Bezpieczeństwo

Prywatność w Sieci? Nie oszukujmy się, to już tylko slogan

JS
Jakub Szczęsny

Jak idzie o naprawianie czegokolwiek - to owszem, ...

20

Jest nas 7 miliardów na świecie. Malutka część koncentruje w swoich rękach większość dostępnego na świecie majątku i kluczowych informacji. Temat na czasie - w Polsce mamy ostatnio "okres teczek", co niektórzy od dwóch dni źle sypiają i obgryzają paznokcie. Internet to genialne źródło danych, zwłaszcza, że od pewnego czasu sami, za bezcen sprzedajemy informacje o sobie. Czy mamy się czego bać? Czy jesteśmy wolni?

Wolność to nie to samo co prywatność w Sieci?

Zastanówmy się, czy człowiek w ogóle się zastanawia nad tym, co dzieje się z jego danymi w Sieci. Czytelnicy Antyweba, zaznajomieni z tematem zapewne uznają, że obecnie w Internecie nie dzieje się zbyt dobrze. Giganci technologiczni trzymają o nas tyle danych, że w teczkach niektórych działaczy komunistycznych na próżno szukać tak trafnych i szczegółowych informacji. Gdyby powyciągać z tego to, co najlepsze, zainteresowany wiedziałby o nas dosłownie wszystko. Równie dużo informacji muszą gromadzić o nas Google, Microsoft, czy Facebook, parające się również reklamami. Im lepiej wycelowany w nas materiał reklamowy, tym lepiej. Dane to biznes. Ludzie to narzędzia.

Pisałem wczoraj o Apple i liście otwartym do klientów firmy, gdzie wskazywałem na tzw. "obywatelskie nieposłuszeństwo". Apple nie godzi się na bardzo agresywne warunki współpracy z FBI, które wywiera naciski w kwestii wprowadzenia do oprogramowania iPhone'ów backdoora pozwalającego na uproszczenie zdalnego dostępu do urządzenia. Wszystko zostało spowodowane przez wspomniany w tekście atak pakistańskiego terrorysty z 2015 roku w USA - ten korzystał właśnie z iPhone'a 5C, z którym służby mają problem. A tam prawdopodobnie znajdują się szczegółowe dane na temat strategicznych kontaktów będących mózgami tej zbrodniczej operacji.

FBI bazując na potrzebie prewencji poprosiło Apple o wprowadzenie backdoora, firma się nie zgodziła, otrzymała zatem oficjalny nakaz sądu. Co dalej? Apple prawdopodobnie będzie musiało zatańczyć tak, jak zagrają służby. To znamienny dowód na to, że wolność, demokracja nie są tożsame z prywatnością. Stawianie między tymi wyrazami znaku równości to ogromny błąd w rozumowaniu - choć oczywiście pięknie by było, gdyby dało się to zrobić w ten właśnie sposób.

Najdroższa na świecie jest informacja

Dobra informacja będzie zawsze dużo droższa od złota, platyny, diamentów. Systemy totalitarne na świecie są trudne do utrzymania, jakoś system trzeba uprawomocnić. Dlatego też w kontekście takich państw jak PRL, ZSRR, czy NRD tak szeroko mówi się o służbach. Te grały pierwszorzędną rolę w kwestii uprawomocnienia obowiązującego systemu, stały na straży integralności. Prowadziły działania nie tylko doraźne, ale i prewencyjne, próbując wyeliminować element wrogi systemowi. Kiszczak w wywiadach wypowiadał się nawet, że silne służby warunkują silne państwo. I co do tego się nie myli. Komunistyczny generał to jednak dla nas "dinozaur", który zapewne nie odnalazłby się w obecnych realiach wywiadu.

Gdzie jest granica między prywatnością, a prewencją?

Granica ta jest bardzo płynna. Bo z jednej strony wypada nam się zgodzić, że inwigilowanie jednostek wykazujących znaczące odchylenia od tego, co przyjmujemy w społeczeństwie za normalne jest właściwe. Wszyscy ci, którzy mają prawo dosłownie gdzieś, przygotowują ataki terrorystyczne nie mogą spać spokojnie o swoje dane. Bardzo możliwe, że ci, którzy spiskują obecnie są czynnie rozpracowywani przez specjalnie grupy działające w Internecie. Przeszkodą są bariery postawione przez producentów oprogramowania, którzy siłą rzeczy muszą dbać o bezpieczeństwo użytkowników. Pozostawienie furt, ale dziurawych może doprowadzić do nieuprawnionego użycia ich przez osoby trzecie. Stąd postawa Apple jest zrozumiała: "dbamy o bezpieczeństwo wszystkich, taki krok spowoduje obniżenie się jakości tej sfery". Rzecz jasna, taka postawa to również posunięcie czysto wizerunkowe - gdyby ta sprawa wyszła bez listu otwartego Apple, "dym" byłby spory, a na Cupertino wieszano by psy.

Zestawmy dwie postawy. Pomoc w inwigilowaniu jednego człowieka jest jak najbardziej do przyjęcia tylko wtedy, gdy mamy konkretne dowody, że ten i ten człowiek stanowi zagrożenie dla społeczeństwa. Uciekamy się zatem do kontrowersyjnych rozwiązań dla "większej sprawy". Ideały prywatności można poświęcić dla tego, aby zrealizować słuszny cel. Co innego jednak, gdy stwarza się ryzyko nadużywania tego wyjątku w idei prywatności. A tym właśnie jest wprowadzenie backdoora do oprogramowania iPhone'ów. Służby chcą uzyskać pełną niezależność w kwestii swobodnego inwigilowania użytkowników. Zresztą, doniesienia o masowych akcjach podsłuchowych, nawet w kierunku osób niepowiązanych ze światem przestępczym wskazuje na to, że tak, służby niekoniecznie zawracają sobie głowy ideami. Nie interesuje ich prywatność, a informacja znaczy dla nich więcej niż człowiek, którego przynajmniej z zasady mają obowiązek chronić. Prawda jest taka, że służby chronią przede wszystkim interesu państwa lub grupy, która de facto tym państwem steruje. To chyba nie jest tajemnica, że w wielu przypadkach to nie politycy rządzą państwem, lecz... służby właśnie?

Prywatność nie istnieje. Przynajmniej nie taka, jakbyśmy chcieli

Odkąd uświadomiono sobie, że informacja jest ważna dla interesów państwa, ludzie byli inwigilowani. I będą. Posiadanie jak najszerszego dostępu do informacji to nadrzędny cel jednostek wywiadowczych i jeżeli odpowiednim środkiem jego realizacji jest zbieranie dosłownie wszystkiego, podsłuchiwanie wszystkiego i każdego - to będzie robione i mamy na to ograniczony wpływ. Smutno mi to mówić, również się z tym nie zgadzam i uważam, że mechanizm działania świata powinien wyglądać zupełnie inaczej. W tym momencie, by być absolutnie pewnym swojej prywatności wypadałoby sfingować własną śmierć, zaszyć się na odludziu, nie korzystać z nowych technologii, a zamiast smartfona - kupić sobie najzwyklejszą cegłę. Taką do budowania, wiecie. Jeść owoce lasu, wyrzucić wszystkie pieniądze, zapomnieć nawet swojego imienia i nazwiska.

Prywatność nie istnieje. Ale czy kiedykolwiek istniała?

Grafika: 1, 2, 3

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu