Recenzja

Recenzja Evolve. Czterech na jednego

PW
Paweł Winiarski
8

Czterech łowców kontra wielki potwór. Miła odmiana po kooperacyjnym likwidowaniu zombiaków. Turtle Rock Studios, twórcy serii Left 4 Dead, wkraczają na nowy grunt. Spodziewaliśmy się jednak po Evolve czegoś lepszego. Podstawowe zasady Evolve są proste jak budowa cepa. Czterech graczy wcielających...

Czterech łowców kontra wielki potwór. Miła odmiana po kooperacyjnym likwidowaniu zombiaków. Turtle Rock Studios, twórcy serii Left 4 Dead, wkraczają na nowy grunt. Spodziewaliśmy się jednak po Evolve czegoś lepszego.

Podstawowe zasady Evolve są proste jak budowa cepa. Czterech graczy wcielających się w cztery klasy Łowców (assault, medic, support i trapper) stają przeciwko piątemu - potworowi. Zadaniem kwartetu jest wyeliminowanie stwora, podstawową misją kreatury - wybicie ludzi. Jeśli myślicie jednak, że Evolve to prosta gra o strzelaniu do przerośniętej jaszczurki, grubo się mylicie.

SAMOTNOŚĆ TO ŚMIERĆ

Wyjaśnijmy to sobie na samym początku. Jeśli nie zamierzacie wskakiwać do sieci i bawić się w Evolve z żywymi graczami, nie kupujcie tej produkcji. Nie ma tu klasycznej fabuły, a jedynie prosty i niezbyt przydatny samouczek, w którym muśniecie jedynie mechanikę rozgrywki. Można grać z botami, ale trudno taki rodzaj zabawy polecić. Komputerowi kompani robią swoje, nie dostosowują się do naszych akcji, łatwo ich zgubić. Natomiast konsola wcielająca się w potwora to maszyna do zabijania. Nie popełnia błędów, trudno nauczyć się jej sposobu grania, co w konsekwencji odpycha.

Podstawą zabawy jest kooperacja i rozgrywka z żywym graczem. Niekoniecznie ze zgraną ekipą, bo z tak zwanymi randomami też gra się przyjemnie. Ale jednak czterech łowców, cztery headsety i dobry plan na mecz to podstawa nie tylko sukcesu, ale i frajdy. Choć z drugiej strony komunikacja nie jest aż tak istotna, bo postacie same z siebie informują o tym, co robią - czy znalazły potwora, czy też leżą czekając na podniesienie. Super sprawa - dzięki temu można dobrze bawić się bez konieczności nawijania do słuchawki. Szczególnie docenią to osoby, które przezornie wyciszają wszystkich obcych graczy.

Wspomniane cztery klasy postaci to na dobrą sprawę cztery ścieżki kariery. Rozgrywka każdą z nich jest kompletnie inna, nawet przy małej ilości dostępnych perków i broni (te ostatnie, podobnie jak postać, są rozwijane). Poza samym ekwipunkiem należy też nauczyć się roli w drużynie, te bowiem są zupełnie inne. Wsparcie powinno stać gdzieś z boku czekając aż naładuje się kolejny atak bombowy, assault to pierwsza linia, ktoś musi leczyć rannych, ktoś ustawia też pułapki unieruchamiające stwora. Trzeba przyznać, że Turtle Rock zaserwowało ogrom strategii, przez co każdy mecz jest inny. Warto jednak wspomnieć o jednej dość istotnej sprawie. Pierwsze dziesięć godzin zabawy z Evolve to błądzenie i ciągła nauka mechaniki. Przygotujcie się więc na zabawę polegającą na tropieniu potwora, często przez kilkanaście minut. Potem nauczycie się już sposobów skracania tego czasu i tak naprawdę dopiero wtedy można czerpać z gry frajdę. Fajnie natomiast, że Turtle Rock udostępniło kilka trybów zabawy, więc o nudzie nie może być mowy.

Sitko, przez jakie przechodzi gracz podczas pierwszych godzin zabawy weryfikuje początkowy zapał i odsiewa wszystkich, którzy liczą na bezstresową sieciową rozrywkę. Dla miłośników kooperacyjnych strzelanek to wielki plus, zwykły gracz rzuci Evolve w kąt lub odsprzeda przy pierwszej nadarzającej się okazji. To jak z grami MOBA, trzeba pokochać, w przeciwnym wypadku pozostaje bowiem tylko nienawiść.

Potwory i spółka

Jest i sam potwór, a w zasadzie trzy rodzaje potworów (w podstawowej wersji gry). Tu mam jednak wrażenie, że został on dodany trochę na siłę. Owszem, cały zamysł walki 4 na 1 jest spójny, ale samo wcielanie się w stwora wydaje się niedopracowane. Zarówno w kwestii mechaniki jak i dopieszczenia szczegółów. Ataki są nieprecyzyjne, a potwór (jako obiekt) potrafi przenikać i w dziwny sposób wchodzić w kolizje z innymi obiektami. Podobnie jak żywienie się mniejszymi stworkami - wygląda to nienaturalnie i w pewien sposób koślawo.

Stwór ewoluuje. Na pierwszym poziomie jest prawie bezbronny, na drugim stanowi dobrze zbalansowanego przeciwnika, na trzecim ubicie go jest prawie niewykonalne. Niezły rozstrzał mocy, który mi akurat nie podpasował. Podobnie jak sama rozgrywka kreaturą. Nie dawała mi frajdy, więc unikałem jej jak ognia. Na szczęście Evolve pozwala ustawić kolejność ulubionych klas, przez co mamy duży wpływ na to, kim będziemy w meczu.

Smutno i szaro

Przygnębienie - to uczucie, które towarzyszyło mi na każdej z map. Może i same projekty są różnorodne, ale dobrana paleta kolorów sprawia, że odczucie na prawie każdej z nich są identyczne. Szaro, buro i ciemno - nie zmienia tego nawet padający od czasu do czasu deszcz. Sam podkręciłem jasność wyświetlanego obrazu, bo czułem się jak podczas młodzieńczych podróży do piwnicy po słoiki. Twórcy zachęcali do obserwowania przyrody celem znalezienia potwora - fajny pomysł. Szkoda, że powalone drzewa są praktycznie niewidoczne, a krążące na niebie ptaszyska widać tylko kiedy zostają podświetlone na czerwono.

Graficznie nie ma się czym zachwycać, choć nie można powiedzieć, że Evolve jest brzydkie. Podobnie w warstwie dźwiękowej, choć na pochwałę zasługują wszelkie dźwięki wydawane przez potwora. W słuchawkach ułatwia to jego lokalizację i czasem powoduje ciary na plecach. Bardzo podobały mi się rozmowy bohaterów - mają oni bowiem swoje gadki zarówno chwilę przed starciem jak i w jego trakcie. Ale po kilku godzinach zabawy połowę znałem już prawie na pamięć.

Technicznie nie ma się do czego przyczepić, gra nie ma mocno widocznych spadków animacji, na pochwałę zasługuje natomiast system połączenia sieciowego. Wersje testowe okazały się świetnym pomysłem, nie miałem bowiem problemów z połączeniem, a z meczu wyleciałem na PlayStation 4 może kilka razy. Przy problemach sieciowych dzisiejszych gier warto o tym wspomnieć.

Niepełny produkt?

Evolve nie ma dobrego startu, ale winni temu są twórcy i wydawca. Ciężko jednoznacznie stwierdzić, czy gra została pocięta, ale ilość dodatków, za które trzeba będzie również dodatkowo zapłacić nie cieszy. Wygląda to trochę tak, jakby z produkcji wyciągnięto część zawartości, by potem sprzedać ją w paczkach lub zebrać pod płaszczem również płatnej przepustki sezonowej. W konsekwencji w sieci pojawiły się „recenzje” osób, które Evolve nawet nie włączyły, a wystawiają grze najniższe oceny. Wartość takiej oceny jest oczywiście zerowa, ale oburzenie graczy nie robi Evolve dobrego PR. A to zapewne przełoży się na wyniki sprzedaży.

Werdykt

Evolve nie jest grą dla każdego i nie każdy będzie zadowolony z ulokowanych pieniędzy. Podobnie jak z modelu sprzedaży, jaki obrali sobie twórcy i wydawca. Część rzuci grę w kąt już po kilku godzinach, inni będą czerpać przyjemność z poznawania mechaniki i uczenia się map. To dobra, kooperacyjna strzelanina, choć w żaden sposób nie definiuje na nowo gatunku FPS. Jest za to niesztampowa i to jej największy plus. FPS-owa MOBA nie jest może najtrafniejszym określeniem, ale tak właśnie ją odbieram. Jeśli świetnie bawiliście się przy serii Left 4 Dead, wyciągniecie z Evolve sporo świetnie spędzonych godzin. Jeśli natomiast szukacie bardziej klasycznej zabawy, produkt Tutrle Rock nie jest dla Was.

Grzegorz Marczak:

Oglądając grę wcześniej w zapowiedziach oraz gamplay na YT miałem wrażenie, że będzie to gra idealna. Wprawdzie widać było od razy, że jest to produkt pod grę zespołową ale mimo wszystko koncepcja wyglądała kapitalnie. Po kilkunastu godzinach przegranych w Evlovle wrażenia są jednak nieco gorsze. Gra jest wymagająca ale nie spodziewałem się, że aż tak bardzo. Przed oczami mam ciągłe bieganie po planszy, chaos i dość monotonne mapy. Treści w grze jest jak dla mnie za mało nawet jeśli to tylko multiplayer. Ponoć gra zyskuje z czasem, nie wiem tylko czy mam go tak dużo aby zdążyć się nią zachwycić.

Graliśmy na PlayStation 4. Screeny pochodzą od redakcji.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

recgryevolve