5

Recenzja Logitech G915 TKL. Niskoprofilowa mała klawiatura gamingowa… za tysiaka

Klawiatury mechaniczne mają niewątpliwie mnóstwo atutów, ale wytwarzany przez nie hałas i wysoki skok klawiszy sprawiają, że osobiście sięgam po nie bardzo rzadko. Jeżeli już mam używać mechanika, wybieram wariant niskoprofilowy. Idealnie jest, gdy skok klawiszy jest naprawdę niewielki, a hałas towarzyszący ich wciskaniu minimalny. Pod tym względem Logitech 915 to ideał. A w wersji TKL zajmuje naprawdę mało miejsca na biurku.

Klawiaturę Logitech G915 opisywaliśmy jakiś czas temu na łamach Antyweba. Logitech stworzył fantastyczny produkt, który powinien usatysfakcjonować nie tylko graczy, ale też osoby piszące i pracujące przy komputerze. Opracowane na potrzeby tej klawiatury niskoprofilowe przełączniki są naprawdę wszechstronne.

Problemem G915 były jednak rozmiary. To naprawdę duża klawiatura z dodatkową kolumną programowalnych klawiszy po lewej stronie i pełnym blokiem numerycznym po prawej. Wszystko to sprawiało, że na biurku potrzebne było aż 47,5 cm przestrzeni – bo taką długość ma ten model.

I tutaj w sukurs przychodzi mniejszy wariant – TKL (tenkeyless) – który wręcz idealnie trafił w moje gusta. Zajmuje mało miejsca, ma wszystkie atuty wspaniałej G915, a w dodatku model testowy oparto na przełącznikach GL Linear, które są (dla mnie) fenomenalne i naprawdę cichutkie. Moja druga połowa odetchnęła z ulgą, gdy je usłyszała.

Konstrukcja – Logitech G915 minus kilkanaście klawiszy

Skłamałbym pisząc, że zmieniło się tutaj dużo. Logitech G915 TKL to model bliźniaczy w stosunku do wspomnianej G915. Użyto tutaj właściwie identycznych materiałów do konstrukcji. Górną część wykonano ze szczotkowanego aluminium (stopu 5052), który połączono ze stalowymi wzmocnieniami. Dół obudowano plastikiem, ale grubym i solidnym. Pojawiła się tutaj nowinka – wgłębienie pozwalające na schowanie nadajnika USB na czas np. transportu. W większej wersji go nie było.

Bardzo trudno się tutaj do czegokolwiek przyczepić, bo klawiatura jest fenomenalnie spasowana i solidna. W razie apokalipsy zombie z powodzeniem mogłaby służyć do samoobrony i z pewnością wytrzymałaby stosunkowo długo.

Jak już wspomniałem, w modelu TKL zrezygnowano z kolumny klawiszy G1-G5, która wcześniej była na lewo od ctrl. Nie mamy też gumowych przycisków makr. Ich rolę przejął rząd F1 – F4, które zmieniają swoje działanie po wciśnięciu w połączeniu z ulokowanym na prawo od spacji Fn (i to tez nowość, bo wcześniej był tutaj drugi klawisz Win).

Przyciski multimedialne przeniesiono spod pokrętła głośności na lewą stronę. Pomiędzy nimi zmieściły się jeszcze dwie diody LED – informująca o stanie baterii oraz o włączonym CAPS LOCK’U. Tuż obok nich widać antenę służącą do łączności w autorskim standardzie Logitecha – Lightspeed. Natomiast na lewo od niej mamy jeszcze cztery przyciski funkcyjne – począwszy od prawej włączają i wyłączają one: podświetlenie, tryb gry, moduł Bluetooth, moduł Lighstpeed.

Na koniec zostawiłem właściwie jedyną poważną wadę całej konstrukcji – pokrętło regulacji głośności. W modelu G915 było ono o wiele lepiej wykonane. Tutaj ma duże luzy – zarówno w pionie jak i w poziomie. Niby wykonano je z metalu a sprawia wrażenie dość tandetnego. Szkoda, bo taki mały detal psuje fantastyczne wrażeniem jakie robi ta klawiatura.

Jeżeli miałbym się przyczepić, to do wad dodałbym też obecność MicroUSB. Cała branża przechodzi powoli na nowy standard USB-C. Nie widzę powodu, dla którego Logitech w klawiaturze z najwyższej półki miałby stosować w dalszym ciągu stare złącze.

Możliwości i oprogramowanie

Klawiatura jest oferowana w wersjach z przełącznikami GL Tactile (brązowe), GL Clicky (białe) i GL Linear (czerwone). Wcześniej testowałem G915 z klikającym wariantem – klawisze były sprężyste i miały fajną odpowiedź. Niestety były też strasznie głośne. W G915 TKL mam ich niemal zupełne przeciwieństwo – GL Linear są bardzo miękkie i nie mają tak wyraźnej odpowiedzi oraz sprężystości. Są jednak o niebo cichsze. Na tyle, by klawiatura z powodzeniem mogła służyć do pisania długich tekstów po nocach. Szczególnie dobre wrażenie zrobiła na mnie spacja, która jest niemal niesłyszalna.

Oczywiście mniejsza sprężystość i większa gładkość klawiszy mają swoje konsekwencje. Nie jest to tak dobra klawiatura do FPS-ów, jak warianty z białymi i brązowymi przełącznikami. Niemniej doskonale sprawdza się w produkcjach zręcznościowych i grach akcji – pod warunkiem, że przyzwyczaimy się do tej łagodniejszej odpowiedzi klawiszy. Zapewniam, że nie trwa to długo. Tym samym G915 TKL z czerwonymi przełącznikami świetnie sprawdzi się na wielu frontach – w przypadku wielu użytkowników, którzy nie mają z góry określonych preferencji przyzwyczajenie się do niej zajmie dosłownie moment.

Ta wszechstronność G915 sprawia, że jest to też świetna klawiatura do pracy na co dzień. Rewelacyjnie się pisze na niej artykuły i nie tylko. Przez kilka dni używałem jej wyłącznie do takich standardowych czynności i byłem mile zaskoczony. Tutaj znowu podkreślę tę cichą pracę przełączników. Każdy inny mechanik po jakimś czasie denerwował moją drugą połowę. Z tym nie miała najmniejszych problemów.

Do zarządzania klawiaturą służy oprogramowanie Logitech G HUB, które nie zmieniło się jakoś szczególnie mocno przez ostatni rol. Twórcy oczywiście ciągle je aktualizują i usprawniają, ale sam zakres funkcji i możliwości nie ulega większym przeobrażeniom. A szkoda, bo na tle np. takiego SteelSeries Engine Logitech ma sporo do poprawy.

G HUB jest zdecydowanie prostszy i przez to łatwiejszy w obsłudze. Możemy za jego pomocą konfigurować podświetlenie klawiatury, a także tworzyć makra i konfigurować osobne profile dla poszczególnych aplikacji. Jednak jedynymi przyciskami, których działanie możemy zmodyfikować są F1-F12. Wszystkie pozostałe są ustawione „na sztywno”. Do dyspozycji oddano nam też „Tryb gry”, ale jest on dość ubogi w swoim działaniu, bo sprowadza się wyłącznie do opcji dezaktywowania wybranych klawiszy.

Na szczęście do działania samej aplikacji trudno mieć jakieś zastrzeżenia. Dużym atutem jest tutaj dostęp do rozbudowanej bazy profilów i ustawień udostępnianych przez graczy z całego świata i dedykowanych określonym urządzeniom oraz grom. Może to nam zaoszczędzić sporo czasu albo zainspirować do stworzenia własnych ustawień.

Podsumowanie

Logitech G915 TKL to po prostu pomniejszona wersja zwyklej G915. Rewolucji tutaj nie uświadczymy. Większych zmian również. Logitech był na tyle zachowawczy, że nie zrezygnował nawet ze złącza MicroUSB, które straszyło już w poprzednim modelu.

Nie zmienia to jednak faktu, że mamy do czynienia z fantastyczną klawiaturą o wielu atutach. Testowany wariant z czerwonymi przełącznikami jest niesamowicie cichy i wszechstronny. Doskonale sprawdza się w grach, ale też z powodzeniem można go używać przy pisaniu dłuższych tekstów i na co dzień. W połączeniu ze świetną konstrukcją, która jest w stanie prawdopodobnie przetrwać nawet apokalipsę zombie tworzy to klawiaturę na lata.

Pozostaje pytanie, czy jesteśmy gotowi wydać na taki produkt 999 zł, bo właśnie tak Logitech G915 TKL wycenia producent.

 

Plusy:

+ Rewelacyjna konstrukcja i świetne wykonanie

+ Bardzo sprawnie działająca łączność bezprzewodowa + opcjonalny Bluetooth

+ Ciche przełączniki o niskim profilu

Minusy:

– MicroUSB zamiast nowego USB-C

– Pokrętło głośności ma luzy

– Z tą ceną ktoś powariował