20

Psylocybina wraca do łask. Leczenie depresji będzie skuteczniejsze i… przyjemniejsze

Amerykańskie FDA nadało terapii psylocybiną oznaczenie "Breakthrough Therapy" już po raz drugi w tym roku - wszystko po to, aby przyspieszyć badania nad skutecznością substancji w leczeniu zaburzeń depresyjnych. Jak dotąd, wyniki testów były obiecujące i lekarze zajmujący się psylocybiną w psychiatrii mówią o nadchodzącej rewolucji.

Psylocybina – dla niezorientowanych jest znana już od dawna: to kluczowa substancja psychoaktywna w „grzybkach halucynogennych” (w Polsce łysiczka lancetowata). Obok LSD jest najczęściej spożywanym psychodelikiem. W większości krajów funkcjonuje jako nielegalna substancja psychoaktywna, a po raz pierwszy odkrył ją Albert Hofmann – ten sam, który jako pierwszy poznał działanie najbardziej znanego lizergamidu: LSD.

Czytaj więcej:Uśmiechnij się. Blue Monday nie istnieje

Psylocybina przyjęta w odpowiedniej dawce wywołuje bardzo intensywne, indywidualne i nieprzewidywalne przeżycia. Przede wszystkim są to fraktale, wzory geometryczne, czy złudzenie intensyfikacji kolorów. Indukuje myśli o charakterze mistycznym, ale… nie powoduje halucynacji. To błąd w myśleniu o psychodelikach: te nigdy nie powodują, że intoksykowany widzi rzeczy, które nie istnieją. Efekt ich działania to przede wszystkim modyfikacja odbieranej przez ustrój rzeczywistości.

psylocybina, depresja

Substancja ta według grupy uczonych ma ogromne szanse na to, by z powodzeniem leczyć takie zaburzenia psychiczne jak depresja, czy zespół stresu pourazowego. W ramach przyznanego oznaczenia, badani otrzymają jedną dawkę psylocybiny (niewielką, mającą potencjalny efekt terapeutyczny, choć nie psychoaktywny). Badani podzieleni zostaną na grupę placebo i grupę „właściwą”, która otrzyma docelowy związek. Jak wykazują wcześniejsze publikacje na temat psylocybiny – już pierwsza dawka może powodować, że chorzy na depresję czują się znacznie lepiej.

Potrzebujemy dobrego leczenia depresji. I uwierzcie mi, wiem co mówię

Przerabiałem paroksetynę, przerobiłem i wenlafaksynę. Do tego kilka neuroleptyków i cieszę się, że wyszedłem z depresji, serio. Na pierwsze efekty leczenia czeka się przynajmniej miesiąc, dwa – albo i nawet dłużej. Dochodzenie do siebie po odstawieniu leków też odrobinę trwa. Dzisiaj żyję bez nich i wcale za nimi nie tęsknię. Leczenie depresji jest generalnie trudne, na początku pozbawione efektów i z ogromnym ryzykiem niepowodzenia – wiecie, że bardzo wielu pacjentów popełnia samobójstwo tuż po rozpoczęciu leczenia? Niektóre efekty uboczne włączenia leków przeciwdepresyjnych mogą powodować takie „ciągoty”.

Dlatego… cieszę się, że wreszcie psylocybina wychodzi z cienia. Intencją naukowców nie jest pakowanie w ludzi takich dawek, które powodują istotne efekty psychoaktywne – celem jest natomiast podawanie takich dawek, które same w sobie nikomu nie zaszkodzą w żaden sposób. Mogą natomiast jedynie… pomóc dzięki natychmiastowemu wpływowi na nastrój oraz gospodarkę neuroprzekaźnikami. W przypadku psylocybiny, działanie udowodniono już w zakresie leczenia depresji: lekoopornej oraz ten indukowanej przez traumatyczne przeżycia.