198

Premiera „Smoleńska” bez dziennikarzy i rodzin niektórych ofiar. Mam być wściekły, czy smutny?

Jeżeli szukacie typowo politycznego wpisu mojego autorstwa, możecie go znaleźć tutaj na Facebooku (wyskakujemy poza AW tym linkiem). Ten natomiast też będzie dotyczył polityki, ale głównie mediów i kuriozalnej moim zdaniem sytuacji, która zdarzyć się nie powinna – nigdy. Nie dlatego, że ot, poszargano dumę „pismaków” i nie dlatego, że to wina PiS-u (bo kiedyś była wina Tuska). Wiecie, o co mi chodzi? O zwykłą przyzwoitość, której od jakiegoś czasu po prostu brakuje.

Wczoraj odbyła się premiera głośnego już za czasów jego powstawania filmu „Smoleńsk” w reżyserii Antoniego Krauzego. To naturalna kolej rzeczy – powstał film, musi być jego debiut. W przypadku tak bardzo ważnego tytułu, tyczącego się jeszcze ważniejszego punktu zwrotnego w historii Polski – Katastrofy Smoleńskiej, musi to być premiera szczególna. Uroczysta, z zachowaniem pełni jej powagi. Nie dlatego, że mamy do czynienia z bardzo nośnym medialnie tematem, ale również z tego powodu, że zginęli tam ludzie, przetrzebiona została współczesna elita państwa. Doskonale pamiętam tamte wydarzenia i wtedy serce rozdarło mi się na pół. Znamienne dla Polaków miejsce, ważne dla kraju persony, ogromny, kolejny cios w naszej historii – przeplatanej bohaterstwem, przelaną krwią, cierpieniem i wojnami.

Im mocniej myślę o tym, co dzieje się obecnie w Polsce, im bardziej odwołuję się przy tej okazji do naszej tradycji, do historii, tym bardziej czuję żal i obrzydzenie do polityków opcji wszelakich. W tym miejscu zaznaczam wszystkim – nie jestem sympatiami związany z żadną opcją. Uznajcie, że jest jeden Jakub Szczęsny i jego własna opcja, w której tkwi samemu. Nie bawi się w jednowymiarowe poglądy, wszystkich wysłucha i z każdym podejmie dialog – o ile odbędzie się wedle zasad kultury. Czuje się Polakiem, obchodzi święta, nie wstydzi się Flagi, szanuje tradycję.

smoleńsk

Okazało się, że na premierę filmu nie wpuszczono dziennikarzy. Dodatkowo, nie wszyscy członkowie rodzin ofiar Katastrofy Smoleńskiej znaleźli miejsca w Teatrze Wielkim w Warszawie. Pal licho dziennikarzy – o ile pominiemy fakt, iż niektóre redakcje chyba jednak zostały na pokazie. I jakoś szczególnie te, którym po drodze jest z obecnie rządzącym obozem. Obym się pomylił i jeżeli tak jest – serdecznie przepraszam. Ale już to, że na premierę filmu nie zostali zaproszeni członkowie rodzin m. in. Jerzego Szmajdzińskiego, Izabeli Jarugi – Nowackiej, Jolanty Szymanek – Deresz nie mieści mi się w głowie. Halo?! Członkowie rodzin polityków innych opcji cierpieli dokładnie tak samo, jak inni. Czuli to samo, co inni. Tym bardziej mam powody twierdzić, że polityczna rozgrywka została przeniesiona na pole ogromnej tragedii, jaka spotkała nas wszystkich.

Abstrahuję od tego, co zostało ukazane w tym filmie, jaką historię opowiada. Wieści niosą, że jest to zupełnie inna wersja tego zdarzenia, niż przedstawiano dotychczas. Nie mnie to oceniać, nie ja jestem ekspertem w dziedzinie awioniki, nie ja prowadziłem w tym kierunku badania. Jakkolwiek tę tragedię przedstawiono w filmie, wszystkich powinno się traktować równo – bez względu na poglądy, sympatie polityczne, punkt widzenia.

Tymczasem, okazuje się, że film ten służy jako narzędzie podziału. Nie wiem komu na tym zależy, ale mam wrażenie, że to stanowczo idzie za daleko. A im dalej, tym gorzej. Smutno mi, Moi Drodzy.

Grafika: 1, 2