151

Hura! Zdałem prawko, ale dalej jestem drogowym idiotą

Dzisiaj, dzisiaj, dosłownie dzisiaj dorobiłem się wreszcie papieru, który uprawnia mnie do kierowania osobówkami. Egzamin? Mnóstwo niepotrzebnego stresu, który okazał się być dobrym motywatorem. Kurs? Sporo dał, wbrew pozorom, choć cały czas miałem wrażenie nauki typowo pod egzamin. Ale nie przeraziło mnie to - dobrze wiem, że jazda na co dzień wygląda zupełnie inaczej jak udowadnianie egzaminatorowi, że umie się jeździć według protokołu. Moje umiejętności? Nie bierzcie tego za udawaną pokorę. Według mnie marne.

Narzekałem na testy teoretyczne, których nie chcę jednoznacznie oceniać. Z jednej strony podoba mi się wymuszanie na przyszłym kierowcy myślenia (w oparciu o realne sytuacje), ale i sporo pytań jest niezwykle kontrowersyjnych lub wręcz takich, które za jasną cholerę w życiu mi się nie przydadzą. Ostatecznie rozliczyłem się już z systemem, pokazałem, że potrafię robić to, co uprawnia mnie (rzekomo) do jazdy osobówką. Bardzo cieszyłem się po wpisaniu do kwitu magicznego „pozytywny”. Kiedy już siedziałem w domu nad tą kartką, naszła mnie refleksja nad tym, co będzie dalej. No i właśnie. Ni to lęk, ni to duma – uświadomiłem sobie, że papier to tylko papier. A ten przyjmie wszystko.

Detale do porzygu, konkrety zostawmy na później

To niestety wymuszał na mnie system. Jestem w stanie tak świetnie operować kierunkowskazem omijając przeszkody, że nie zdziwiłbym się, gdyby moje dzieciaki gwoli darwinowskiej ewolucji miały do tego przystosowane palce lewej ręki. Niczym robot zmieniam biegi przeskakując swoją prawicą z kierownicy na dźwignię (i z powrotem). Nauczyłem się też sporo aktorstwa – jestem w stanie wcisnąć dosłownie każdemu, że w jednym momencie obskoczyłem wzrokiem wszystkie dostępne lusterka. I jeszcze chwila, a łuk bym robił z zamkniętymi oczami (ciekawostka – pierwszy egzamin oblałem właśnie tutaj – 15 centymetrów zderzaka wystawało za linię po pomyślnym cofnięciu).

Czego nie potrafię? Dam sobie głowę uciąć, że strach by mnie obleciał, gdyby przede mną wydarzyło się coś niebezpiecznego, a ja nie dość, że musiałbym hamować, to w dodatku pasowałoby mi ratować się przed rychłym zderzeniem np. z pojazdem nadjeżdżającym z przeciwka. Nikt mnie nie uczył tego, co robić w trakcie wpadnięcia w poślizg, co wbrew pozorom może być bardzo łatwe – wystarczy odrobina nieuwagi, złe warunki na drodze i tragedia gotowa. Kurs na prawo jazdy to przygotowanie tylko pod cholerny egzamin, który kursantom spędza sen z powiek. I ja tak miałem do dzisiaj.

Czas na suche fakty. Zdać trudno, a i tak z śmiertelnością na drogach w Polsce nie jest wesoło

Najświeższe badania NIK pod kątem określenia stosunku zdawalności do śmiertelności na drogach (niestety za 2014 rok) jasno wskazują, że nie jest u nas kolorowo. Trudno tutaj szukać przyczyn na jednym polu – być może w Polsce na tyle kuleje kultura jazdy, że zwyczajnie powoduje to skok śmiertelności w wypadkach. Dodajmy do tego fakty, iż w naszym kraju bardzo popularne są samochody używane (często w słabym stanie technicznym) i dalej niezadowalająca infrastruktura. Niekoniecznie dobre wyszkolenie kierowców może być zatem jednym z czynników, a i tak zdać prawo jazdy wydaje się być dla nas wielkim wyczynem.

prawo jazdy

(grafika: NIK)

Z tym w trakcie egzaminowania się nie spotkałem, ale nie trzeba długo ucha zapuszczać, aby dosłyszeć informacje o chamskich urzędnikach, którym dane jest oceniać kandydatów na kierowców. Już samo to, że człowiek płaci 140 złotych, zasiada w samochodzie z obcą osobą, jest poddawany ocenie jest ogromnym stresem. Dogadywanie podczas jazdy nie pomaga. Odrobinę więcej kultury, uśmiech naprawdę pomagają. A przecież o to chodzi, żeby rzetelnie kandydata ocenić. Ten, w sytuacji ogromnego stresu nie będzie w stu procentach efektywny. Dwa podejścia i za każdym razem miałem do czynienia z egzaminatorem, który urzędowo podchodził do sprawy, ale był naprawdę w porządku – nawet, gdy zrobiłem po prostu głupią rzecz. Odhaczał błąd, informował, tłumaczył, jechaliśmy dalej. Zarówno instruktorzy, jak i egzaminatorzy (miałem okazję zapytać obydwie grupy) wskazują na to, że wiele się zmieniło. Odchodzi kadra starych milicjantów, odbyły się antykorupcyjne przepierki, a i fakt egzaminacyjnych pielgrzymek robi swoje. WORD-y starają się być konkurencyjne między sobą – to dla nich rzecz jasna zyski. W najlepszych ośrodkach odchodzi się do surowości egzaminatorów na rzecz zdrowego, przychylnego podejścia do przyszłego kierowcy.

prawo jazdy

Był poligon, zacznie się wojna. Prawdziwa nauka przed świeżo upieczonym kierowcą

I… po dzisiejszym odrobinę się tego obawiam. Mistrzów kierownicy jest sporo – Rzeszów to raczej proste do jazdy miasto, a i tak znajdą się tacy, którzy chyba bardzo chcą ustrzelić za jednym razem 24 punkty karne. Podczas dzisiejszego egzaminu, otrzymałem polecenie lewoskrętu na skrzyżowaniu. Jako, że dla każdego kierunku są wydzielone odrębne pasy – zasygnalizowałem jego zmianę. Przed tym pasem jednak znajdował się obszar wyłączony z ruchu, który rzecz jasna ominąłem i niezwłocznie włączyłem migacz lewy. Dobrze ustawione lusterka się przydają, bo jeden z takich mistrzów wpadł na genialny pomysł przejechania przez ów obszar i wymuszenia na mnie pierwszeństwa. Gdyby nie to, że nie spanikowałem, pozostałem na pasie i grzecznie poczekałem na „swoją kolej”, pewnikiem darłbym sobie włosy z głowy i klął ile popadnie na gościa, który prawko wygrał chyba w Lay’sach.

Choćbym miał jeździć „jak emeryt”, nauczę się. Mało tego – wstydu nie będzie, jak nakleję sobie na samochód zielone listki. Niech ten, co ma olej w głowie i wie, co oznacza ten symbol wie, że nie wszystko jeszcze ogarniam jak trzeba. Z przezorności pierwszym autem będzie biedny, stareńki, ale niezawodny Golf w kombi. Przyjdzie jednak czas na nowe auto i… przed tym wszystkim zainwestuję w ośrodek doskonalenia techniki jazdy. Niech mi pokażą, co robić przy poślizgu, jak rozpoznawać zagrożenia na drodze zawczasu i jak się ratować. A potem już zrobię to, co zawsze chciałem zrobić – sprawić sobie niekoniecznie duży, ale komfortowy samochód – z automatyczną skrzynią biegów (jestem leniwy, serio).

Tym, którzy dotarli do końca – dziękuję. Tym, którzy mają papier już od dawna – szerokości i bezpiecznej jazdy. Tym, którzy dopiero się o to starają lub będą starać – życzę powodzenia. Życzę też sobie, pewnie mi się przyda.