Są takie gry, o których się pisze rzadko, a mimo to mają rzeszę oddanych fanów. Nie robią takiego wrażenia, jak kolejne części Call of Duty czy Battlefielda, ani nie wyglądają jak FIFA czy PES. Mimo to potrafią wciągnąć na znacznie dłużej, a wręcz sprawić, że zapominamy o całym świecie wokół. Te gry uzależniają i jestem […]

Są takie gry, o których się pisze rzadko, a mimo to mają rzeszę oddanych fanów. Nie robią takiego wrażenia, jak kolejne części Call of Duty czy Battlefielda, ani nie wyglądają jak FIFA czy PES. Mimo to potrafią wciągnąć na znacznie dłużej, a wręcz sprawić, że zapominamy o całym świecie wokół. Te gry uzależniają i jestem tego żywym przykładem.  Czy Football Manager 2015 to godna kontynuacja serii?

Od roku 2009 jestem zanurzony w serii FM po uszy. Każdej jesieni nie poluję na kolejne odsłony serii FIFA czy PES, ale właśnie na FM-a, który obok rozbudowanych strategii turowych i ekonomicznych jest moją największą słabością. Potrafię spędzać przy nim całe noce, wybierając zapomniany zespół z najniższej ligi i wynosząc go na europejskie salony piłkarskie. I robię to co roku – to niemalże jak sen zimowy, który zaczyna się wraz z premierą kolejnej części serii. Straszne, prawda?

Football Manager 2015, podobnie jak każda poprzednia część serii, to kilkaset różnych zmian, nowości i usprawnień. Z roku na rok seria ewoluuje. Twórcy nie starają się na siłę rewolucjonizować czegokolwiek, tylko konsekwentnie realizują pewne założenia i dążą do doskonałości, mając na uwadze preferencje i oczekiwania fanów. To właśnie one przyczyniły się do wprowadzenia trybu Classic w ubiegłym roku, który oferował znacznie uproszczoną, pozwalającą skupić się jedynie na zespole, taktyce i meczach rozgrywkę. Jednocześnie stał się również wabikiem na nowicjuszy, których rzucenie od razu na głęboką wodę mogłoby zrazić do tej serii. Sports Interactive może sobie pozwalać na ten i wiele innych eksperymentów, bo, spójrzmy prawdzie w oczy, nie ma w tej kategorii absolutnie żadnych rywali.

















Filozofia gry nie uległa jakiejś większej zmianie. W dalszym ciągu wcielamy się w rolę menadżera, przejmujemy stery nad drużyną i czuwamy nad niemalże każdym aspektem funkcjonowania klubu. Nie jest łatwo, bo musimy sprostać oczekiwaniom zarządu odnosząc dobre wyniki i trzymając w ryzach budżet, a przy tym nie dać się zjeść dziennikarzom i nie pozwolić, żeby piłkarze weszli nam na głowy. Ci ostatni to bowiem bardzo humorzaste stworzenia, które potrafią zajść za skórę. Prowadząc z nimi dialogi, czasem można odnieść wrażenie, że nasza drużyna to gromadka rozwydrzonych dzieciaków, a nie poważnych kopaczy.

Pierwsze co rzuca się w oczy, to odświeżony interfejs. Menu na górnej belce zostało zastąpione panelem przy lewej krawędzi ekranu. I chwała twórcom za to, bo w dobie ekranów panoramicznych rozszerzanie interfejsu w pionie nie miało najmniejszego sensu. Teraz obsługa całości jest znacznie bardziej intuicyjna. W rezultacie zmieniła się również wyszukiwarka, która daje nam dostęp do bardziej zaawansowanych reguł i filtrów. Odnalezienie grajka o określonych parametrach nie powinno już stanowić większego problemu. Całość dostosowano do obecnych trendów, a więc spłaszczono i opatrzono akcentowanymi, soczystymi barwami. Niestety zabrakło czasu na opracowanie przynajmniej dwóch wersji kolorystycznych, więc jesteśmy skazani na ciemną – przynajmniej do czasu, gdy fani nie przygotują alternatywy, a nie powinno to trwać długo.

W tej serii pierwszy raz nasz profil będzie odgrywał tak istotną rolę. Dlatego na starcie określimy to, jakie mamy doświadczenie trenerskie (uzyskane licencje) oraz piłkarskie. Za pomocą specjalnego suwaka będziemy mogli również wybrać, czy jesteśmy raczej taktykiem, który doskonale radzi sobie z analizą umiejętności zawodników, motywowaniem oraz utrzymywaniem dyscypliny w zespole, czy może praktykiem specjalizującym się w treningu któregoś z aspektów. Od tego będzie zależała ilość punktów do rozdzielenia między atrybuty psychiczne i fizyczne. Ich wysokość wpłynie natomiast potem na rozgrywkę.

I tu niespodzianka, Bo pierwszy raz w historii stajemy się członkiem sztabu szkoleniowego i możemy trenować zawodników – im lepsze współczynniki fizyczne posiadamy, tym większe korzyści to przyniesie piłkarzom. Skupiając się natomiast na atrybutach psychicznych będziemy lepiej radzili sobie ze skautingiem, oceną taktyki przeciwnika, motywowaniem oraz rozmowami ze sztabem i naszymi podopiecznymi. Coś za coś.

Ta część serii to również całkowicie przebudowany mechanizm oceny nowych piłkarzy. Ekrany z raportami wyglądają teraz o niebo lepiej i bardziej przejrzyście. Twórcy postawili na klasyczny podział, a więc mocne i słabe strony, na które wskazują nasi skauci. Ocena umiejętności oraz potencjał są dalej wyrażane gwiazdkami, jednak teraz pojawił się ciemny wskaźnik marginesu błędu, który jasno sugeruje nam, że raport zawodnik być może został niedowartościowany (lub przewartościowany). Posiadanie rozbudowanego sztabu o wysokich umiejętnościach psychicznych stało się zatem jeszcze ważniejsze.

Zarządzanie taktyką nie uległo jakimś większym zmianom. W dalszym ciągu sukces zależy nie tyle od ustawienia zawodników na boisku, ale głównie od przypisanych im ról oraz wydanych poleceń – tak ogólnych jak i indywidualnych. W tej edycji pojawiły się cztery nowe role (w tym m,in. cofnięci skrzydłowi i dwa nowe typy rozgrywających) oraz kilka dodatkowych poleceń, które urozmaicają rozgrywkę i stwarzają nam okazję do wykreowania błyskotliwych rozwiązań taktycznych zaskakujących obronę przeciwnika.

Ogromne zmiany w tej edycji przeszedł silnik meczowy. We współpracy ze studiem Creative Assembly wykorzystano technologię motion capture do przygotowania animacji piłkarzy, co dało bardzo dobre rezultaty. Nie zrozumcie mnie źle – ta gra jest nadal cholernie brzydka, ale jeszcze nigdy nie była tak ładna (tak, wiem jak to brzmi). W końcu ruchy zawodników wyglądają względnie naturalnie i dotyczy to zarówno tych z pola jak i bramkarzy. Jasne, ciągle zdarzają się wpadki i często można odnieść wrażenie, że piłkarze ślizgają się po murawie zamiast po niej biegać, ale wrażenia estetyczne są nieporównywalnie lepsze. Do nowości w tym aspekcie warto dodać też ulepszoną publiczność, bardziej wyraziste zjawiska atmosferyczne (i zmieniający się wygląd piłkarzy – zimą na przykład będą nosić rękawiczki), poprawioną murawę i budynki wokół stadionów (ucieszy tych, których raziły animacje przed meczami, na których ogromny stadion stał na środku opustoszałego pola). Choć te ostatnie wyglądają, jakby były robione na odwal się.

Mimo to ciągle temu elementowi daleko do ideału. Jak na obecne standardy oprawa graficzna w trakcie meczów ciągle jest archaiczna. Pojawiają się nadal te same problemy z realizacją założeń taktycznych przez zawodników. Pada zbyt wiele goli z dystansu, a bramkarze notorycznie zachowują się, jakby rozgrywali mecz życia uchodząc cało z nawet największych opresji. Grę już zaktualizowano do wersji 15.1.3, wprowadzając szereg poprawek do silnika meczowego. I nie jest to z pewnością ostatnich patch, bo na tym polu jeszcze sporo można poprawić.

O mniejszych nowościach mógłbym pisać w nieskończoność, bo tak naprawdę jest ich tutaj cała masa. Wymienianie jednak tych wszystkich pojedynczych kwestii dialogowych, przycisków, drobnych funkcji itd. nie ma większego sensu, więc napiszę tylko, że wiele zmieniło się na lepsze. Tak naprawdę jako wierny fan serii, nie znalazłem zbyt wielu nowinek, które bym uznał za zupełnie nietrafione. Twórcy mają spory bagaż doświadczeń, a także wiele danych dotyczących preferencji użytkowników, więc naprawdę trudno o rażące wpadki na tym polu, zwłaszcza przy tak umiarkowanym rozwoju.

Domyślam się, że Football Manager 2015 nie przypadnie do gustu wszystkim. Prawdę mówiąc, pewnie zakręci w głowach jedynie nielicznym (choć media mówią co innego – w minionym tygodniu w Empikach w Polsce to właśnie ten tytuł sprzedawał się najlepiej). Starzy wyjadacze, którzy pamiętają jeszcze Championship Managera, znów pewnie będą kręcili nosem, a nowi porównywać ten tytuł z arkuszem kalkulacyjnym. Mnie tegoroczna edycja oczarowała dość dużą w porównaniu do poprzednich lat liczbą zmian i jednocześnie rozczarowała ciągle kulejącym silnikiem meczowym – zarówno od strony wizualnej jak i technicznej. Ale nie można zarzucić twórcom, że nic z tym nie robią, bo gołym okiem widać progres. Co by jednak nie pisać, wiem, że i tak wsiąknę. Zresztą już to się stało – piję czwartą kawę, a na pasku zadań mam ściągniętą grę. Straszne, prawda?