Autorem tekstu jest Miłosz Hendel Gdzieś na północno-zachodnim krańcu stanu Waszyngton, gdzie partery najstarszych budynków są zarazem ich piwnicami, budzi się do życia siła, która ma poważne szanse – zdaniem komentatorów – zatrząść w posadach światem elektroniki przenośnej. Znana do tej pory jako największa sieć księgarni internetowych – spółka Amazon – szykuje się do mocnego […]


Autorem tekstu jest Miłosz Hendel

Gdzieś na północno-zachodnim krańcu stanu Waszyngton, gdzie partery najstarszych budynków są zarazem ich piwnicami, budzi się do życia siła, która ma poważne szanse – zdaniem komentatorów – zatrząść w posadach światem elektroniki przenośnej. Znana do tej pory jako największa sieć księgarni internetowych – spółka Amazon – szykuje się do mocnego uderzenia w istniejący porządek na rynku.

Narzędziem tej „zbrodni” miałby być mariaż należącej do firmy infrastruktury i własnej wersji jednego z najpopularniejszych w ostatnich miesiącach gadżetów – tabletu. Nie pierwszy już raz branżowe media obiega informacja o rychłej premierze pierwszego urządzenia tego typu pod czarno-pomarańczową banderą. I jeśli wierzyć najświeższym doniesieniom Wa l Street Journal, początku roszad należy wypatrywać najpóźniej w październiku.

Sam Amazon milczy na ten temat. Jedyną oficjalną wypowiedzią w tym zakresie była niejednoznaczna odpowiedź dyrektor generalnego sieci, Jeffa Bezosa, na pytanie jednego z dziennikarzy na temat plotek o powstającym tablecie. Większość z informacji opublikowanych do tej pory w Internecie pochodzi z nieoficjalnych źródeł lub plotek. W tym przypadku każde kolejne doniesienie jest skłonne wykluczyć wcześniejsze. I tak w czwartek DigiTimes ostatecznie zdewaluował kwietniowe rewelacje, jakoby projektantem i producentem pierwszego (z wielu, jak się okazuje) urządzenia miał być Samsung. Rolę „trzech koreańskich gwiazd” przejął specjalizujący się w pracach podwykonawczych Quanta Computer. Funkcjonujący obecnie pod nazwą kodową ‚Coyote’ tablet mają cechować układ Nvidia Tegra 2 i niespełna 9-calowy ekran (prawdopodobnie 8,9″). Zważywszy, że Google dopiero teraz opublikowało kod źródłowy Androida 3.2 Honeycomb, który umożliwia pracę slate’ów z ekranem mniejszym niż 10 cali, październikowa premiera nie wydaje się być bardzo odległa.

Jakby tego było mało, DigiTimes dotarł także do informacji o kolejnej propozycji tabletu marki Amazon. Tym razem 10-calowe urządzenie miałoby być napędzane chipsetem Nvidia powstającym w ramach projektu Kal-El, charakteryzującym się wykorzystaniem czterordzeniowego procesora. Ochrzczony już nazwą ‚Hollywood’ projekt powstawać ma w fabrykach jednego z największych producentów sprzętu OEM – Foxconn.

Nad dizajnem produktu miałaby czuwać już sama firma.
Ale gdzie jest to zagrożenie dla obowiązującego ładu na rynku? Ano w serwisach i usługach, które do tej pory Amazon zdołał uruchomić. Sieć jest w końcu liderem sprzedaży e-czytników ze swoim produktem znanym pod marką Kindle. I choć nie ujawnia danych dotyczących sprzedaży, zewnętrzni analitycy szacują, że właścicielami urządzeń stało się do tej pory ponad 4 miliony osób. Wykorzystujący potencjał publikacji cyfrowych Kindle jest jedynie wierzchołkiem góry lodowej, którą w całej okazałości prawdopodobnie ujrzymy po premierze pierwszego tabletu. Ten będzie w stanie wykorzystać potencjał drzemiący w całej ofercie spółki: aplikacji Kindle for Android, sklepu Amazon Appstore, usługi Cloud Player a niebawem i wypożyczalni vide. Spoglądając na ten pakiet na myśl przychodzi skojarzenie z Google. Z kim zatem walczyć chce firma ze Seattle?

Nie gryzie się ręki, która nas karmi panie Bezos. Rację może mieć MG Siegler stwierdzając, że zapędy Amazona pozornie skierowane przeciwko Apple, są poważnym zagrożeniem dla Google. To jak poprosić o łyk wody, a wypić całą butelkę. Jednak Amazon, który obecnie istnieje przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych, z licznymi odnogami w różnych rejonach świata, swoją potęgę będzie starał się umacniać przede wszystkim na rodzimym poletku, w segmentach, o które zabiega także Steve Jobs. Warto pamiętać, że on potęgę kierowanej przez siebie marki też zaczynał od 50 stanów.

Nieoficjalnie mówi się, że celem spółki jest sprzedaż 4 milionów egzemplarzy na całym świecie w samym 2011 roku. Ciekaw jestem tylko w jaki sposób firma, do której usług dedykowanych dla urządzeń z Androidem dostęp ograniczony jest wyłącznie do obszaru Stanów Zjednoczonych, planuje sprzedawać swój produkt w innych rejonach świata. Niewykluczone zatem, że już niebawem restrykcje te mogłyby zostać zniesione, a my staniem się świadkami ekspansji nowej światowej potęgi.