36

Pszczoły masowo wymierają, zbudujmy im zatem „autostrady”. Jak w Norwegii

Ponad dwa lata temu pisałem o sztucznych pszczołach. Pamiętam, bo takie rzeczy po prostu zapadają w pamięć: armia robotów może zastąpić owady, które doskonale znamy. Nie dlatego, że będą lepsze – po prostu nie będzie alternatywy, bo prawdziwe pszczoły wyginą. Na szczęście ludzie nie pogodzili się z takim scenariuszem i działają – Norwegowie tworzą w […]

Ponad dwa lata temu pisałem o sztucznych pszczołach. Pamiętam, bo takie rzeczy po prostu zapadają w pamięć: armia robotów może zastąpić owady, które doskonale znamy. Nie dlatego, że będą lepsze – po prostu nie będzie alternatywy, bo prawdziwe pszczoły wyginą. Na szczęście ludzie nie pogodzili się z takim scenariuszem i działają – Norwegowie tworzą w swojej stolicy „autostradę” dla pszczół. Bardzo fajny pomysł.

W komentarzach pod przywołanym tekstem część Czytelników stwierdziła, że problem wymierania pszczół da się rozwiązać inaczej niż przez tworzenie ich mechanicznych odpowiedników. Pełna zgoda, nie uważam, by było to jedyne czy najlepsze rozwiązanie. Raczej ostateczność, jeśli wcześniej człowiek się nie opamięta i nie pójdzie po rozum do głowy. Bo to właśnie człowiek, jego działalność jest prawdopodobnie głównym czynnikiem wywołującym masowe wymieranie pszczół: nasz przemysł, eksperymentowanie z naturą, nowe rozwiązania technologiczne, rolnictwo skażone chemią do granic możliwości. Nie twierdzę, że powinniśmy ze wszystkiego rezygnować i wracać do epoki kamienia łupanego. Po prostu czasem warto spojrzeć na swoje działania i zastanowić się, czy na pewno są one właściwe.

Rachunek sumienia robią mieszkańcy Oslo i brzmi to naprawdę ciekawie. W stolicy Norwegii powstaje coś, co nazywane jest „autostradą dla pszczół”, ale nie chodzi o tworzenie korytarzy, z których owady mogłyby korzystać przemieszczając się z punktu A do punktu B. W tym przypadku mowa po prostu o tworzeniu dla nich przestrzeni do życia, przyjaznej przestrzeni. W program zaangażowały się instytucje państwowe, firmy, organizacje, osoby prywatne. Jedni mają pieniądze, drudzy tworzą ule, jeszcze inni udostępniają przestrzeń, by je zainstalować, są też ludzie, którzy dbają o to, by na ich balkonie czy na dachu powstał ogródek kwiatowy, który dawałby owadom pożywienie.

Przemyślana akcja, w którą angażuje się wiele osób. Oslo ma się stać miejscem, w którym pszczoły będą mogły spokojnie funkcjonować. Ludzie nie tylko im w tym nie przeszkodzą, ale wręcz pomogą. Jednocześnie pokażą na dedykowanej stronie, jak przebiega projekt, czego się nauczono, jakie są jego efekty. Tak, by mogły z tych lekcji skorzystać inne miasta. A powinny to zrobić, bo pszczoły nadal znikają, nie powstrzymano problemu, o którym pisałem dwa lata temu. To źle wróży na przyszłość.

Nie pisze tego szalony ekolog przywiązujący się do kominów – do takiej postawy mi daleko. Jednocześnie jednak zdaję sobie sprawę z zagrożenia, jakie związane jest ze zniknięciem pszczół oraz innych owadów zapylających rośliny. To byłaby katastrofa, a rzesze ludzi nawet nie słyszały o tej kwestii. W Oslo otwarcie mówi się o problemie i uruchamia się fajny program, ale to kropla w morzu. Z drugiej strony, zwykło się przecież mawiać, że to kropla drąży skałę.

Źródło grafiki: youtube.com