37

Przechodzisz przez jezdnię, wpatrujesz się w smartfon i… Dostajesz mandat

Temat niebezpieczeństwa, jakie stwarzają na drogach kierowcy korzystający z telefonu podczas jazdy, podnoszony jest od lat. Niejednokrotnie pojawiał się nawet na AW. Karanie ludzi trzymających w jednej ręce kierownicę samochodu, a w drugiej smartfon ma swoich zwolenników i przeciwników. Jedni uważają, że to sposób na nabijanie kabzy policji/państwa, inni przekonują, iż mandaty są potrzebne, by […]

Temat niebezpieczeństwa, jakie stwarzają na drogach kierowcy korzystający z telefonu podczas jazdy, podnoszony jest od lat. Niejednokrotnie pojawiał się nawet na AW. Karanie ludzi trzymających w jednej ręce kierownicę samochodu, a w drugiej smartfon ma swoich zwolenników i przeciwników. Jedni uważają, że to sposób na nabijanie kabzy policji/państwa, inni przekonują, iż mandaty są potrzebne, by niwelować patologiczne zachowania. Kto ma rację? Nie zamierzam w to teraz wnikać – skupię się na innym zagadnieniu: mandatach dla pieszych korzystających z telefonu.

Już na wstępie doprecyzuję, że nie chodzi o każdego pieszego wpatrzonego w ekran smartfonu – sprawa dotyczy tych osób, które przekraczają ulicę i nie patrzą na to, co dzieje się wokół nich. Zamiast tego spoglądają na wyświetlacz urządzenia mobilnego. Podejrzewam, że każdy przynajmniej raz widział taką osobę. Jeśli ktoś nie widział, to łatwo sobie wyobrazić wspomnianą sytuację. Oczyma wyobraźni możecie sięgnąć dalej: po przejściu na drugą stronę ulicy, pieszy jest zatrzymywany przez służby porządkowe i dostaje mandat za nieuwagę.

Czy to pomysł naszych urzędników? Nie, takie rozwiązanie chodzi po głowach władzom Tajwanu. Plan wprowadzenia kar motywowany jest w posty sposób: wraz ze wzrostem liczby urządzeń mobilnych, zwiększyła się liczba wypadków z udziałem pieszych. Ci ostatni bardziej skupiają się na swoich smartfonach, niż na ruchu drogowym, więc trzeba ich tego oduczyć. Jak to zrobić? Z pomocą mandatu. Proste? Proste. Od siebie dodam też, że całkiem sensowne i nie ukrywam, iż podobne zmiany widziałbym także w Polsce.

Intel partnerem technologicznym AntywebPewnie wiele osób uzna, że upadłem na głowę i powinienem kilka dni odpocząć, ale będę trwał przy swojej opinii. Kierowca z telefonem przy uchu/zajęty wyszukiwaniem numeru w komórce albo odczytywaniem wiadomości tekstowych stwarza zagrożenie na drodze i może doprowadzić do wypadku. Jeśli sam przy tym ucierpi, to nie ma problemu. Gorzej, gdy ofiarą będzie osoba, która skupiała się na tym, co dzieje się na ulicy, ale miała pecha i trafiła na kierowcę-komórkowicza. I nie ma sensu przekonywać, że ktoś ma podzielność uwagi lub, że wziął telefon do ręki tylko na kilka sekund, bo w ciągu tych kilku sekund może się naprawdę dużo wydarzyć.

Pieszy, który wchodząc na pasy lub przecinając ulicę w nieoznakowanym miejscu, nie patrzy na to, co dzieje się wokół niego, lecz spogląda na wyświetlacz komórki, również nie ryzykuje wyłącznie własnym życiem/zdrowiem. Jasne, że w zderzeniu z samochodem ma on małe szanse i wiele osób stwierdzi, iż to najwyższy wymiar kary za nieuwagę, ale warto też pomyśleć o innych uczestnikach ruchu drogowego – kierowca może zjechać na inny pas lub pobocze, by nie uderzyć w pieszego, a jeśli tego nie zrobi, to do końca życia będzie miał przed oczami obraz człowieka na masce swojego samochodu. Prócz traumy czekają go zapewne inne nieprzyjemności.

Czy można zagapić się aż tak, że ląduje się pod kołami samochodu? O to akurat dość łatwo, a smartfony faktycznie odrywają tu niebagatelną rolę. Jakiś czas temu w Sieci krążył news o pewnej użytkowniczce sprzętu mobilnego (co ciekawe z Tajwanu):

Kobieta spacerowała na przystani w Melbourne, sprawdzając na urządzeniu mobilnym swoją stronę na Facebooku. W pewnym momencie zagapiła się w urządzenie i nie zauważyła końca przystani. Kobieta wpadła do wody.[źródło]

Skoro można wpaść do wody, to można też nie zauważyć nadjeżdżającego samochodu. I nieszczęście gotowe. Trzeba zatem znaleźć sposób, by zminimalizować niebezpieczeństwo. Mandat nie jest rozwiązaniem idealnym, ale trudno wskazać na lepsze – w tym przypadku ciężko wyobrazić sobie metodę marchewki, pozostaje zatem skorzystać z kija. Jeżeli ktoś dostanie dwa razy mandat za wspomniane gapiostwo, to za trzecim razem może schowa telefon do kieszeni i przekroczy jezdnię dbając o bezpieczeństwo własne i innych. Przynajmniej chcę w to wierzyć.

Źródło grafiki: digitaltrends.com