2

Test grających muzykę okularów Bose Frames Alto. Czego to ci ludzie nie wymyślą

Pamiętam jak dawno, dawno temu - jeszcze za czasów studenckich - znajomy nazwał mój komin (na pewno wiecie, co to jest, nosi się go zamiast szalika) majtkami z golfem. Nie wiem dlaczego, ale strasznie mnie to wtedy rozbawiło. Prawie tak samo mocno jak pomysł okularów przeciwsłonecznych grających muzykę. Kiedy jednak założyłem je na głowę, urządzenie nabrało w moich oczach sensu. Ale tylko trochę.

Jako świeży posiadacz AirPodsów Pro powtórzę to, co mówię od dawna – niezależnie od tego jakich słuchawek używacie, jedną z ich najważniejszych cech jest wygoda. Mogą brzmieć fantastycznie, ale jeśli po dwóch godzinach jedyne na co macie ochotę to wyciągnąć je z uszu (ściągnąć z głowy), nie są dobrymi słuchawkami. Idealne brzmią świetnie, jeśli są bezprzewodowe – długo trzymają na baterii, są intuicyjne w obsłudze, a do tego bardzo wygodne. Tak bardzo, jak wspomniane AirPods Pro. A mówię o nich o nich dlatego, że są totalnym przeciwieństwem testowanych przeze mnie Bose Frames Alto w zasadzie pod każdym względem. Bo to nie słuchawki, tylko okulary z których gra muzyka. Serio.

Grające okulary

Na pierwszy rzut oka Bose Frames Alto wyglądają jak klasyczne okulary z dość grubymi zausznikami. Myślę, że osoby kompletnie nie wiedzące, że taki produkt w ogóle istnieje uznają, że to po prostu taki kształt, jakaś taka nowa moda. Tu jednak trudno mówić o świadomym wyborze, w pogrubionych zausznikach umieszczono bowiem tę całą technologię, dzięki której okulary odtwarzają muzykę, którą słyszy właściciel.

Sprzęt waży 49 gramów i kiedy zważyłem te, które mam aktualnie na nosie byłem trochę zaskoczony. Moje to bowiem 21-22 gramy, czyli dwa razy mniej, a jednak nie czułem tego ciężaru na nosie – i chyba wiem dlaczego. Najcięższą częścią okularów są wspomniane zauszniki, które w moim przypadku po części leżały na uszach, po części opierały się na bokach głowy, więc zwyczajnie tego ciężaru nie czułem. Czy jednak są wygodne? Wszystko zależy od głowy – moja jest dość duża i nie były to najbardziej komfortowe okulary przeciwsłoneczne jakie mierzyłem. Sprzęt (jak to specyficznie brzmi w kontekście „patrzałek”) ma wymienne szkła, które podobno chronią przed promieniowaniem UV.Na dole prawego zausznika znajduje się mały pozłacany przycisk służący do obsługi okularów. Za jego pomocą steruje się muzyką i odbiera połączenia. Nie da się natomiast z poziomu okularów regulować głośności. Ale AirPodsami Pro też się nie da, więc trochę głupio mi się do tego przyczepić. Szczególnie, że każdy dodatkowy przycisk i pokrętło wyglądałoby w przypadku okularów źle.

Jest też aplikacja Bose AR, choć jej cel to dostarczanie rozszerzonej, dźwiękowej rzeczywistości. Póki co to jednak tylko ciekawostka a nie coś, na co warto zwracać jakąś szczególną uwagę. Jak ładować Bose Frames Alto? W zestawie (oprócz etui) znajdziecie specjalny kabelek, który magnetycznie przypina się do prawego zausznika. Trzy godziny i czterdzieści pięć minut – tyle podziała sprzęt na jednym ładowaniu, choć wszystko zależy od ustawienia głośności. W moim przypadku było to czasem trzy godziny, czasem trzy godziny i dwadzieścia minut.

Początkowo myślałem, że za za dostarczanie dźwięków do użytkownika odpowiedzialna będzie jakaś magiczna technologia przenosząca go na kości. Jednak tu Bose zastosowało po prostu małe głośniki. Nie bardzo mam porównanie, znajomi mówili że ten pierwszy pomysł brzmi słabo. Bose Frames Alto też brzmią słabo jeśli porównać je z dokanałowymi lub nausznymi słuchawkami. Brzmią natomiast zaskakująco dobrze jeśli porównać je…no właśnie, do czego? Nie ma do czego, więc zostańmy przy „brzmią zaskakująco dobrze”. Zaskakująco, bo spodziewałem się jakiegoś dramatu, a jednak słyszę w nich delikatne basy, za to dość wyraźnie środek i górę. Przepiąłem się właśnie na nie ze słuchawek i choć niewiele widzę patrząc na monitor, to muzyki słucha się całkiem przyjemnie.

Okulary najlepiej brzmią jednak przy niskiej głośności, przy wyższej są denerwujące, w taki specyficzny sposób irytujące. Ogólnie jednak dźwięk wydaje się tak dziwnie, ale przyjemnie przestrzenny – jakby pracował gdzieś procesor DSP dodający dźwiękom efekty. Odizolowanie od otoczenia jest jednak zerowe i już na niezbyt ruchliwej ulicy samochody dość mocno zakłócały mi odsłuch. Bose będą więc spoko na plażę, o której nie wie nikt. W tłumie kompletnie nie odetniecie się od ludzi czy odgłosów, a tak naprawdę zepsują Wam one całkowicie przyjemność z użytkowania urządzenia. W drugą stronę odwrotnie – ludzie w zasadzie nie usłyszą, że Wasze okulary grają i to jak najbardziej na plus. Z bajerów – okulary przestaną grać muzykę kiedy położy się je „do góry nogami”.

Bose Frames Alto można ponadto wykorzystać jako zestaw słuchawkowy (okularowy?) do rozmów telefonicznych oraz do obsługi Asystenta Google oraz Siri.

Dla kogo Bose Frames Alto?

Dla gadżeciarzy. Nie widzę innej grupy docelowej. Jeśli więc lubicie nowości, czy nieco szalone pomysły – to produkt dla Was. Na pewno nie zastąpią jakichkolwiek słuchawek, jako okulary przeciwsłoneczne też nie wydają się jakieś rewelacyjne – szczególnie, że kosztują niemało, a dokładnie 999 złotych. Ale naprawdę fajnie było je przetestować i posłuchać muzyki bez klasycznych słuchawek na uszach lub w uszach. Szkoda tylko, że trafiły do mnie do testów w tak fatalnej porze roku. Zdecydowanie ciekawiej byłoby sprawdzić sprzęt na plaży gdy słońce faktycznie razi w oczy, a nie siedzi skryte za jesiennymi chmurami i boi się wyjść.