18

Produkty Google, o których prawdopodobnie nigdy nie słyszeliście

Tę korporację i jej produkty każdy zna i korzysta z nich na co dzień. Sama ich historia jest dosyć ciekawa, bo przy pierwszym spotkaniu Larry Page i Sergey Brin  podobno bardzo się nie lubili i w wielu kwestiach nie zgadzali. Jednak pomimo tego stworzyli jedną z najpopularniejszych wyszukiwarek na świecie. Zasadniczo praktycznie każdy potrafi z […]

Tę korporację i jej produkty każdy zna i korzysta z nich na co dzień. Sama ich historia jest dosyć ciekawa, bo przy pierwszym spotkaniu Larry Page i Sergey Brin  podobno bardzo się nie lubili i w wielu kwestiach nie zgadzali. Jednak pomimo tego stworzyli jedną z najpopularniejszych wyszukiwarek na świecie. Zasadniczo praktycznie każdy potrafi z pamięci wymienić co najmniej pięć z ich kluczowych produktów, a niewielu z nas wie, że powstało ich setki, o których nigdy nie słyszeliście.

1. Google Mars – czyli coś dla fanów Czerwonej Planety

google mars

Prawdopodobnie mieliście do czynienia z Google Earth, czyli produktem, który umożliwia oglądanie naszej ukochanej planety Ziemi w trzech wymiarach dzięki wysokiej jakości zdjęciom satelitarnym. Usługa jest o tyle ciekawa, że możemy oglądać niektóre miasta i budynki z różnych perspektyw. Google Mars to dokładny odpowiednik Google Earth, tyle, że akcja dzieje się na Marsie. Dzięki zdjęciom Marsa o wysokiej rozdzielczości każdy z nas może zaglądnąć co się dzieje na powierzchni tej planety. Usługa ta powstała przy współpracy z NASA, a dane do serwisu udostępnił ośrodek badawczy Mars Global Surveyor. Projekt działa od 2009 roku, ale dopiero w 2010 został upubliczniony. Więc jeżeli jesteście ciekawi co się dzieje na tej planecie lub może macie ochotę być jak Mulder lub Scully i chcecie poszukać zielonych stworów to skorzystajcie z Google Mars.

2. Google Scholar – narzędzie dla studentów i uczniów

Zarówno nasi uczniowie, jak i studenci z innych krajów powinni się ucieszyć z możliwości korzystania z tego narzędzia. Jest to bowiem wyszukiwarka materiałów, książek, cytatów i podręczników naukowych, które uczelnie zgodziły się opublikować. Tak więc Google Scholar to przydatne narzędzie np. przy pisaniu pracy dyplomowej lub chociażby pracy domowej/zaliczeniowej. Dzięki niej możemy znaleźć cytaty bądź całe książki, które przyczynią się do zaliczenia semestru. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że wyniki, które podaje wyszukiwarka są sprawdzone, bo są to publikacje legalnie zamieszczone w internecie przez uczelnie, biblioteki i samych autorów. Tak więc bez obaw możemy z nich korzystać jednak pamiętając o cytowaniu autora ;) Od dziś Wikipedia idzie w niepamięć!

3. Google Art Project – zwiedzaj muzea i oglądaj antyki bez odchodzenia od komputera

google art project

 

Google Art Project to usługa, która mocno przypomina Google Street View. Jedyną, a zasadniczo najważniejszą różnicą między tymi dwoma usługami jest to, że w Art Project zwiedzamy muzea i galerie sztuki, a nie miasta, w dosłownym tego słowa znaczeniu. Google sfotografowało kilkaset obrazów, rzeźb i pomieszczeń, w których się one znajdują, tak by użytkownicy nie odchodząc od swoich komputerów i nie wydając żadnych pieniędzy mogli je podziwiać. Projekt jest dość zaskakujący, a przynajmniej dla mnie, bo wolę osobiście obejrzeć dany przedmiot, niż oglądać go na ekranie. Z drugiej strony czasem nie mamy możliwości odwiedzić muzeum na drugim końcu świata, więc taka forma sztuki na wyciągnięcie ręki jest ciekawa.


4. Google Transliterate

transliterate

Tu napisałem: Ten tekst napisałem dla Antyweb.pl w języku arabskim, fajnie nie?

Zasadniczo trudno mi opisać o co chodzi w tym narzędziu, ale postaram się jak najlepiej wyjaśnić jak ono działa. Załóżmy, że użytkownik np. zna język rosyjski na poziomie podstawowym. Umie on czytać już w tym języku i zna wymowę danych słów. Teraz wystarczy, że wpisze konkretne słowo fonetycznie używając polskich liter na swojej klawiaturze QWERTY, gdyż nie posiada on klawiatury z bukwami, a Transliterate będzie zapisywało go cyrylicą. Oczywiście trzeba wziąć poprawkę, że niektóre słowa są trudne do przetłumaczenia i to narzędzie nie radzi sobie idealnie jednak przyznam szczerze, że jeżeli miałbym napisać do kogoś maila np. po koreańsku to skorzystałbym właśnie z Transliterate.

5. Google Image Swirl – wyszukiwanie zdjęć na podstawie podobieństw

swirl

Wyobraźcie sobie sytuację, że kiedyś w internecie widzieliście zdjęcie mostu o zachodzie słońca, a na nim stało piękne auto np. jaguar. Niestety zdjęcia nie zapisaliście, nie wiecie jak może się nazywać, a po wpisaniu „most, jaguar, zachód słońca” w Google Zdjęcia pojawi wam się abstrakcyjne zdjęcie dzikiego zwierzęcia, który zjada most o zachodzie słońca. Google Swirl działało (bo już niestety nie działa) na zasadzie podobieństw i grup. Zdjęcia o podobnych cechach były grupowane w duże grupy np. zdjęcia z mostem, a te w mniejsze podgrupy jak np. zdjęcia z mostem o zachodzie słońca i o poranku, a te kolejno w jeszcze mniejsze grupy itd. Zasadniczo chodziło o łatwiejsze, logiczniejsze wyszukiwanie obrazów. Niestety po premierze w 2009 Swirl zostało zamknięte, a szkoda, bo pomysł ciekawy.

6. Google Schemer

schemer

Ta usługa w tym momencie dostępna jest jedynie na terenie USA i Kanady. Dzięki Schemerowi użytkownicy mogą stworzyć listę rzeczy, które chcą zrobić i podzielić się z nią ze swoimi znajomymi. Zasadnicza idea tego narzędzia/usługi opiera się na poznawaniu nowych ludzi. Miał być to taki trochę  naganiacz użytkowników do Google +, a sami wiecie jak wyszło. Oczywiście dzięki G+ i Schemerowi użytkownicy mogą dzielić się nie tylko zainteresowaniami czy planami, ale także zdjęciami z wycieczek, miejscami które odwiedzili etc. Partnerami projektu są m.in. National Discovery, IGN, Zagat czy Food Network. Myśle, że w Polsce nie miałby chyba szans na przeżycie.

7. Google Code Search

To również jest bardzo ciekawa usługa. Code Search został stworzony na potrzeby programistów, którzy w trudnych momentach zapominali jak się koduje. Zasadniczo jeżeli użytkownik potrzebował znaleźć informacje na temat CSS, albo próbował obejść Flash przy pomocy HTML 5, mógł po prostu wpisać kilka linijek kodu w wyszukiwarkę i po kliknięciu klawisza wyszukaj pojawiały mu się informacje co dany kod robi lub jak go zastąpić. Usługa może mało przydatna dla ludzi, którzy codziennie kilkanaście godzin spędzają nad linijkami kodu, jednak dla osób, które raz na jakiś czas potrzebowały pogrzebać w kodzie jak najbardziej przydatna.

8. Build with Chrome – Lego i Google Maps to idealne połączenie!

google-lego

Zasadniczo ta usługa jest dość regionalna, gdyż powstała przy współpracy Google Australia z Lego. W całym pomyśle chodzi o budowanie domków z klocków lego na terenie Australii. Nie ma tu chyba czytelników, którzy nie lubią Lego prawda? Do dyspozycji mamy całą krainę kangurów i dosyć dużą liczbę klocków, a zasada jest jedna – bądź oryginalny (tak naprawdę jest ich kilka, ale ta jest najważniejsza!) ;)

9. Google Patent

Biorąc pod uwagę wojnę patentową między Google i Apple wiadomo po co powstał ten produkt. Zasadniczo to wyszukiwarka patentów i pomysłów, więc jeżeli masz fajny pomysł na sokowirówkę połączoną z pralką, która działa dzięki tlenowi w powietrzu i myślisz o masowej produkcji, sprawdź wcześniej czy ktoś już tego nie opatentował. Najważniejsze jest to, że usługa działa!

10. Google In Quotes

inquotes

 

To narzędzie przygotowane typowo pod amerykański rynek, a właściwie pod amerykańskich wyborców. Zasadniczo chodzi o to, że dzięki Google In Quotes możemy porównać dwóch kandydatów na prezydenta, a raczej to co mówią na dane tematy, takie jak np. środowisko, wojna w Iraku, bezrobocie, ropa naftowa, Bush itd. Użytkownikowi zaprezentowana zostanie tabela, w której znajdą się wypowiedzi obu kandydatów na prezydenta wraz z ich myślami na dane tematy. Produkt IMO bardziej dla śmiechu niż na poważnie. Niestety z końcem 2012 roku In Quotes przestało działać ;)

Zasadniczo to tylko niewielka cząstka usług wujka Google’a, o których niewielu z nas słyszało. Część z nich niestety już nie działa, a szkoda, bo czasem można znaleźć ciekawe rodzinki o przydatnych możliwościach. Zastanawia mnie jedno, czemu Google o niektórych produktach mówi mało lub wcale, skoro mają one potencjał marketingowy?