7

„Prasa zachodnia bardziej docenia polskie indyki niż nasza rodzima” – o grach niezależnych w Polsce i na świecie

Gry niezależne w ciągu kilku lat szturmem wdarły się do naszego życia. Minęły czasy, kiedy elektroniczna rozrywka kojarzyła się tylko z pudełkami, które możemy naleźć na półkach w EMPIKach i Media Marktach. Dzisiaj najciekawsze gry znajdziemy na Steamie w zakładce „indie”, albo na stronach internetowych, poświęconych niezależnym produkcjom. O tym jak sobie radzą produkcje niezależne […]

Gry niezależne w ciągu kilku lat szturmem wdarły się do naszego życia. Minęły czasy, kiedy elektroniczna rozrywka kojarzyła się tylko z pudełkami, które możemy naleźć na półkach w EMPIKach i Media Marktach. Dzisiaj najciekawsze gry znajdziemy na Steamie w zakładce „indie”, albo na stronach internetowych, poświęconych niezależnym produkcjom. O tym jak sobie radzą produkcje niezależne w Polsce i na świecie, a także o projekcie GamesRage, pierwszym polskim bundlu z grami wideo, rozmawiałem z Jakubem Wójcikiem, redaktorem naczelnym polskiego portalu o grach niezależnych – 1ndieworld.

Kamil Ostrowski:  Powiedz proszę czym się zjamujesz w branży związanej z grami wideo.

Jakub Wójcik: Obecnie jestem redaktorem naczelnym portalu 1ndie World, na łamach którego od ponad ośmiu miesięcy działam, aby w naszym kraju było nieco głośniej o grach niezależnych, tworzonych przede wszystkim przez polskich producentów. W ostatnim czasie byłem odpowiedzialny za projekt Games Rage, gdzie wspólnie z Michałem i Tomaszem (obaj związani z Music Rage oraz Book Rage) stworzyliśmy pierwszy polski bundle typu pay-what-you-want. Wkrótce natomiast dołączę do nowo tworzącej się redakcji. Jeżeli chodzi o branże to nie staram się wystawać przed szereg i robię to co mam robić, bez zbędnego poklasku.

KO: Poza tym pracujesz gdzieś, studiujesz? Czy zajmujesz się wyłącznie pracą dziennikarską i organizacyjną związaną z grami?

JW: Cały czas jestem administratorem rozgrywek największej polskiej ligi e-sportowej ESL, gdzie zajmuje się działem FIFY. Jest to związane z moją przeszłością e-sportowca. Miałem nawet ciekawe wyniki na swoim koncie. Dodatkowo jestem studentem Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej w Kielcach i jak większość pracuję w korpo, żeby kasa się zgadzała. W planach mam również start na YouTubie, gdzie w sposób innowacyjny w naszym kraju, będę przedstawiał „indyki”. Oprócz tego jestem również odpowiedzialny za imprezę Indie Basement, gdzie prezentowaliśmy dziesięć najlepszych projektów indie, oraz organizowaliśmy panel „Indyki to, Indyki tamto”. Jednak moim marzeniem jest to, aby w Polsce odbył się festiwal podobny do IGF, jednak do tego trzeba mieć już sporo gotówki.

 

braid

 

KO: Zajęty człowiek z Ciebie. Powiedz mi, jak oceniasz zainteresowanie grami indie w Polsce. Wydaje Ci się, że nasi rodacy mogą mieć swego rodzaju predyspozycje do tego, żeby przychylnie patrzeć na gry niezależne? Chociażby ze względu na cenę?

JW: Wydaje mi się, że ludzie coraz bardziej przekonują się do „indyków”. Dzisiaj w PSX Extreme widziałem świetny nagłówek wywiadu z Adrianem Chmielarzem – „Indyki klasy AAA”. Te słowa świetnie oddają, to co się dzieje teraz na tym rynku. Jak mówiłem wielkorotnie, obecnie praktycznie każda gra niezależna jest tworzona z niezwykłą dokładnością, jedynie co mnie boli, to ta „moda”, która przyciąga wielkich twórcow na Kickstartera, Indiegogo, itp. To co najbardziej cieszy, to zatarcie się lini na podział gry niezależne – gry AAA, teraz w rankingach na najlepsze produkcje oba te „gatunki” mogą ze sobą konkurować jak równy z równym, mimo całkowicie odmiennych budżetów.

KO: Właśnie! Jak to jest możliwe, że indyki konkurują z wielkimi produkcjami? Czyżby korporacje zupełnie zabijały innowacyjność? Tak bardzo jesteśmy, jako gracze, wygłodniali nowości?

JW: Jak najbardziej jest to możliwe. Obecnie rynek jest przesilony kolejnymi częściami Medal of Honor czy Dead Space, natomiast brakowało „perełek”, które przede wszystkim charakteryzowały się innowacyjnością. Niestety, ta innowacyjność zaciera się również wśród gier niezależnych co świetnie opisał Jacek Głowacki na swoim blogu. Mocną stroną gier indie jest również to, że do ich uruchomienia nie jest potrzebny super sprzęt z najnowszą kartą graficzną. Czasami wydaje mi się, że te nowe gry powstają po to, aby rozkręcić rynek sprzętu komputerowego. Spójrzmy na przykład FIFY, co roku dostajemy praktycznie ten sam tytuł, różniący się jedynie detalami. Czy nie można by było zrobić jednej „perfekcyjnej” części i dodawać co pół roku potężne DLC? Korporacje natomiast zabijają innowacyjność bo chcą sprzedać tytuł, na który jest zapotrzebowanie czyli np. nowe Call of Duty. Oczywiście ta teza nie tyczy się wszystkich korporacji, ponieważ Valve postanowiło skorzystać z usług twórców niezależnych i stworzyć coś nowego – tak powstał właśnie pierwszy Portal. Są to niestety, tylko nieliczne przykłady.

 

McPixel_Steam

 

KO: Jak Ci się wydaje, jaka forma finansowania jest najlepsza dla twórcy niezależnego? Powinien spokojnie rzeźbić swoje arcydzieło w piwnicy przez dwa lata? Skorzystać z Kickstartera? Alpha-fundingu? A może szukać inwestora/wydawcy? To ostatnie wyjście jest w ogóle możliwe? Wielkie korporacje zaczynają „wyciągać” najbardziej obiecujące projekty?

JW: To też jest w dużej mierze zależne od twórcy. Jeżeli jesteś alfą i omegą oraz poradzisz sobie całkowicie z każdym elementem tej układanki to najlepszą metodą jest jak wspomniałeś rzeźbienie swojego arcydzieła w piwnicy przed dwa lata. Jeżeli nazywasz się Tim Shafer to od razu bez zastanowienia uderzaj na Kickstartera. W przypadku braku „głośnego” nazwiska bardzo ciężko jest się przebić przez tą wielką ilość projektów jaka jest na Kickstarterze. Weźmy przykład polskiego Race to Mars (produkcji tworzonej przez INTERMARUM). Polacy mieli wszystko – dobry tytuł, artykuły w licznych mediach (również papierowych), kontakt z użytkownikami, a mimo to, nie udało im się zebrać potrzebnych pieniędzy. Jestem bardzo zadowolony z tego, że polski rynek powoli się przekonuje do crowdfundingu i każdy projekt gamingowy, jaki znalazł się na wspieram.to, zebrał odpowiednią ilość funduszy. Natomiast jeżeli chodzi o alpha-funding to wydaje mi się, że jest to rozwiązanie, które znajduje się po środku tego wszystkiego. Przede wszystkim gracze mają relany wpływ na to co zobaczą w produkcji. Nie kojarzę żadnej produkcji, która by korzystała z tego modelu i nie odniosła sukcesu. Dlatego ciężko jest mi ocenić co jest najlepsze, może po prostu trzeba mieć szczęście i wbić się w dobry moment?

KO: Gry niezależne, to jest dziedzina, w której szczególne znaczenie mają użytkownicy, społeczność. Niejednokrotnie zdarza się, że dany tytuł zdąży już zdobyć popularność, zanim zauważą go dziennikarze. Wydaje Ci się, że świat indie potrzebuje w ogóle dziennikarzy? Jeżeli tak, to „swoich własnych”, a może po prostu „branża” musi zacząć traktować gry niezależne poważniej i zacząć poświęcać im więcej miejsca? Masz w ogóle jakąś wizję tego, jak będzie wyglądać pisanie o grach w przyszłości?

JW: Świat gier potrzebuje dziennikarzy, krytyków i będzie ich nadal potrzebował. Generalnie „większe” serwisy nie boją się gier indie i nie zapominają o nich. Jednak zazwyczaj miejsce na nie jest ograniczone, dlatego pojawiają się recenzje gier, które zapewniają oglądalność. Bardzo mi szkoda ekipy, która tworzyła Very Little Monsters i zarobiła jedynie 22 złote przez pieć miesięcy. Na tym przykładzie doskonale widać, że gry niezależne same się nie obronią (nawet jak nie wiem jakby były dobre). Przykre jest również to, że prasa zachodnia bardziej docenia polskie „indyki” niż nasza rodzima. Dam kolejny przykład – The Few na gram.pl sprzedało się w ciągu pierwszego miesiąca w oszałamiającej ilości 20 sztuk, dlatego nasz rynek jest coraz częściej omijany, nawet przez polskich twórców. Jeżeli chodzi o wizję tego jak będzie wyglądać pisanie o grach w przyszłości to śmiem twierdzić, że nic się nie zmieni, nadal zobaczymy podział na „większych” i na „pasjonatów”.

KO: Jakie są Twoje ulubione gry indie? Które polskie produkcje mogą Twoim zdaniem śmiało mierzyć się z tytułami o światowej sławie? Masz jakichś faworytów, jeżeli chodzi o nadchodzące kilkanaście miesięcy?

JW: Jest tak wiele świetnych tytułów, w które się zagrywałem, że aż trudno mi będzie wybrać. Jeżeli byłby to wybór jednej produkcji to postawiłbym na FEZ. To właśnie ta gra miała na mnie największy wpływ i w momencie kiedy wyszła wersja na komputery osobiste, wciągnęła mnie na kilka ładnych dni. Jeżeli chodzi o polskie produkcje – Artifex Mundi robi najlepsze gry HOPA na świecie i jestem o tym przekonany w 100%. Do tego dochodzi King Arthur’s Gold, który moim zdaniem zrewolucjonizował termin „współpraca”. Nie możemy także zapominać o McPixel, który jako pierwszy przeszedł przez Steam Greenlight. Nadchodzące miesiące zapowiadają się ciekawie a produkcją, na którą najbardziej czekam jest Stonehearth oraz Chasm, wielka szkoda, że FEZ II odszedł już na zawsze…

KO: GamesRage, pierwszy polski bundle pay-what-you-want. Jak wyglądała ta akcja zza kulis? Czy twórcy chętnie godzili się na wzięcie w niej udziału? Są zadowoleni teraz, kiedy już się skończyła? Ty jesteś zadowolony?

JW: Games Rage – temat rzeka. Na wstępie chciałbym podziękować autorom za zaufanie oraz wielką pomoc przy całym projekcie, gdyby nie oni to projekt ten upadłby jeszcze tego samego dnia kiedy wystartował. Praktycznie większość twórców do, których się odezwała była zainteresowana udziałem w naszej akcji, niestety nie ze wszystkimi udało się dogadać co do pierwszej edycji, natomiast mamy już zapewnienie od paru osób co do chęci udziału w kolejnych paczkach. Z całej inicjatywy jestem bardzo zadowolony, wiem jednak, że popełniliśmy sporo błędów, za które chciałbym wszystkich przeprosić. Mam nadzieję, iż kolejne edycje będą jeszcze lepsze i udowodnimy wszystkim sceptykom, że się mylili. Najważniejsze w tym wszystkim nie były pieniądze, jednak chęć pokazania gier, o których pewnie większość nie słyszała. Prawie pięć tysięcy sprzedanych paczek pokazało, że cel ten został zrealizowany z nawiązką.

KO: Ok, dzięki za wywiad :)