11

Zmieniły się czasy, zmieniły się Psy. Recenzja „Psy 3. W imię zasad”

Po pierwszych doniesieniach i zwiastunach “Psy 3” zapowiadały się naprawdę dobrze. Czy ponad 25 lat po premierze oryginału powrót “Psów” był dobrym pomysłem?

Powrót Władysława Pasikowskiego na pozycji scenarzysty i reżysera oraz powracający do swoich ról Bogusław Linda, Cezary Pazura czy Artur Żmijewski. Nie zabrakło też nowych postaci, w które wcielili się Jan Frycz, Marcin Dorociński czy Sebastian Fabijański. Taki zbiór nazwisk i znana marka zdają się gwarantować sukces.

Sprawdź też: Recenzja Sex Education sezon 2. od Netfliksa. Nadal jest świetnie

Psy 3. W imię zasad. Tylko jakich?

O tym, czego dotyczyć będzie trzeci film z serii wiedzieliśmy już trochę przed premierą, ale niektóre wątki fabuły pozostawały tajemnicą. Nie będę zdradzał tych niespodzianek widzom, którzy nie mają za sobą seansu, ale napiszę, że historia nie jest zbyt skomplikowana, za to nawiązań do tego, co widzieliśmy wcześniej oczywiście nie brakuje. Jest to wyraźna kontynuacja losów postaci, o których mówiło się przez ten cały czas od debiutu “Psów” w 1992 roku. Niektórzy zmienili się zgodnie z oczekiwaniami widzów, inni obrali inne ścieżki. Ciągłość względem poprzednich części jest jednak wyraźnie wyczuwalna, co jest zdecydowanie dobrą informacją. 

Kluczowe dla tego filmu są postacie – te nowe i te znane. Bogusław Linda (Franz Maurer) gra jak… Bogusław Linda. Nie uświadczymy z jego strony niczego zaskakującego, występ odstępuje od tego, co zdołał wykreować w pozostałych filmach. Sporą niewiadomą było to, jak uda się powrócić do roli Cezaremu Pazurze (Waldemar Morawiec). Aktor nie do końca podołał zadaniu, ale nie jestem pewien czy, jego kreacja była na tyle wyrazista na ile mogłaby być i czyja to była wina. Świetnie zaprezentował się natomiast Jan Frycz “Panicz”), którego część widowni na pewno kojarzy z fenomenalnego występu ze “Ślepnąc od świateł”. Obsadzenie go w roli nieco sztywnego, szorstkiego i oddanego porucznikowi konfidenta było strzałem w dziesiątkę.

Obsada Psów 3 jest wyborna. Ale…

Marcin Dorociński (Komisarz Witkowski), mający pokazać na ekranie nie współczesnego policjanta, lecz ideowca, nie przesadził. Odpowiednio wyważył swoje zaangażowanie, a to bardzo ważne, bo nie stał się karykaturą powierzonej mu postaci. Nie mniej mam uwagę, która tyczy się wszystkich bohaterów. Wina leży bowiem po stronie scenariusza, który sprawia, że nieważne jak bardzo aktorzy nie staraliby się uwiarygodnić swoje postacie, to duża część dialogów jest po prostu sztuczna i sztywna, przez co słucha się tego z rozżaleniem. W parze z nimi idzie brak wiarygodności świata, w którym operują postacie i brak szans na podołanie oczekiwaniom dotyczącym ciężaru gatunkowego filmu. Pierwsze “Psy” były udanym komentarze okresu, w którym się pojawiły. Tego w “Psach 3” nie odnajdziemy.

“Psy 3” nie pojawiają się w latach 90., dlatego musiały być dostosowane do konwencji dzisiejszych czasów, co wcale nie zmienia faktu, że niemożliwym było stworzenie lepszego filmu z tymi bohaterami. To zdecydowanie lżejszy obraz, niż dwie poprzednie części – nie jest tak wulgarny i bezpośredni, choć stara się taki być na inne sposoby. W fotelu kinowym zdecydowanie czułem, że otrzymuje coś innego, niż oczekiwałem.

Nie tylko ja oczekiwałem czegoś innego

Oprawa audiowizualna to miłe zaskoczenie, szczególnie muzyka Michała Lorenca, choć oczywiście w przypadku scen akcji i strzelanin widać sznyt nowoczesności i odrobinę tego, co oglądamy w polskim kinie od pewnego czasu. Cieszy mnie chęć odkrycia kart na temat tego, kim był i co zrobił Maurer w czasach komuny, martwi natomiast fakt, że to właśnie chęć zabijania napędza fabułę i popycha ją do przodu. Nie każdemu będzie podobało się takie podejście do tej kwestii, bo może przywoływać skojarzenia z filmami Patryka Vegi, a taki poziom nie przystoi produkcji będącej kontynuacją “Psów”.

Polecamy: McMiliony – recenzja dokumentu HBO. Ogląda się jak świetny kryminał