9

Telewizor za pół ceny? Biorę trzy! O dziwnej przypadłości gatunku ludzkiego

Pamiętacie skecz pewnego polskiego kabaretu, w którym wyśmiewano otwarcie supermarketu? Choć minęło kilkanaście lat, to temat wcale się nie zdezaktualizował – nadal lubimy szturmować sklepy i wynosić z nich co się tylko da (łącznie z atrakcyjnymi kasjerkami i pracownikami ochrony). Jako dowód posłużyć może otwarcie Biedronki nr 2000, które przejdzie zapewne do historii polskiego „szopingu”. […]

Pamiętacie skecz pewnego polskiego kabaretu, w którym wyśmiewano otwarcie supermarketu? Choć minęło kilkanaście lat, to temat wcale się nie zdezaktualizował – nadal lubimy szturmować sklepy i wynosić z nich co się tylko da (łącznie z atrakcyjnymi kasjerkami i pracownikami ochrony). Jako dowód posłużyć może otwarcie Biedronki nr 2000, które przejdzie zapewne do historii polskiego „szopingu”. Dlaczego piszę o tym tutaj? Ponieważ akcje tego typu zawsze wiążą się ze sprzętem elektronicznym, który przyciąga klientów jak magnes.

Otwarcie kolejnej Biedronki (w tym miejscu wypada pogratulować Portugalczykom sukcesu – liczby robią wrażenie) być może przeszłoby w kraju bez większego echa, gdyby nie ekscesy, do jakich doszło przed sklepem w dniu jej otwarcia. A doszło do nich z bardzo prostego powodu: firma otwiera jubileuszową placówkę okraszoną numerem 2000 i z tej okazji przyjeżdża do Polski szef wszystkich szefów (niestety, nie ze Szczecina, lecz z Półwyspu Iberyjskiego). Skoro jest „gruba ryba” i okazja do świętowania, to będą też promocje/prezenty/bonusy. I faktycznie były: laptop za kilkaset złotych, wielki telewizor za 1,5 tys. złotych (w obu przypadkach nie są to tzw. no name’y). Mówiąc krótko: Biedronka podeszła do tematu profesjonalnie – zagwarantowała klientom tani sprzęt elektroniczny.

http://www.youtube.com/watch?v=1bVk0HLLMpU

Nie da się ukryć, że to właśnie tani sprzęt RTV zapewnia zawsze sklepom długie kolejki (z fachowymi komitetami), w których niczym Hatifnaty (Hatifnatowie?), bujają się tłumy ludzi żądnych zapełnienia swego wózka trzema telewizorami, dwoma laptopami, czterema mikrofalówkami i przynajmniej jednym discmanem (ten sprzęt jest jeszcze w sprzedaży?). Podejrzewam, że takiego entuzjazmu nie wywołałyby pogłoski, iż sklep zamierza przecenić ziemię do kwiatów, garnki, pościel i cukierki krówki. Oczywiście, mogę się mylić. Oglądając zdjęcia z biedronkowej imprezy, przypomniały mi się sceny z amerykańskich sklepów i doszedłem do wniosku, iż w żadnym wypadku nie możemy czynić wyrzutów z powodu niewłasciwego zachowania tylko naszym rodakom (co robi wiele osób komentujących walkę przed sklepem) – zjawisko można już uznać za powszechne.

Za kilka tygodni w USA rozpocznie się sezon wyprzedaży i szał przedświątecznych zakupów. A zainauguruje je tradycyjnie Black Friday, czyli pierwszy dzień po święcie Dziękczynienia. Amerykanie czekają na tę datę jakieś 360 dni przed jej nastaniem, a na podstawie relacji naocznych świadków, zdjęć i filmów można wywnioskować, iż w tym dniu nie są do końca poczytalni. Gdyby na amerykańskie terytorium wtargnęły wojska innego kraju lub armia z kosmosu, to można przypuszczać, że nikt by tego nie zauważył – liczą się przede wszystkim zakupy. Tanie zakupy. I znów prym wiodą telewizory, komputery, smartfony, tablety itp.

Z jednej strony można to racjonalnie wyjaśnić: spadają ceny produktów, które do tanich nie należą, ale z drugiej strony, mówimy o USA, czyli kraju, w którym raczej nie narzekają na drożyznę elektroniki. Po drugie, trudno uwierzyć w to, że co roku tylu ludzi jest zmuszonych wymienić połowę urządzeń w swoim domu. Nadal będę się tu doszukiwał jakiegoś uzależnienia od elektroniki wszelakiej i pędu do nabywania kolejnych produktów z tego segmentu.

To popsuło mi nastrój i zmarkotniałem przy komputerze, ale humor (tylko na chwilę) poprawili mi Azjaci – przecież to oni (zwłaszcza obywatele Japonii, Korei Południowej i Tajwanu) przekroczyli już wszelkie możliwe granice i uzależnili się od sprzętu aż do bólu (dosłownie). Dlaczego humor poprawił mi się tylko na chwilę? Z jednej strony, można dojść do wniosku, że już niedługo możemy stać z nimi w jednym szeregu, a z drugiej strony, historie z tego kontynentu przestają już bawić, a zaczynają zatrważać. Przynajmniej raz w miesiącu czytam gdzieś o Tajwańczyku czy Koreańczyku, który umarł przy komputerze z powodu „przegrania” (nie mam tu na myśli porażki – to raczej odpowiednik przepicia). Wczoraj trafiłem także na historię Chińczyka, który zamieszkał w kafejce internetowej.

Media w pewnym mieście dowiedziały się, iż w jednej z tamtejszych kafejek internetowych zamieszkał jej klient. Młody mężczyzna stracił jakiś czas temu pracę, przez kilka miesięcy szukał nowej, ale się nie udało, więc… postanowił zadomowić się a kafejce internetowej. Siedzi w niej już od siedmiu miesięcy i raz na dwa tygodnie zmienia ponoć bieliznę oraz zażywa kąpieli. Żyje z nagromadzonych wcześniej oszczędności, a swój wybór tłumaczy tym, że jest taniej, niż w hotelu. To jedna strona medalu – druga jest taka, że przez te kilkadziesiąt tygodni (i to przez 24 h na dobę) mógł się oddawać surfowaniu po Sieci, oglądaniu filmów i graniu. Nietypowy klient nie przeszkadza właścicielom, ponieważ regularnie płaci, a teraz pewnie stanie się maskotką tego lokalu.

Jak widać, sprzęt elektroniczny i szeroko pojęte nowe technologie odbierają ludziom rozum na całym świecie i chyba trzeba się z tym pogodzić. Pogodzić nie znaczy jednak wspierać – jeśli chodzi Wam po głowie szturmowanie Biedronki nr 2500, to odradzam – najpierw musielibyście przejść szkolenie w jednostce GROM…

Źródła zdjęć: wiadomosci.dziennik.pl, batdz.com