20

Prawie jak transformers, twój samochód sam powie Ci co trzeba naprawić.

Każdemu kierowcy raz na jakiś czas zdarza się sytuacja, gdy jego pojazd z nieznanych przyczyn odmawia posłuszeństwa. Niestety, zaledwie niewielki odsetek kierowców zna się na budowie silnika i potrafi ocenić co się mogło zepsuć. Większość usterek spowodowanych jest naszym niedopatrzeniem lub zignorowaniem świecącej się kontrolki na tablicy rozdzielczej. W sumie, kto by spamiętał do czego […]

Każdemu kierowcy raz na jakiś czas zdarza się sytuacja, gdy jego pojazd z nieznanych przyczyn odmawia posłuszeństwa. Niestety, zaledwie niewielki odsetek kierowców zna się na budowie silnika i potrafi ocenić co się mogło zepsuć. Większość usterek spowodowanych jest naszym niedopatrzeniem lub zignorowaniem świecącej się kontrolki na tablicy rozdzielczej. W sumie, kto by spamiętał do czego te wszystkie lampki i diody służą? Dlatego, żeby uniknąć jakiejkolwiek awarii najlepiej jest zapobiegać, niż później naprawiać skutki. Z tego samego założenia wychodzą twórcy startupu Carvoyant. Czyli urządzenia, które pozwala samochodowi „komunikować się” z właścicielem i przekazać mu co go „boli”.

Mamy w końcu inteligentne domy to czemu nie możemy mieć inteligentnych aut, które same powiedzą, że trzeba wymienić świece lub naładować akumulator, gdy stan jego energii jest bliski wyczerpania? Inteligentne samochody już istnieją, jednak póki co są one zarezerwowane dla osób z dosyć zasobnym portfelem. Wydawałoby się, że zwykły Kowalski, który jeździ golfem III będzie musiał się obejść smakiem. Będzie zmuszony przeczytać instrukcję obsługi swojego auta, samodzielnie sprawdzać poziom oleju i profilaktycznie raz na jakiś czas ładować akumulator. Ku uciesze wszystkich posiadaczy samochodów powstał startup Carvoyant, czyli tania alternatywa inteligentnego samochodu dla Kowalskiego.

Carvoyant stworzyło urządzenie-transmiter, który zbiera informacje z komputera pokładowego naszego samochodu i może je przekazać np. do odpowiedniej aplikacji w naszym telefonie. Informacje te mogą nie tylko ostrzegać nas przed niebezpieczną usterką, ale pozwolą nam lepiej dbać o nasz pojazd i jego zdrowie. Urządzenie to jest wpinane w port OBD (on-board diagnostic)- port, w który wpinają się mechanicy, by zaglądnąć do komputera pokładowego. Podstawową różnicą jest jednak to, że Carvoyent jest na stałe wpięte i może samodzielnie przesyłać informacje o stanie pojazdu do naszego smartphona. Niestety, nie jest to rozwiązanie dla każdego. Urządzenie będzie funkcjonowało poprawnie jedynie z samochodami wyprodukowanymi po 1996 roku.

Oczywiście istnieją już zbliżone urządzenia do Carvoyant np. CarMD, AutoMD czy RepairPal. Na pierwszy rzut oka Carvoyant nie różni się specjalnie od konkurencji. Można było powiedzieć, że to kolejny mało przydatny produkt. Różnica między nimi jest jednak duża, choć niezauważalna na pierwszy rzut oka. Carvoyant w odróżnieniu od konkurencji nie skupia się na samym urządzeniu czy aplikacji. Ich celem jest przede wszystkim stworzenie platformy, dzięki której zwykły Kowalski będzie mógł dowiedzieć się co się popsuło lub popsuje w najbliższym czasie w jego aucie. Samochód sam podpowie, że trzeba doładować akumulator, wymienić olej lub że zapomnieliśmy zgasić światła. Co ciekawe całe oprogramowanie obsługujące Carvoyant jest otwarte co oznacza jedno- każdy programista będzie mógł samodzielnie modyfikować lub tworzyć nowe zastosowania dla tego produktu. Twórcy już teraz zapraszają chętnych programistów do zapoznania się z API ich produktu i pracą nad własnym oprogramowaniem.

Zapotrzebowanie na to urządzenie jest duże, sądząc po liczbach, które przedstawili twórcy. Co prawda nie mogą jeszcze ogłosić z jakimi markami doszli do porozumienia o seryjnej instalacji ich produktu, jednak podają, że już w tym roku Carvoyant pojawi się w ponad 400 modelach aut! Twórcy w dniu wczorajszym odpalili stronę, dzięki której programiści mogą się zapisać i pobawić się API, a zainteresowani kupnem mogą szybko nabyć samo urządzenie Carvoyant. Początkowo całość miała być obsługiwana przez aplikację mobilną, a urządzenie zamontowane w samochodzie miało komunikować się poprzez Wi-Fi z serwerem.

carvoyant

 

Na szczęście twórcy odeszli od tego pomysłu, na rzecz komunikacji za pomocą sieci GSM, to właśnie dzięki niej samochód komunikuje się z serwisem Carvoyant, który działa w chmurze. Użytkownik może sprawdzić dane o samochodzie np. poprzez przeglądarkę w telefonie bądź laptopie nie zależnie od tego gdzie w danym czasie znajduje się samochód. Po zamontowaniu Carvoyant rodzic pożyczając swój samochód nie tylko może śledzić gdzie dziecko się przemieszcza, ale także sprawdzić z jaką prędkością się porusza. Tak, wiem, że to kolejny poziom inwigilacji, jednak jestem prawie pewien, że większość rodziców, a przede wszystkim ojców, którzy pożyczają swoje ukochane autko swojemu synowi/córce wolą być pewni, że i dziecku i samochodowi nic się nie stanie.

Trzeba nadmienić, że cały system tj. informacje, które zbiera i przekazuje urządzenie do smartphona mają być także magazynowane w chmurze. Generalnie chodzi o tworzenie dodatkowej książki pokładowej auta, która może się przydać np. podczas sprzedaży auta. W tym momencie urządzenie jest dostępne za 149 USD i jak twierdzą twórcy jest gotowe do montażu i działania. Pierwsza partia ma opuścić fabrykę końcem marca bieżącego roku. Strona, która pozwala na składanie zamówienie działa od wczoraj, a już znalazło się 42 chętnych na to urządzenie. Sam jestem zaskoczony tym produktem w bardzo pozytywny sposób. Po jego instalacji łatwiej będzie kontrolować to co dzieje się pod maską i,  teoretycznie, nie trzeba będzie tak często odwiedzać mechanika. Mam tu na myśli momenty gdy sami będziemy mogli zapobiec jakiejś sytuacji, np. w odpowiednim momencie dolejemy olej przez co nie doprowadzimy do zatarcia silnika. W tym wszystkim ważne jest to, że technologia inteligentnych aut nie jest już zastrzeżona tylko dla marek Premium pokroju Mercedesa, Audi czy BMW, a dostępna jest dla przysłowiowego Kowalskiego, który na pewno ucieszy się z tego rozwiązania. Mam nadzieję, że startup ten rozwinie się na tyle, by jego urządzenie mogło spokojnie konkurować z  podobnymi systemami montowanymi fabrycznie.

Startup po fazie „garażowej”, przeszedł pod skrzydła funduszu SK Ventures i kilka miesięcy temu przeszedł pierwszą rundę seed, w której zebrał 300 000 USD. Podejrzewam, że ta kwota to zaledwie ułamek tego czego potrzebuje startup na rozwój swojej technologii. Co ciekawe do pomocy przy tym projekcie zgłosił się MIT, który zaoferował współpracę przy rozwoju technologii śledzenia i kontrolowania pojazdów przez ich właścicieli.