6

Producenci cyfrowych śmieci

Autorem poniższego tekstu jest Aleksandra Wiśniewska Wszystko zaczęło się jeszcze przed wielkim boomem na social media. Większość z nas pamięta łańcuszki przesyłane przez życzliwych znajomych na wszelkiej maści komunikatorach, emaile forwardowane do całej listy kontaktów (notabene bardzo często bez ukrycia listy adresatów) czy zaproszenia do podpisania e-petycji. Jednak dopiero facebook stał się dla nich istnym […]

Autorem poniższego tekstu jest Aleksandra Wiśniewska

Wszystko zaczęło się jeszcze przed wielkim boomem na social media. Większość z nas pamięta łańcuszki przesyłane przez życzliwych znajomych na wszelkiej maści komunikatorach, emaile forwardowane do całej listy kontaktów (notabene bardzo często bez ukrycia listy adresatów) czy zaproszenia do podpisania e-petycji. Jednak dopiero facebook stał się dla nich istnym rajem. Kim są producenci cyfrowych śmieci? Nie, nie chodzi mi o specjalistów seo i ich internetowe zaplecza linków. Mam na myśli slaktywistów.

Slaktywista jest bojowniczym orędownikiem niezwykle słusznych idei, wśród nich najczęściej znajdziemy problemy ekologiczne współczesnego świata, prośby o pomoc dla umierających dzieci, wirtualne uczestnictwo w bojkocie nieetycznie postępujących firm czy niezwykle emocjonalne apele o ratowaniu kociaków z podupadającego schroniska, obowiązkowo okraszone niestandardową liczbą wykrzykników.

Ze swojego kanapowego centrum dowodzenia, często po odzianiu piżamowego uniformu, przechodzą do działania i klikają, sygnalizując swoje poparcie dla słusznych spraw. Co gorliwsi przeklejają informację z linkiem do fanpage’a na facebookowego walla, a do wydarzenia bez jakiejkolwiek selekcji zapraszają wszystkich znajomych. Niestety na tym działanie najczęściej się kończy.

Zaklikane! Społeczny obowiązek spełniony można spać z czystym sumieniem. Armia slaktywistów jest zapewne najliczniejszą na świecie, a rewolucja wciąż nie nadeszła… Zwierzęta są usypiane, a lasy deszczowe wycinane. Miliony klików, które nie znajdują jakiegokolwiek przełożenia na działanie w rzeczywistości, a jedynie znieczulają społeczność na dany problem.

Inicjatywy w social media mające przekaz czysto ideowy to bardzo lekka i przyjemna forma uprawiania polityki bez brudzenia sobie rączek, za to z całkowicie rozmytą odpowiedzialnością. Anonimowe apele o wątpliwej wiarygodności, brak sprecyzowanego celu i propozycji konkretnego działania prowadzą otępiony konsumeryzmem tłum do nie podejmowania jakiejkolwiek aktywności, no poza klikaniem oczywiście.

Bezmyślne internetowe akty poparcia niewątpliwie mają jeden skutek – generują potrzebę usuwania śmieci z internetowego streamu, co sprowadza się do kolejnego kliknięcia – „zrezygnuj z subskrypcji treści z profilu producent wirtualnych śmieci”.

A może by tak chociaż, wygooglać jakąś organizację pozarządową, która zajmuje się rozwiązywaniem konkretnych problemów i wraz z zakończeniem roku, przekleić jej dane w odpowiednią rubryczkę rozliczenia podatkowego? Tak, to chyba brzmi lepiej i nie niesie za sobą groźby ostracyzmu 2.0. przy naprawdę minimalnym zaangażowaniu.

Obrazki – Facebook Radar, CNN.com Blogs