8

Nie, nasza bańka to jeszcze nie mainstream – i warto o tym pamiętać

Wszyscy lubimy sobie żyć w naszych bańkach. W świecie gdzie otaczający nas ludzie podzielają nasze zainteresowania: słuchają podobnej muzyki, oglądają te same seriale, jadają podobnie, a najlepiej jeszcze jakby nie było przepaści w statusie materialnym. Banał? No pewnie, ale jakże wielu zapomina, że to tylko jakiś wycinek rzeczywistości. W praktyce: nie wszyscy są weganami, nie każdy ma smartfon z najwyższej półki i lubi słuchać tej samej muzyki. Najwyraźniej jednak nie dla wszystkich jest to tak oczywiste, jak powinno — o czym dość boleśnie przekonuje się reporter przygotowujący artykuł o koreańskim boysbandzie.

Koreańska muzyka może i zyskuje popularność, ale daleko jej do mainstreamu

Lubicie koreańską muzykę? BLACKPINK, BTS, EXO, Mamamoo nie są dla was losowym zlepkiem liter? Miło. Istnieje duża szansa, że ktoś z Waszych znajomych siedzi w temacie, sami jesteście miłośnikami takiej muzyki, ale jeżeli losowe osoby na ulicy zapytacie czy o nich słyszeli, prawdopodobnie zrobią wielkie oczy. W zależności od tego ile rozmówcy będą mieć lat — mają dużo większe szanse na rozpoznanie Beyonce, Eda Sheerana, Rihanny czy Lady Gagi. Nawet jeżeli ich nie słuchają, to zachodni mainstream który trafia do radia, telewizji i na tutejsze plakaty — kiedy zaś Seth Abramovitch napisał że BTS jest zagadką dla 99,99% populacji, nie był w specjalnym błędzie (no, może oprócz dokładnych liczb — co już zdążono mu zresztą wypomnieć). Fani grupy oskarżyli go jednak o ksenofobię i miesiąc później — wciąż nie dają za wygraną. Dodajmy też, że przygotowany przez niego tekst — porównujący grupę do The Beatles (try albumy z numerem jeden w Bilboardzie w niespełna rok) i akcentujący że to niezwykłe jak na utwory gdzie próżno szukać języka angielskiego — był dość… ogólny i pochlebny. Ale fani wymagali więcej. Dużo więcej.

Bańki są wygodne, ale mainstream rządzi się swoimi prawami

Nie twierdzę że tekst Abramovitcha jest idealny — i nie planuję go bronić. Może i są tam jakieś problematyczne elementy, ale przytoczony wyżej wpis jest idealnym przykładem niezrozumienia. @BangtanRemedy prawdopodobnie wie dużo więcej na temat grupy, zatem wiele pytań w jej opinii była zbędna. Ale zapomina o bardzo istotnej rzeczy: to tekst który nie powstawał z myślą o najwierniejszej bazie fanów BTS, a dla mainstreamu. Fani śledzący każdy ruch ekipy i tak wszystko już wiedzą: z doświadczenia, z mediów społecznościowych czy fanklubu. Dlatego zamiast się wyżywać i miesiąc później w naprawdę dziwny sposób próbując udowodnić, że ktoś nie miał racji i wylewać swoją frustrację — powinni się cieszyć, że ich ulubieńcy mają szansę na odrobinę więcej rozgłosu. Bo mimo kilkudziesięciu milionów fanów na Twitterze, wciąż daleko im do wyników Taylor Swift czy Lady Gagi. One są mainstreamem, występują solo, więc o cyferki związane z bazą fanów jest im pewnie trudniej niż boysbandom i girlsbandom. Ale one, szczególnie w zachodnim świecie, są rozpoznawalne — i nie trzeba tu żadnej bańki miłośników popu.

Prawdopodobnie nie jest to ani pierwszy, ani ostatni, raz kiedy podobna sytuacja ma miejsce. Zastanawiam się czy (i kiedy) dojdziemy do etapu, że w końcu przestaniemy mierzyć wszystko swoją miarą. Nie wszyscy znają BTS, nie każdy zachwyca się nad Nier:Automata i nie do wszystkich dotarła wieść na temat tego, jak doskonałym serialem jest Kominsky Method. W mojej małej bańce — wszyscy przyjaciele wiedzą że Platinum Games robi doskonałe gry i też je szanują, mogli nie widzieć Gry o Tron — ale znają netflixowego Kominsky’ego, śmieją się z Portlandii, uwielbiają Cowboya Bebopa, widzieli Nobuta wo Produce i wiedzą kim jest Yoko Takahashi. Ale to żadna wyrocznia i przygotowując artykuły na ich temat — też zacząłbym od ogółów, a nie analiz. Bo jest różnica między pisaniem dla pasjonatów i znawców tematu, a dla tych, których chcemy dopiero z nim zapoznać, a przy dobrych wiatrach może nawet zainteresować…

Źródło