15

Prostota jest przereklamowana?

Pierwszy dogmat w internecie – musi być proste. Sam często go powtarzam patrząc na nowe narzędzia czy serwis jakie opisuje. Teorię o prostocie łatwo się adoptuje – wszystko co nie jest proste nie będzie zrozumiałe przez internautów – koniec, kropka. Jednak z upływem czasu i wraz z dorastaniem kolejnego pokolenia, które już nie pamięta czasów […]

Pierwszy dogmat w internecie – musi być proste. Sam często go powtarzam patrząc na nowe narzędzia czy serwis jakie opisuje. Teorię o prostocie łatwo się adoptuje – wszystko co nie jest proste nie będzie zrozumiałe przez internautów – koniec, kropka. Jednak z upływem czasu i wraz z dorastaniem kolejnego pokolenia, które już nie pamięta czasów bez internetu zmienia się chyba nieco poziom tolerancji dla bardziej złożonych aplikacji.

Wprawdzie nadal prostota dominuje ale liczy się tym razem pierwsze wrażenie, kiedy już wciągnie nas serwis typu Facebook, Blip, Flaker czy Twitter to powoli zaczynam chcieć czegoś więcej. Brakuje nam jednej czy dwóch opcji i zaczynamy poszukiwania, rozglądamy się za dodatkami i pluginami do przeglądarek.

Dla przykładu – z prostego Twittera przez www korzysta 60% użytkowników? Gdzie jest reszta? Używa dodatkowych aplikacji pozwalających retweetować, dodawać zdjęcia, grupować wpisy, otwierać wiele paneli na raz + ma dodatkowe 50 nowych możliwości. Wystarczy spojrzeć na chociażby seesmic desktop zachwalany przeze mnie kiedyś na blogu. Proste narzędzie? Nie bardzo – ale aplikacja ta została pobrana już 3 miliony razy. Oczywiście można powiedzieć, że to tool dla geeków, których na całym świecie są przecież miliony.

Kolejny przykład killer – Facebook. Ktoś może się poszczycić kompletnym zrozumieniem tego serwisu i wszystkich opcji, możliwości, zasad działania? Wydaje mi się, że nie. Na początku używamy tego co jest niezbędne i tego co wydaje nam się zrozumiałe. Z czasem kiedy nasze potrzeby rosną wykorzystujemy coraz więcej i zaczynamy uczyć się tego co oferuje ten serwis. Niektóre funkcje są do jednokrotnego użytku, inne zaczynamy przyswajać i wykorzystywać codziennie.

W przypadku Twitter interfejs główny serwisu czyli strona www jest naprawdę prosta, Facebook to zupełnie inna bajka. Tam już na początku można mieć problem z zrozumieniem dlaczego wpisy i statusy jakiejś osoby pojawiły się na naszej stronie oraz dlaczego nagle w liście aplikacji mamy tak dużo pozycji (nie wspominając o menu z opcjami czy ustawieniami prywatności).

Przykładem z naszego podwórka który dość dobrze pasuje do hasła, że prostota jest przereklamowana jest moim zdaniem Pinger. Serwis, który początkowo miał być mikroblogiem, użytkownicy zrobili z niego miniblog lub wręcz platformę blogową. Nie o definicje jednak chodzi. Kiedy przyjrzymy się z bliska Pingerowi to nawet największy geek może poczuć się zagubiony ilością opcji i możliwości. Co jednak robi przeciętny internauta w tym serwisie? Wprowadza tekst, wstawia obrazek i komentuje. Reszta może się kiedyś przyda.

Może więc okazać się, że nasi użytkownicy czy też ogólnie internauci nie są już aż takimi purystami jeśli chodzi o prostotę jak nam się wydaje? Oczywiście są zasady użyteczności i budowy interfejsów, których nigdy nie należy ignorować, wydaje mi się jednak że nie można też dać się zapędzić tak zwanej prostocie i jej wyznawcom do kąta.