44

Przed bitwą o wolne wideo: kto będzie ofiarą?

Autorem poniższego tekstu jest Marcin Wąsowski (sieciobywatel) MPEG LA, konsorcjum posiadające portfel patentów na powszechnie używane kodeki audio-wideo, ogłosiło w weekend, że przygarnie pod swoje opiekuńcze skrzydła dwanaście bliżej niezidentyfikowanych firm. Jest to efekt usilnych, niemal półrocznych poszukiwań patentów, które może naruszać VP8, algorytm kodowania obrazu będący podstawą otwartego standardu WebM. Format ten obsługiwany jest […]

Autorem poniższego tekstu jest Marcin Wąsowski (sieciobywatel)

MPEG LA, konsorcjum posiadające portfel patentów na powszechnie używane kodeki audio-wideo, ogłosiło w weekend, że przygarnie pod swoje opiekuńcze skrzydła dwanaście bliżej niezidentyfikowanych firm. Jest to efekt usilnych, niemal półrocznych poszukiwań patentów, które może naruszać VP8, algorytm kodowania obrazu będący podstawą otwartego standardu WebM. Format ten obsługiwany jest bez dodatkowych wtyczek przez Google Chrome, Firefoksa i Operę, a także wiele popularnych programów do obsługi multimediów. Jego niewątpliwą zaletą jest, że to format otwarty, zupełnie darmowy oraz wspierany sprzętowo przez najnowsze chipsety. Co nie każdemu się podoba…

Wyobraźcie sobie sytuację: zarabiacie krocie wynajmując, dajmy na to, miejsca parkingowe. I nagle, tuż obok, ratusz buduje darmowy i otwarty dla każdego parking (w fantazjach wszystko jest możliwe). Podobnie MPEG LA pojawienie się darmowych kodeków dobrej jakości powitało kwaśną miną. Z dużo większym entuzjazmem krytykowało używane algortmy — a to że wydajność słaba, a to jakość do kitu. A w ogóle, kto to widział, żeby takie komunistyczne pomysły psuły poważny biznes. Bo warto zdać sobie sprawę, że za prawo do oglądania wideo w MPEG-4, czy słuchania empetrójek powinniśmy zapłacić, o ile nie zrobił tego producent programu lub sprzętu. Wielu producentów, aby uniknąć kłopotów takich, jakie mieli na przykład SanDisk czy Apple, zawarło ugody i zgodziło się płacić opłaty licencyjne. Które oczywiście kompensują sobie z naszej kieszeni poprzez ceny produktów.

Radykalna zmiana przyszła na początku ubiegłego roku. Google wykupiło On2 Technologies, firmę która opracowała bardzo dobry kodek wideo — VP8. Co więcej, Google udostępniło go na wolnej licencji i przy wsparciu wielu innych firm i organizacji uruchomiło projekt otwartego formatu wideo WebM. Był to cios m.in. dla zasiadających w MPEG LA Apple i Microsoftu, którzy promowali używanie licencjowanego przez tę organizację H.264. Wybór między darmowym oraz obciążonym opłatami licencyjnymi formatem nie jest trudny, więc konsorcjum spuściło ze smyczy swoich prawników. Nikt nie twierdził, że inżynierowie z On2 umyślnie skopiowali czyjś pomysł. Ale czy przypadkiem ktoś, kiedyś nie wynalazł czegoś podobnego? Rozpoczęły się usilne starania, aby wyszukać zapomniane przez Boga i ludzi patenty, dające się powiązać z technologiami użytymi w VP8. Co prawda prawo patentowe powstało, aby wspierać innowacyjność, ale business is business.

Sytuacja jest więc taka, że MPEG LA jest w posiadaniu garści bliżej niesprecyzowanych patentw. Czy to oznacza, że wkrótce należy spodziewać się pozwu przeciwko Google? Gigant z Mountain View wprawdzie (w kontrowersyjnych okolicznościach) przegrał batalię o patentowy skarbiec Nortela, ale choćby w tym tygodniu dodał do swej puli pakiet patentów IBM. Google jest wystarczająco silny, aby wystawić do walki swoją własną armię prawników. Na wszystko jest jednak sposób. Nie chcesz ryzykować starcia z dużym? Kopnij małego.W patentowych wojenkach ostatnich miesięcy niewątpliwym hitem jest pozywanie średnich i tych zupełnie malutkich. Taki nie będzie ryzykował, pójdzie na ugodę lub w ogóle się wycofa. Zaś w świat popłynie komunikat, że wolne formaty to potencjalnie kilkuletnie ciąganie się po sądach i każdy racjonalnie myślący startup bez zwłoki uiści co cesarskie. Strumień dolarów z powrotem skieruje się tam, gdzie zawsze powinien — do kieszeni MPEG LA.

Kto więc zyska, a kto straci na tych przepychankach? Największymi wygranymi będą jak zwykle w tego typu sytuacjach prawnicy. Oni będą spokojnie inkasować swoje czeki za usługi. Stracą na pewno deweloperzy, którzy zostaną uwikłani w wojnę podjazdową między możnymi. Inżynierowie, którzy zamiast skupić się na tworzeniu nowych produktów, będą zastanawiać się, ile trolli patentowych może podczepić się pod ich pracę. Stracą konsumenci, którzy dłużej czekać będą na nowe produkty, a niektórych nigdy nie ujrzą.

Jeśli ktoś ma jeszcze wątpliwości: za czeki prawników zapłacimy oczywiście my, w cenie produktu. Pan płaci, Pani płaci..