66

Rafał Brzoska nie ma lekko – rekin biznesu musi się zmierzyć z poważnymi wyzwaniami…

inpost
Kogo wskazalibyście, gdyby ktoś spytał o kontrowersyjnego polskiego biznesmena? Podejrzewam, że sporo osób wymieniłoby Rafała Brzoskę. Z jednej strony człowiek sukcesu, osoba, która zbudowała naprawdę duży biznes. Z drugiej strony postać kojarzona z bardzo kapitalistycznym podejściem do biznesu, pojawią się pewnie głosy, że nawet z wyzyskiem. O polskim przedsiębiorcy niebawem może być jeszcze głośniej, rozkręci się dyskusja na jego temat, a wszystko za sprawą kłopotów, z którymi przyjdzie się zmierzyć Polakowi...

Rafał Brzoska to dla wielu osób wzór do naśladowania – zakasał rękawy i zbudował coś naprawdę dużego, firmę (firmy), która dynamicznie rosła, stała się gwiazdą na polskim poletku i dużo mówiła o ekspansji zagranicznej. Ba, wdrożyła plan w życie i zaczęła walczyć o inne rynki. Patrzyliśmy na to, jak nasz rodak postanowił postraszyć zagraniczną konkurencję. I jak nacierał na krajowego molocha, Pocztę Polską, którą zmusił do zmian. Działo się. Dzieje się nadal, ale tym razem już w trochę innych barwach.

Poruszam temat z uwagi na dwa teksty, na jakie dzisiaj trafiłem. Jeden bardzo świeży, drugi sprzed kilku dni. Oba dotyczą przywołanego przedsiębiorcy. Oba poruszają jeden temat: Rafał Brzoska ma problem. Integer wpadł w finansowe tarapaty, akcjonariusze są niezadowoleni (co nie powinno dziwić), trudno znaleźć inwestora strategicznego, który pomógłby firmie, zadłużenie jest bardo poważne. O niektórych problemach pisałem niedawno, lecz tego jest więcej. Zrobiła się solidna lista zadań do rozwiązania. Czasem bardzo palących zadań.

Rafał Brzoska nie może już liczyć na bezwarunkowe poparcie inwestorów także dlatego, że spodziewanych efektów nie przynosi projekt zbudowania globalnej sieci paczkomatów. Kiedy w 2012 r. powołano do realizacji tego projektu spółkę easyPack, biznesman obiecywał inwestorom, że do końca 2016 r. w kilkunastu krajach będzie 16 tys. urządzeń umożliwiających odbiór przesyłek przez całą dobę. Później zredukował tę liczbę do 8–9 tys. Firma miała się skoncentrować na czterech państwach – Wielkiej Brytanii, Francji, Włoszech i Kanadzie. Ostatnio także Włochy i Kanada wypadły z listy priorytetów, ale nawet na rynku brytyjskim, kluczowym dla powodzenia zagranicznej ekspansji Integera, jest bardzo daleko od osiągnięcia progu rentowności. W raporcie finansowym za III kwartał firma zaznaczyła, że strata z podstawowej działalności na rynku brytyjskim była niższa o niecałe 10 proc. niż kwartał wcześniej.[źródło]

Czytam wspomniane teksty i zastanawiam się, jak doszło do tego, że Rafał Brzoska wpadł w te tarapaty? Rozumiem oczywiście, że każda firma może się znaleźć w takiej sytuacji, lecz intryguje mnie tempo, w jakim wszystko się zadziało. Dwa lata temu piszemy o Brzosce, który podbija świat, a dzisiaj o Brzosce walczącym o przetrwanie. Bo w tym kierunku to zmierza. Czy rzeczywiście jest tak, jak widzą to niektórzy, że do sytuacji doprowadził przegrany przetarg na obsługę sądów? Przetarg, który ostatecznie zaszkodził obu uczestnikom – przecież kilka dni temu wspominałem, że PP zamierza podnieść ceny i częściowo wynika to z konieczności ratowania swojego budżetu nadwyrężonego przez wojnę z InPostem.

Czy ta jedna wojna cenowa aż tak namieszała? A może problem tkwi głębiej i biznesy Brzoski trzeszczą teraz z bardziej złożonych powodów? Może tempo rozwoju giganta było za wysokie i zbyt szybko chciano odnieść sukces na wielu polach, na zbyt wielu rynkach. Po prostu przeszarżowano. Takie wrażenie można odnieść patrząc np. na Paczkomaty. Usługa nie była rozwinięta na jednym rynku, a pakowano się do kolejnych państw. Tyle, że odbywało się to na pół gwizdka. Jasne, trzeba działać globalnie, ale wszystko ma swoje granice. Rafał Brzoska zbyt dużo obiecywał inwestorom przedstawiając wizje rozwoju interesu, za bardzo uwierzył we własne siły i możliwości.

Należy się też zastanowić nad tym, czy te interesy były i są właściwie zarządzane. Nawet największy rekin biznesu może się pogubić, przesadzić z obowiązkami. Warto mieć na wszystko oko, lecz nie oznacza to, że trzeba stać ciągle u steru. Nie napiszę, że Brzoska ma dać sobie spokój, bo to byłoby śmieszne, ale może warto na chwilę się zatrzymać i spojrzeć na sprawę z boku? Bo dzisiaj myśląc o tych firmach zastanawiam się, czy za kilka lat nadal będziemy o nich czytać/pisać. Jeśli wszystko będzie się działo równie szybko, lecz rozwinie się scenariusz negatywny, to zrobi się naprawdę nieciekawie. I trudno będzie stwierdzić, że to wszystko przez jeden przegrany przetarg…