Order był wakacyjnym tytułem, na który mocno czekałem. Grałem w dwie poprzednie odsłony i choć nie uważam ich za najlepsze produkcje w historii, to jednak bawiłem się dobrze, czasami bardzo dobrze. I tak też mogę podsumować moją przygodę z trzecią częścią. Bez rewelacji, ale solidnie.

Marvel Ultimate Alliance 3: The Black Order trudno jednoznacznie sklasyfikować. Zręcznościówka? Przygodówka? No nie bardzo – raczej bijatyka, w której wcielimy się w grupę czterech superbohaterów. Będziemy przemierzać kolejne lokacje i siać totalną rozwałkę bijąc kogo popadnie. Czasem będą to komiksowi bossowie, znane czarne charaktery – czasem pozytywne postacie, którym coś stałą się w głowę i kiedy przyjmą odpowiednio dużo ciosów w nos, nagle ich olśni i znów będą wyznawać dobro. Najwięcej przekopiemy natomiast zwykłych minionów, którzy momentami atakują konkretnymi hordami. A wiadomo – im więcej mięsa do bicia tym lepiej, ale i trudniej, bo pod gradem ciosów potrafi paść nawet taki kozak jak Hulk.

Poza klasycznymi ciosami każdemu z bohaterów odblokujemy kolejne superciosy, których użycie będzie możliwe dopiero po naładowaniu specjalnego paska. Dodatkowo raz na jakiś czas użyjemy dopakowanego hiperciosu, który możemy również połączyć z podobnymi umiejętnościami naszych towarzyszy. Jeśli dobrze dobraliśmy drużynę (na przykład łącząc ze sobą znaną ekipę Avengersów), dostaniemy specjalny bonus. Generalnie warto też poczekać aż wszystkie postacie naładują swój najmocniejszy cios, wtedy trup będzie ścielił się gęsto i wyczyścimy z minionów całą okolicę. A bywają sytuacje kiedy jest to niezbędne, szczególnie gdy w zwykłej walce nie mamy większych szans. Czy system walki jest rozbudowany? Absolutnie nie, po dwóch, trzech godzinach odblokujecie wszystkie ciosy – dodatkowo nie ma tu skomplikowanych kombinacji i mówiąc szczerze samej rozgrywce dość blisko do…Diablo. Tyle, że bez lootu. Na pewno nie da się nie docenić efektowności niektórych ciosów, widać że twórcy mocno przy nich przysiedzieli by oddać jak najwięcej komiksowej rozwałki.

Zacząłem od systemu walki, bowiem wątek fabularny stanowi tu tylko tło do bicia kolejnych przeciwników. Mamy oczywiście klasyczny tryb kampanii, dodatkowo przeplatany niezłymi scenkami przerywnikowymi jednak opowieść jest tak sztampowa, że głowa mała. Czy dało się wymyślić coś bardziej standardowego niż Kamienie Nieskończoności, które nasi herosi muszą odzyskać? Nie sądzę. Trochę szkoda, że opowieść nie jest ciekawsza, miałbym więcej zapału w przechodzeniu kolejnych, plansz – szczególnie, że niektóre etapy są ultranudne i monotonne. Ale ok – może miało tak być, sztampowo i komiksowo, a ja po prostu czegoś nie zrozumiałem.

Kierowani przez nas bohaterowie cały czas się rozwijają – chodzi o wspomniane superciosy, ale i dość mocno rozbudowane drzewko, które odkrywamy wykorzystując specjalną wewnętrzną walutę zdobywaną podczas zabawy. Naprawdę chciałbym coś napisać o tym aspekcie, ale dałem sobie spokój z jego zrozumieniem i po prostu pakowałem co się da w cokolwiek było pod ręką, a statystyki i tak rosły, więc da się zaliczyć trwającą około 9-10 godzin opowieść bez zagłębiania tego aspektu – choć obstawiam, że jeśli zdecydujecie się wykonać wszystkie misje dodatkowe wypada raczej nad tym popracować. Ja po prostu uznałem to za niepotrzebne, a dodatkowo dość przytłaczający rozbudowanymi drzewkami.

Teoretycznie kooperacja jest kluczowym elementem Marvel Ultimate Alliance 3: The Black Order i niestety mam tu dość mieszane uczucia. Z jednej strony granie z trzema konsolowymi towarzyszami jest dość wygodne technicznie. Nikt się nigdzie nie blokuje, ale z drugiej strony to jakieś ciamajdy, które czasem nie robią nic, co mogłoby pomóc w pokonaniu bossa. Grałem trochę w dwuosobowej kooperacji i niby wszystko fajnie, jest masa frajdy na tej jednej kanapie – ale drugi bohater potrafi przyblokować pierwszego, a i czasem kamera płata niemałe figle, nie mogąc zdecydować kogo chce pokazać. Powyżej dwóch osób to już totalny chaos, przez który gra staje się praktycznie niegrywalna.

Nie jestem do końca przekonany Nintendo Switch jest właśnie tą platformą, na którą powinno trafić Marvel Ultimate Alliance 3: The Black Order. Ewidentnie czuć, że albo zabrakło mocy, albo umiejętności okiełznania podzespołów konsoli. Teoretycznie powinienem wskazać na to pierwsze, ale doskonale wiem jak wyglądają i działają Zelda oraz Mario Odyssey – Marvel Ultimate Alliance 3: The Black Order nie dorasta im do pięt oprawą, a działa gorzej. I to niezależnie od tego czy grałem w trybie przenośnym, czy na konsoli podłączonej do telewizora. Gdzieś momentami kuleje optymalizacja, szczególnie kiedy na ekranie dzieje się naprawdę dużo (czasem za dużo), na samym początku denerwowały mnie też poszarpane krawędzie na modelach postaci. Nie ma dramatu, ale nie czuć tu takiego konkretnego dopieszczenia, z którego słyną na przykład produkcje Nintendo.

Zobacz też: W jakiej kolejności oglądać filmy Marvela?

Werdykt

Marvel Ultimate Alliance 3: The Black Order nie jest najlepszą grą na Nintendo Switch, nie jest też jedną z najlepszych gier na tę platformę. Nie powala wyglądem, nie działa jakoś rewelacyjnie. Nie ma fascynującej historii, przykuwające do konsoli mechaniki – dysponuje za to toną znanych i kochanych komiksowych bohaterów. Filmowych również, wszystko bowiem zależy od tego w jakiej formie najbardziej lubicie popularnych herosów. Ten tytuł nie zaskoczył mnie niczym, przykuł jednak do konsoli na kilka godzin i myślę, że będę jeszcze czasem do niego wracał. Prawdziwa gratka dla fanów, obawiam się jednak, że pozostali nie znajdą tu zbyt wiele dla siebie. Ale też nie będą szukać. Solidny, dobrze wykonany tytuł. Tylko tyle i aż tyle.