92

UE zmusi producenta Twojego telefonu, żeby Ci go naprawiał i aktualizował przez wiele lat…

Unia Europejska od dłuższego czasu prężnie działa w zakresie standaryzacji i przymuszania producentów elektroniki do zmiany swoich zachowań. Wszystko dla dobra nas, konsumentów i środowiska. Tym razem wzięli pod lupę prawo do naprawy urządzeń mobilnych. Jednak ich podejście jest zupełnie inne niż to czego wszyscy się spodziewają.

Prawo do naprawy i standaryzacja złącza ładowania – to tematy, które ostatnio pojawiają się bardzo często w kontekście działań Unii Europejskiej. Niedawno sami opisywaliśmy działania UE w zakresie standaryzacji ładowarek. Zgodnie z planem wszyscy producenci, zarówno Ci mali jak i giganci pokroju Apple, mają montować w swoich urządzeniach złącze USB-C. Jak to ze standaryzacją bywa, jednym się to podoba, innym jest obojętne, a inni się sprzeciwiają. Osobiście myślę, że to krok w dobrym kierunku. Sytuacje w których wychodzę z domu bez swojego kabla a wszyscy wkoło mają inne końcówki bywają naprawdę frustrujące i stanowczo zbyt częste.

Czy to znaczy, że Apple nie ma racji mówiąc o spowolnieniu rozwoju przez narzucanie kolejnych ograniczeń? I tak i nie. Oczywiście każde ograniczenie to jakaś forma podcinania skrzydeł innowacji. Z drugiej strony ograniczenie wymaga lotnego umysłu aby stworzyć coś wyjątkowego. Myślę, że tu chodzi zdecydowanie bardziej o ich interes i sumy płynące ze sprzedaży akcesoriów. Wiadomo, że jeśli złącze jest uniwersalne i ustandaryzowane to koszt kabli, przejściówek po prostu musi spaść.

Jak już wspomniałem to kolejna próba Unii Europejskiej, jednak wcześniejsze nazwałbym raczej „podrygami”. Były one skupione na „silnym zachęcania” producentów do przejście na wspólny standard. Wiadomo, że jeśli coś nie jest prawem to będzie po prostu zignorowany i każdy zrobi jak chce.

Tym razem UE podchodzi do tematu poważniej i chce wprowadzić nakaz stosowania USB-C we wszystkich urządzeń, które będą sprzedawane w europejskiej strefie ekonomicznej. Prawo to zostało przegłosowane przez parlamentu UE i oczekuje na działania ze strony komisji europejskiej. Oczekiwania są, że do lipca 2020 roku wprowadzone zostaną zaostrzone reguły dla producentów. Co z tego będzie? Czas pokaże.

Czas na części

Unia Europejska poszła krok dalej i ponownie głośno mówi, że prawo do naprawy jest bardzo ważne dla wszystkich. Jej głównym celem jest poprawa konkurencyjności na świecie i promowanie trwałego wzrostu gospodarczego oraz tworzenie nowych miejsc pracy. Brzmi dumnie! A co się za tym kryje? Cała sprawa nie jest tak skomplikowana jak brzmi. UE wprowadza szereg działań które mają doprowadzić do poprawy i wydłużenia cyklu życiowego produktów codziennego użytku. Zmiany będą dotykać całego procesu wytwórczego od produkcji, przez konsumpcję po gospodarowanie odpadami. Co za tym idzie UE chce aby prawo do naprawy dotyczyło również urządzeń mobilnych. Analizując cały temat mocniej można natrafić na coś bardzo ciekawego.

Czym jest prawo do naprawy?

Chodzi konkretnie o to jako wspomniane „prawo do naprawy” jest definiowane. Przyznam, że moim pierwszym skojarzeniem był powrót do urządzeń, które można samodzielnie rozłożyć i naprawić – w końcu z tym kojarzy się prawo do naprawy. Jednak ciężko mi to sobie wyobrazić. Opór producentów byłby ogromny, no bo jak dawać sensowne gwarancje i zapewniać jakość jeśli całe urządzenie ma być możliwe do rozłożenia przez amatora w domu? Ile sensu w tej argumentacji wszyscy dobrze wiemy. Jednak Unia Europejska ma na to inny pomysł. „Prawo do naprawy” dotyczy dostępności części do profesjonalnej naprawy.

To jedno słowo, a raczej zdanie bardzo dużo zmienia. Nie chodzi o to, aby każdy obywatel UE mógł samodzielnie naprawić telefon. Chodzi o to, aby serwisy miały dostęp do części i mogły serwisować urządzenia. Czy to dobrze czy źle? Przyznam, że mam mieszane uczucia. Z jednej strony możliwość małych napraw czy wymiany komponentów samodzielnie może zaoszczędzić często naprawdę duże sumy pieniędzy. Z drugiej strony rozumiem czemu producenci w pościgu za wyglądem idą w takie, a nie inne konstrukcje. W końcu telefony bardzo często wybieramy też na podstawie wyglądu i tego czy uznamy je za ładne czy za brzydkie. Nie wiem czy tak sprzeczne postulaty da się pogodzić, a takie rozumienie zwrotu „prawo do naprawy” to kompromis który ma szansę zadowolić wszystkich.

Póki co nie podjęto jeszcze żadnych formalnych działań więc na wiele pytań nie znamy odpowiedzi. Jak długo firmy miałyby zapewniać dostępność części? Jakie miałyby to być części? Kto decyduje o tym kto może dokonać profesjonalnej naprawy? Tak naprawdę to właśnie te pytania, te szczegóły zadecydują o tym czy „prawo do naprawy” cokolwiek dla nas zmieni.

Co z oprogramowaniem?

To równie ważny temat. W końcu oprogramowanie jest integralną częścią naszych urządzeń. Wszystko wskazuje na to, że prawo do naprawy obejmie również ten aspekt. Pytanie jednak jak to zapewnić? Spójrzmy na Androida i jego dramatyczną fragmentację. Google jej przecież nie chce, a mimo wszystko nie umie sobie z nią poradzić. Czy wprowadzenie przepisu coś tu zmieni? Obawiam się, że bez sensownego podejścia do tematu może to się skończyć wzrostem kosztów urządzeń. To zdecydowanie temat który trzeba pilnie obserwować.

Po co wszystko?

Często słychać głosy, że działania UE są pozbawione sensu i często przynoszą więcej szkód niż pożytku. No cóż, można tak powiedzieć o każdym rządzie i prawach które wprowadza. Tym razem mamy jednak do czynienia z działaniami, które są naturalną kontynuacją tych podjętych w październiku zeszłego roku skupionych na lodówkach, zamrażarkach czy innych urządzeniach domowego użytku. Chodzi o zapewnienie dostępności części przez 10 lat. Dzięki temu cykl życiowy produktu ma się wydłużyć. Często to właśnie brak możliwości naprawy, lub koszt naprawy zmusza nas do zakupu nowego. Tutaj prawo do naprawy też skupia się właśnie na zapewnieniu dostępności do części. Oczywiście jesli ktoś ma dryg do majsterkowania może też sam podłubać przy lodówce, jednak to właśnie części stanowią fundamentalną zmianę.

I tak przechodzimy do sedna sprawy. Po pierwsze mamy do czynienia z działaniami bezsprzecznie nakierowanymi prokonsumencko. Dłuższy cykl życiowy to rzadsze wydatki często niemałych kwot, łatwiejsza naprawa, lepsza dostępność do specjalistów. Ma być po prostu lepiej. Po drugie. Nowy produkt oznacza potrzebę pozbycia się starego, a ten często jest trudny do utylizacji. Zmiany klimatyczne, zanieczyszczenie środowiska to fakty. Generujemy absurdalne ilości śmieci i musimy działać. Tu i teraz. Nie kiedyś. Jednym z pomysłów Unii Europejskiej jest właśnie ograniczenie elektrośmieci po przez wydłużanie ich cyklu życiowego. Z oczywistych względów potrzeba dużo czasu, aby ocenić faktyczną skuteczność tych działań jednak muszę przyznać, że ma to sens. Mam jednak obawy co do kwestii urządzeń mobilnych.

Czy to coś zmieni?

Nie oszukujmy się, nawet jeśli będziemy mogli wymienić baterię, ekran czy inne komponenty na nowe to nikt nie będzie korzystał z telefonu przez 10 lat. Rozwój technologii na tym polu jest zbyt dynamiczny i mam tu na myśli zarówno hardware jak i software. Te dwie sfery są ze sobą bardzo silnie powiązane. Nowe rozwiązania programistyczne, nowe możliwości aplikacji z czasem zmuszą nas do zmiany na nowy lepszy sprzęt. Efekt jaki tu zostanie osiągnięty będzie drastycznie mniejszy niż ten w przypadku sprzętów domowych. Jednak bez wątpienia pewność, że będę mógł profesjonalnie naprawić swój telefon przez 2-3 lata brzmi bardzo dobrze. Dla przykładu, pisałem ostatnio o swoim zegarku, który ma już ponad 2 lata. Aktualnie nie widzę żadnego „technicznego” powodu dla którego miałbym go zmienić. Spodziewam się, że prędzej czy później nawali mi bateria. Chciałbym mieć wtedy wybór czy ją wymienić czy kupić nowe urządzenie.

O to w tym wszystkim właśnie chodzi, a przynajmniej ja w to wierzę. O możliwość wyboru. Nie każdy kupuje topowe telefony. Wiemy, że po 2 latach dawne flagowce to dalej bardzo dobre urządzenia. Dobrze mieć świadomość, że zakup nowego starego telefonu ma sens bo będzie możliwość jego naprawy. Wierzę, że ta zmiana to kolejny, pozytywny krok w kierunku redukcji elektrośmieci. Niestety przyjdzie nam poczekać z oceną skuteczności tych działań, ale i tak zdecydowanie lepiej jest działać tu i teraz niż siedzieć i czekać.