31

Rapidshare będzie musiał sprawdzać wgrywane pliki. To nie może się udać (moje przygody z iTunes)

Sąd w Hamburgu narzucił na Rapidshare wymóg aktywnego monitorowania wgrywanych na serwery pików pod kątem wyszukiwania pirackiej zawartości. Ta sprawa niesie dla serwisu zarówno pozytywne jak i negatywne konsekwencje i rodzi jeszcze więcej pytań. Umożliwianie użytkownikom umieszczanie materiałów w internecie w celu udostępnienia ich innym wciąż jest na cenzurowanym. Wciąż nie bardzo widzę jak to […]

Sąd w Hamburgu narzucił na Rapidshare wymóg aktywnego monitorowania wgrywanych na serwery pików pod kątem wyszukiwania pirackiej zawartości. Ta sprawa niesie dla serwisu zarówno pozytywne jak i negatywne konsekwencje i rodzi jeszcze więcej pytań. Umożliwianie użytkownikom umieszczanie materiałów w internecie w celu udostępnienia ich innym wciąż jest na cenzurowanym. Wciąż nie bardzo widzę jak to ma pomóc w popularyzacji legalnych źródeł dla filmów i innych treści.

Wyrok w wersji pisemnej nie został jeszcze podany do wiadomości publicznej, jednak wydawcy zajmujący się książkami już świętują twierdząc, że jest to ważny punkt zwrotny i serwisy udostępniające miejsce na swoich serwerach nie będą dłużej bezkarne i wreszcie staną się odpowiedzialne za pliki, które przetrzymują. Zgodnie z wyrokiem sądu Rapidshare będzie musiał aktywnie monitorować przesyłane na serwery pliki w celu wykrycia pirackich kopii. Z jednej strony Rapidshare jest zadowolony, że jego działalność jako taka nie jest nazywana niezgodna z prawem, jak to miało miejsce w przeszłości i pojawiają się konkretne wytyczne co należy zrobić aby wszystko było zgodne z literą prawa. Z drugiej pojawiają się nowe pytania.

Co z prywatnością użytkowników? Czy każdy plik, który wgrywamy na serwery ma być podglądany? Czemu uczciwi użytkownicy mają płacić cenę w postaci utraty prywatności na rzecz tych, którzy od pirackich kopii pików nie stronią? Na tym jednak nie koniec.  Jak takie kontrolowanie plików miałoby zostać przeprowadzone? Zatrudnienie do tego odpowiedniej  ilości ludzi wydaje się niewykonalne, w końcu do internetu trafiają miliony plików. Musiałby się tym zająć jakiś program, automat, który będzie sprawdzał wszystkie pliki. Tylko jak miałby on działać? Po czym rozpoznawać pirackie kopie? Nazwa pliku i jego suma kontrolna wydają się zdecydowanie niewystarczające. Nazwę można zmienić, wystarczy również minimalnie zmodyfikować plik (np. uciąć napisy końcowe), aby suma kontrolna była inna. No i najważniejsze pytanie, co w wypadku zaszyfrowanych plików? Jednym słowem sposobów na obejście takiego automatycznego zabezpieczenia jest mnóstwo. W jakich przypadkach Rapidshare będzie odpowiedzialny za niedostateczną kontrolę, a w jakich nie? Jak sąd sobie to wyobraża? Nikt tego chyba nie wie.

Na dodatek, serwis Torrent Freak informuje, że wyrok jest niezgodny z wyrokiem Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, który w zeszłym miesiącu zwolnił z odpowiedzialności sprawdzania przesyłanych plików serwis społecznościowy Netlog. Rapidshare jest jednak chętny do współpracy i w przeciwieństwie do Megaupload, który nagradzał użytkowników za udostępnianie popularnych plików. Ograniczył prędkość anonimowych pobierających do 30 Kb/s, co znacząco utrudnia udostępnianie pirackich plików z oczywistych względów. Osoby ściągające nielegalne rzeczy wola pozostać anonimowi.

Wciąż jednak nie widzę jak nowe regulacje mają zachęcić użytkowników do poszukiwania legalnych źródeł filmów i muzyki w internecie? W niedzielę wieczorem chciałem wypożyczyć sobie film za pomocą iTunes. Po obciążeniu mojej karty kredytowej okazało się, że jak tylko iTunes zaczyna pobierać film zawiesza się i zamyka. Zainstalowanie iTunes na czysto, na innym komputerze niestety nie pomogło. Błąd był ewidentnie po stronie iTunes i pobieranego pliku. Pogodziłem się, że z rozrywki w niedzielny wieczór nici, więc napisałem do suportu Apple, wyjaśniając sytuację. Opisałem szczegółowo problem, wyjaśniłem, że instalacja iTunes na czystym systemie nie pomogła. Dziś dostałem odpowiedź, że najwyraźniej mam problem z zainstalowaniem iTunes na swoim komputerze (sic!) i link do tutoriali jak to zrobić (sic! po raz drugi). Dopiero jak odpowiedziałem w krótkich, żołnierskich słowach, że nie mogę obejrzeć filmu, wiec chcę moje pieniądze powrotem, dostałem odpowiedź, że mój zakup został anulowany i odzyskam pieniądze w ciągu 7 dni roboczych.

Oczywiście nie jest to argument, którym chcę poprzeć piractwo. Apple wraz z wydanie nowego Apple TV, który obsługuje materiały 1080p aktualizowało iTunes, najwyraźniej coś poszło nie tak, to się zdarza. Mimo wszystko, to obrazuje jak wygląda obcowanie z legalnymi multimediami. Chciałem zrelaksować się przed nadchodzącym tygodniem (tylko w weekend mam czas obejrzeć film) i w zamian straciłem trochę czasu na szukanie problemu i korespondencję z wsparciem technicznym i oddałem swoje pieniądze za tą wątpliwą przyjemność na cały tydzień. Oczywiście nie mam alternatywnego źródła z którego mógłbym legalnie wypożyczyć lub kupić film. Cóż, taka obsługa klienta przegrywa z tym co oferują nielegalne źródła, gdzie można mieć szybciej, wygodniej, za darmo, nie mówiąc o większym wyborze. Tak długo, dopóki będzie tak widoczna dysproporcja, zakazy i nakazy niczego nie zmienią.

Tymczasem zastawiam się czy za tydzień mam ponownie próbować wypożyczyć film z iTunes i znowu ryzykować, kupić go na płycie, co mi nie odpowiada (niższa jakość DVD, niepotrzebne mi pudełko), czy nie obejrzeć go wcale. Po prostu rewelacja. Nie wiem tylko jak ktokolwiek miałby na tym zyskać, że w końcu tego filmu nie obejrzę w ogóle?