22

Od miesiąca jem jedzenie w proszku Powder Matter. Wciąż żyję i mam się dobrze

Byłem bardzo ciekawy coraz popularniejszego jedzenia w proszku, ale jakoś nie zdecydowałem się by spróbować kiedy znajomi namawiali by zamienić kurczaka i ryż na szybkiego szejka. Dlatego propozycję przetestowania produktów Powder Matter przyjąłem bardzo chętnie, z takiej czystej ciekawości.

Zanim jednak zacznę, wyjaśnię kilka kwestii. Nie jestem dietetykiem, nie mam też hopla na punkcie jakości jedzenia. Staram się oczywiście spożywać dobre rzeczy, zwracając uwagę na makroskładniki, ale również to, jak na poszczególne produkty reaguje mój organizm. Od wielu lat „trzymam kalorie”, a co za tym idzie wagę, co kiedyś było dla mnie abstrakcją. Przed testami planowałem przerzucić się na kilka tygodni całkowicie na produkty Powder Matter – ostatecznie uznałem jednak, że to dla mnie za duża zmiana, nie potrzebuję jej, a tego typu posiłki zdecydowanie lepiej sprawdzają się jako dodatek, a nie bazowy sposób odżywania. Po miesiącu wciąż tak uważam.

Jakie produkty oferuje Powder Matter?

Na pierwszy ogień podstawa, czyli pakowane do dużych toreb jedzenie w proszku. Pewnie gdybym bardziej interesował się dietetyką, mógłbym jakoś dokładniej przyjrzeć się wartościom odżywczym poszczególnych produktów Powder Matter. Jak wynika z zapewnień producenta, nie ma tu miejsca na cukier, jest za to sporo białka – na porcję 100 gramów przypada aż 22 gramy protein pochodzących głównie z izolatu białka gryczanego i sojowego. Dla porównania – 100 gramów piersi z kurczaka to około 20-22 gramów białka – choć kaloryczność jest tu około 4x mniejsza niż porcji Powder Matter. Nie zmienia to jednak faktu, że dla części ćwiczących osób taka ilość białka może być bardzo dużym plusem, szczególnie jeśli nie są w stanie przejeść tak dużo mięsa (czy innych produktów) by dostarczyć organizmowi 2g białka na kilogram masy ciała. I tego typu szejk może się okazać na przykład dobrym posiłkiem po treningu, szczególnie po późnym powrocie z siłowni kiedy nie ma się już siły na normalne jedzenie.

Na stronie producenta możecie znaleźć dwie linie produktów. Pierwsza to „Neutral Line”, która z tego co udało mi się wyczytać oparta jest na nasionach, kaszy gryczanej, komosie ryżowej i amarantusie. Tu produkty są dwa – Neutral v2.5 o delikatnym posmaku łagodnej wanilii. Drugi z nich to nieco smaczniejsza malina. I tu faktycznie, smaki wydają się delikatniejsze, a sam szejk sprawia wrażenie bazy – ale pewnie znajdzie swoich amatorów.

Mi do gustu bardziej przypadła linia Original v2.5, gdzie można znaleźć smaki wanilii, czekolady, czekoladowych orzechów laskowych – jest też szejk bezsmakowy. Faktycznie, różnice w smakach czuć, natomiast tu też moją uwagę zwróciła ogólna konsystencja jak i odczucia z samego picia takiej mieszanki. Absolutnie nie kojarzy się ona na przykład z popularnymi odżywkami białkowymi, niezależnie od tego czy mieszałem proszek z mlekiem czy wodą. Wspomniane odżywki białkowe przypominają w smaku słodkie szejki, tu mam zawsze wrażenie, że piję zmielony posiłek. Po pierwsze niezależnie od intensywności mieszania czuć gęstszą konsystencję z delikatną „fakturą”, jak i nieoczywisty dla szejka z proszku smak. Początkowo byłem tym trochę zaskoczony, ale jak dowiedziałem się od producenta – tak ma być i to jedna z cech produktów Powder Matter, które – jakby nie patrzeć – imitują posiłek. Na początku może się on wydawać delikatnie „cierpki”, ale po kilku szejkach się do niego przyzwyczaiłem i nie był czymś odrzucającym.

W zestawie otrzymujemy szejker z nierdzewnej stali, do którego wrzuca się specjalną (też w zestawie) sprężynę, która pomaga w mieszaniu. Proszki rozpuszczają się dobrze, nie zauważyłem grudek, na dnie szejkera nie zostawał proszek. Ale tu też trzeba dobrze wyczuć ile czasu i siły poświęcić na mieszanie – na upartego można też użyć blendera.

Rozmawiając z przedstawicielem Powder Matter dowiedziałem się, że podejmując decyzję o całkowitym przerzucenie się na jedzenie tego typu trzeba pamiętać o piciu większych ilości wody (przynajmniej około 2,5-3 litra dziennie). Jak to mówią – wody nigdy za dużo – więc nie traktuję tego jako minus.

Kolejnym produktem, który sprawdziłem były „Meal Bars”, czyli po prostu batony. Tu również jedna porcja dostarcza około 400 kcal na 100 gramów i muszę przyznać, że bardzo mi posmakowały – no może poza cynamonowym, ale akurat nie jestem jakimś wielkim fanem tego smaku. Najbardziej podpasował mi smak orzecha kokosowego i migdałów, testowo jadłem również czekoladę i dość nieoczywiste, ale na swój sposób intrygujące jagody goji. Podoba mi się konsystencja tych batonów, są naprawdę treściwe i kompletnie nie kojarzą się z popularnymi batonami proteinowymi oblanymi czekoladą, napełnionymi słodką masą. Minus tego produktu widzę tylko jeden – cena. Jeden baton kosztuje bowiem aż 3,50 euro, czyli ponad 15 złotych. Niby niewiele jak za posiłek (który w moim odczuciu baton zastępował bardziej niż szejk, ale może to kwestia formy), ale jednak wciąż dość dużo jak na batona.

Kompletne zestawienie produktów oferowanych przez Powder Matter znajdziecie na ich stronie internetowej – gdzie też możecie je zamówić.

Czy warto jeść proszek od Powder Matter?

Całkowita przesiadka na jedzenie tego typu jest oczywiście możliwa, ale bardzo dużo zależy od Waszego stosunku do samego jedzenia. Bo to nie jest tak, że tego typu szejk w pełni zastąpi Wam normalny posiłek – to oczywiście kwestia psychiki i przyzwyczajenia. Na pewno jest nieporównywalnie szybszy w przygotowaniu, ma nieźle rozpisane makroskładniki i wydaje mi się być idealnym rozwiązaniem kiedy chcecie zredukować wagę. Choćby dlatego, że wszystko jest tu jasno rozpisane i w zasadzie każda porcja ma tyle samo kalorii. Bo redukcja to w dużej mierze matematyka – ujemny bilans kaloryczny, chudniecie – dodatki, przybieracie na masie. Mając więc ustalone dzienne kalorie, takie jedzenie jest bardzo wygodne i banalnie proste do policzenia.

No właśnie, tylko nic nie chrupie, nie oferuje specjalnie wyszukanych doznań smakowych, nie pachnie – a to też bardzo ważne rzeczy związane z posiłkiem. Z drugiej strony ma też oczywiście swoje zalety, jak choćby szybkość i łatwość przygotowania. Na pewno chętniej i częściej sięgałbym po Powder Matter gdybym pracował w redakcji tak, jak przed pandemią – przywiózłbym sobie ze dwie torby do biura i zastępował nimi codziennie dwa posiłki. W domu natomiast kusiła lodówka, była możliwość przygotowania normalnych posiłków, które często wygrywały z szejkiem. Najwygodniej i najprzyjemniej spożywało mi się szejki Powder Matter jako jeden z posiłków albo posiłek potreningowy po powrocie z siłowni czy roweru.

Inną sprawą są batony, które zjadłem wręcz błyskawicznie – były smaczne, podobała mi się ich konsystencja i sytość, jaką każdy z nich oferował. I naprawdę żałowałem kiedy wyrzucałem papierek po ostatniej testowanej sztuce.

Czy warto? Moim zdaniem jako dodatek do normalnej diety, zdecydowanie tak. Podoba mi się konsystencja tego posiłku, brak skojarzeń ze słodkim szejkiem odżywki białkowej czy innych tego typu miksowanych specjałów. Łatwość i szybkość przygotowania, jasno rozpisane kalorie i makroskładniki. Jestem bardzo ciekawy czy Powder Matter wejdzie do Polski z mocną kampanią promocyjną tak, jak robi to konkurencja. Bo to może się okazać kluczem do sukcesu lub jego braku. Sam produkt jest bowiem dobry i, moim zdaniem, spełnia oczekiwania.

ps. jako ciekawostkę dodam, że czas testów Powder Matter przypadł na ostatnie tygodnie mojej redukcji. Pewnie udałoby się również bez nich, ale ostatni 3 kilogramy zrzucało się zdecydowanie łatwiej dopisując sobie po prostu do dziennika raz lub dwa razy dziennie 400-425 kcal z szejka – a nie zastanawiając się czy aby na pewno jakiś normalny produkt przygotowany w nieco innej formie ma tyle kcal ile myślałem.