0

To jedna z najlepszych gier na Nintendo Switch. Recenzja Luigi’s Mansion 3

Do Luigi's Mansion 3 podchodziłem z pewna rezerwą, nie byłem nigdy wielkim fanem serii i zawsze wybierałem jednak gry z Mario. I o mały włos nie ominąłbym tej produkcji, a to błąd, do którego nie powinniście dopuścić.

Chciałbym w jakiś sposób sklasyfikować gry z serii Luigi’s Mansion, ale to dość trudne zadanie. A tak jest po prostu łatwiej przedstawić Wam czym w zasadzie są te produkcje. Zabawnym horrorem? Przygodówką, zręcznościówką, a może platformówką? Wszystkiego mamy tu po trochu choć akcja jest zdecydowanie bardziej statyczna niż w przypadku świetnego Super Mario Odyssey gdzie bohater nie mógł ustać w miejscu. Czy jednak to gorsza gra? W żadnym wypadku nie.

Tytuł przenosi nas do kilkunastopiętrowego hotelu. Luigi zabiera tam swoich przyjaciół – Mario, Peach i Toada. Szybka akcja i okazuje się, że miejscówka jest nawiedzona, a ekipa zostaje uwięziona. Luigi nigdy nie należał od odważnych bohaterów, ale ma już doświadczenie z duchami więc i tym razem to on będzie musiał poradzić sobie ze strachami oraz uwolnić przyjaciół.

Już pierwsze minuty gry jasno nakreślają bojaźliwość głównego herosa i nawet jeśli nie mieliście styczności z tą serią, od razu zrozumiecie, że Luigi nie jest bagatelizującym zagrożenie pogromcą duchów. To wystraszony, trzęsący się na każdym kroku gość, którego jest w stanie doprowadzić do zawału skrzypiące łóżko. A takich atrakcji w tytułowej posiadłości jest cała masa i wyskakujące z szuflad duchy to chleb powszedni.

Odziany w zielony strój heros ma przy sobie latarkę, zdobywa też Poltergust G-00 – wielofunkcyjny odkurzacz, którym będzie wciągał duchy, w pewnym momencie nauczy się również klonować samego siebie przy użyciu zielonego gluta. Ten arsenał będzie mu niezbędny by poradzić sobie zarówno ze zwykłymi duchami, jak również bossami – w tym drugim przypadku przyda się również trochę zdrowego rozsądku i sztuka obserwacji, bowiem tylko wtedy znajdziecie sposób na pokonanie przeciwnika. Są też zagadki – niezbyt trudne, choć często wymagające chwili zastanowienia. Bo sam mechanizm rozgrywki jest niezbyt wyszukany – zwiedzamy wielki hotel, zdobywamy guziki do panelu w windzie, które pozwolą nam dotrzeć do kolejnych lokacji. Nigdy jednak ich zdobycie nie jest proste i aby dotrzeć do przeciwnika, który najczęściej jest w posiadaniu takiego przycisku trzeba pokonać szereg przeciwności losu.

Czasem będzie to po prostu szczegółowe przeszukiwanie okolicy, innym razem na przykład gonienie szczura, który korzystając z dziur w ścianie, sprytnie przemieszcza się między lokacjami. Ale i na takiego spryciarza jest sposób, trzeba po prostu na niego wpaść.

Wraz z rozwojem opowieści, rozwijamy również możliwości wielofunkcyjnego odkurzacza, przez co kolejne etapy trzeba pokonywać w nowy, zupełnie inny sposób – powiem tak, w tej grze nie da się nudzić i w każdej kolejnej godzinie zaskakuje ciekawymi pomysłami na rozgrywkę. Wystarczy wspomnieć choćby o standardowych walkach z duchami, które co do zasady wymagają od nas oślepienia ich latarką, wciągnięcia do odkurzacza, a potem walenia duchem o podłogę aż ten opadnie z sił. Co jednak jeśli duch ma „tarczę” w postaci okularów przeciwsłonecznych i jest odporny na naszą latarkę? Wspomniałem też o klonowaniu Luigiego za pomocą zielonego gluta – Gooigiego. Już ten element całkowicie zmienia rozgrywkę, bowiem Gooigi to jedyna postać, która ze względu na swoją konsystencję potrafi dostać się do niektórych lokacji. Będą też momenty kiedy podczas walki lub jakiejś zagadki trzeba jednocześnie korzystać z obu bohaterów.

Luigi’s Mansion 3 to przede wszystkim przygoda dla jednego gracza, choć tytuł dostał również tryb wieloosobowy pozwalający na zabawę aż dla ośmiu graczy. To zestaw konkurencji, które zaliczamy na jednym ekranie – zbieramy złoto czy łapiemy duchy. Próbowałem, fajna zabawa, szczególnie kiedy wpadną do Was znajomi.

Luigi’s Mansion 3 zachwyca oprawą wizualną i dźwiękową, szczerze namawiam do grania na słuchawkach i wyłapywania dźwiękowych drobiazgów. Przy zgaszonym świetle wprowadza to jeszcze fajniejszy klimat zabawy. Dopracowane modele postaci, świetnie zaprojektowane wizualnie miejscówki, różnorodność poszczególnych pięter, fajne oświetlenie – i świetne działanie, niezależnie od tego czy grałem w trybie handheld, w docku czy na Switchu Lite. Ale do tego Nintendo już nas przyzwyczaiło i czasem mam wrażenie, że tylko oni potrafią zrobić grę na Switcha, która jest techniczną perełką.

Nie ma tu takiego specyficznego przepychu znanego z Super Mario Odyssey – prawie jakby Luigi’s Mansion starało się zrobić wszystko inaczej, niejako skromniej, ale z większym wyczuciem. W konsekwencji dostaliśmy kapitalny wręcz klimat, który potrafi zarówno rozbawić, jak i przestraszyć. Do tego świetna oprawa, niezbyt trudne ale wciągające zagadki i wzorowe projekty poziomów. Kamil przy Luigi’s Mansion 3 powiedział „nie chcę by ta gra się skończyła” i w pełni go rozumiem. Moim zdaniem to zarówno jedna z najlepszych gier tego roku, jak również jedna z najlepszych gier na Nintendo Switch.

Ocena: 9/10