93

Ban komisja Ministra Sprawiedliwości. Już nikt nigdy bezprawnie cię nie zbanuje Polaku!

Rada Wolności Słowa zajmie się niedługo bezprawnym banowaniem polskich użytkowników mediów społecznościowych. Tak wynika z niedawno zakończonej konferencji prasowej Resortu Sprawiedliwości.

Rada będzie składać się z 5 osób, które mają być wybierane na 6-letnią kadencję (szkoda, że nie 15-letnią, bo czemu nie?), wybór rady musi zatwierdzić większość sejmowa (⅔ głosów).

Cóż takiego będzie robić ta rada? Będzie badać skargi użytkowników, jeśli chodzi o bany w serwisach społecznościowych oraz kasowanie treści przez serwisy społecznościowe. Oczywiście chodzi o przestrzeganie polskiego prawa. Jeśli ban był zgodny z polskim prawem to nasza komisja nie będzie go negować (prawda?). Jeśli serwis społecznościowy nie będzie respektować wyroku rady, to może zapłacić od 50 tysięcy nawet do 50 milionów zł (płaczę jak to piszę).

Jak będzie działać ta rada? Otóż proszę Państwa, będzie to urząd o nadświetlnej prędkości podejmowania decyzji. Z czymś takim do tej pory nie mieliśmy do czynienia. Nasza Rada będzie w 7 dni od momentu złożenia zażalenia podejmować decyzję czy ban był słuszny, czy jest też przeciw polskiemu prawu i wolności słowa. Użytkownik zanim zgłosi się do rady musi złożyć reklamację w serwisie społecznościowym, który uwaga (po wprowadzeniu tego projektu) ma 48 godzin na reakcję! Dobrze to rozumiem, że serwis zarządzający ponad miliardem użytkowników ma 48h na rozpatrzenie jednej skargi, która pochodzi z Polski? Przecież to się wszystko kupy nie trzyma.

Oto jak wygląda cały proces:

Początkowo kiedy czytałem o tym projekcie miał powstać sąd ochrony wolności słowa, który działałby całkowicie elektronicznie, ale ostatecznie mamy radę.

Tak więc 5-osobowy dreamteam będzie lepszy niż sąd, szybszy niż błyskawica i przede wszystkim sprawiedliwy jak nasz wymiar sprawiedliwości. A przypomnę, że mówimy tutaj o wszystkich zagranicznych serwisach działających na terenie Polski, czyli z tych największych to Facebook, Youtube, Twitter, Instagram itp. Czy możliwe jest, że w tych serwisach mamy dziennie tysiące banów i kasowania treści naszych krajan? Jak najbardziej. I nawet jeśli tylko część zdecyduje się na reklamacje, to i tak mówimy tutaj o gigantycznych ilościach skarg miesięcznie. Nasz dream team będzie musiał więc opanować do perfekcji polskie prawo i w trybie ekspresowym podejmować decyzje. Czy ktoś w to wierzy?

No dobrze, ale załóżmy hipotetycznie, że cel jest szczytny. Dziś faktycznie właściciele mediów społecznościowych rządzą i dzielą i to ich zdanie jest ostateczne. Zdarzają się często sytuacje banów za niewinność i takich, które są mocno naciągane (np. automat, który każde słowo black interpretuje jako rasizm, niezależnie od kontekstu). Czy ten projekt nie powinien w takim razie zostać rozszerzony na media internetowe? Przecież wolność słowa i wypowiedzi nie tyczy się tylko Facebooka i innych, ale również WP, Onet, TVP, wPolityce, wSieci i wszędzie tam, gdzie można dyskutować na temat treści, prawda?

Za tę wypowiedź urzędniczka na stanowisku szefa Wiadomości TVP dała mi bana, może rada się tym zajmie?

Jeśli więc chcemy walczyć o wolność słowa to wszędzie. Idąc dalej tym tokiem rozumowania, może politycy nie powinni banować Polaków za ich wypowiedzi w mediach społecznościowych? Skoro walczą o wolność słowa to przecież urzędnik państwowy nie ma prawa łamać prawa, prawda? Czy teraz wszyscy zablokowani na Twitterze przez TVP Info, polityków, urzędników mogą zgłosić się do rady?

Ale dość tych rozmyślań, pomysł jak pomysł może się podobać lub nie, o ile jest realistyczny. Zastanawiam się jak nasza rada będzie walczyć np. z Facebookiem o 50 milionów złotych? Serwis amerykański podlegający amerykańskiemu prawu, mający serwery poza Polską, będzie sądził się z radą w Polsce w naszych sądach przez 5 lat? Czy wyrok rady jest ostateczny? Przecież musi być jakaś procedura odwołania?

Dobra przestańmy sobie żartować i powiedzmy szczerze, że to gra polityczna mają na celu pozyskać elektorat krnąbrnej Konfederacji, a nie żaden poważny projekt. Wiecie jak się to skończy? Ambasador USA tupnie nogą i projekt zniknie tak jak pomysł na podatek cyfrowy (który akurat uważam za potrzebny).