55

Pewnie nie raz się zastanawialiście… po co są na stronach pornograficznych przyciski „share”?

Według ostrożnych szacunków, nawet co trzeci mężczyzna - Internauta przegląda strony pornograficzne w Internecie. Od paru ładnych lat, osoby, które szukają darmowych filmów tego typu w Sieci mogą trafić na sporo stron bardzo podobnych do YouTube (również z nazwy), gdzie - ciekawostka - spędzają około 5-6 minut. No, ok - obejrzeliśmy film, był "fajny", mamy przyciski do szerowania pod spodem. Po co?

Sporo osób, które korzystają z tego typu stron w Sieci albo odpala je w trybie Incognito, albo od razu po tym kasuje historię przeglądania. Nikt za bardzo nie zwraca uwagi na przyciski społecznościowe, bo przecież większości wydaje się dziwne to, że można się dzielić takimi treściami w social media. Bo i jak by to wyglądało? „Przed chwilą obejrzałem film z nastolatkami, hehe, obejrzyj i Ty”. No, z reguły takimi rzeczami się nie chwalimy i wolimy, żeby zostały w domowym zaciszu.

O ile dojdziemy do najważniejszego powodu, dla którego istnieje sens umieszczania przycisków społecznościowych na stronach pornograficznych, warto zwrócić uwagę, że na Facebooku, na Reddicie i innych tego typu „masówkach” istnieją grupy, które się wymieniają takimi treściami. Jeśliby dobrze poszukać, na Facebooku można trafić na różnorakie grupy fetyszystów, którzy wynajdują inspirujące perełki dotyczące ich preferencji seksualnych. Tam nikt nie ma oporów przed tym, żeby wrzucić film, który w generalnym strumieniu, u naszych znajomych wywołałby odrobinę niesmaku. Owszem, są również osoby, które są na tyle otwarte w kwestii swojej seksualności, że bez mrugnięcia okiem wrzucają raz na jakiś czas treści z serwisów pornograficznych. Owszem, są to bardzo rzadkie przypadki, ale jednak – warte odnotowania.

share

Nadrzędny powód, dla których umieszcza się tam przyciski społecznościowe jest ważny również dla nas

Zakładam, że spora część z Was do tej części tekstu zdążyła wymyślić jedno z zastosowań takich przycisków. Tych, którzy się jeszcze nie domyślili, naprowadzę na dobre tory. Przyciski społecznościowe, szczególnie te od Facebooka (choć inni dostawcy tego typu usług lepsi nie są), w swoich przyciskach ukrywają również narzędzia, które zwyczajnie nas śledzą i często nie potrzebują do tego nawet plików cookies. Użytkowników w Sieci identyfikuje się również za pomocą tzw. odcisku palca przeglądarki, który w ogromnej części przypadków jest niepowtarzalny. Bierze się pod uwagę nawet zainstalowane w komputerze czcionki, które mogą służyć do rozróżniania poszczególnych użytkowników Internetu. Każdy odcisk palca przeglądarki to profil, w którym znajdują się takie dane, jak przedział wiekowy, kraj zamieszkania, miejsce zamieszkania, a nawet… status materialny. Facebook analizując nasze posty (np. podróże, miejsce pracy, urządzenia z których korzystamy) lepiej dostosowuje reklamy do naszych potrzeb (albo tak, byśmy chętniej w nie klikali). Przycisk społecznościowy na stronie przeglądarki może posłużyć dostawcom usług społecznościowych do zbudowania jeszcze lepszego profilu.

Ale w jaki sposób preferencje seksualne mogą przydawać się usługom społecznościowym? Monika Czaplicka w jednym ze swoich opracowań podała bardzo ciekawą informację na temat osób LGBTQ – w Stanach Zjednoczonych jest to najlepiej zarabiająca mniejszość. A skoro ci ludzie zarabiają dużo i mimo wszystko, jest ich relatywnie dużo, to mogą być również ciekawym celem akcji marketingowych. Informacja, czy dany człowiek ogląda treści LGBTQ w Internecie może być zatem bardzo cenna.

Zatem, obecność przycisków „Share” na takich stronach to wcale nie oznaka dziwactwa twórców, lecz bardzo przemyślany zabieg. Warto wiedzieć, że na stronach, gdzie takie przyciski się znajdują, cały czas zbierane są o nas informacje. I co ciekawe, wcale nie musimy być zalogowani do Facebooka, czy jakiegokolwiek medium społecznościowego. Wystarczy przecież „odcisk palca” przeglądarki. A ten zostanie z pewnością użyty, jak już do danego serwisu się zalogujemy.

Grafika: 1, 2