10

Potrzebujemy bardziej zrozumiałych regulaminów i licencji – przypadek Instagram najlepszym przykładem

Jak to jest, że przed instalacją wielu aplikacji na naszych komputerach i urządzeniach mobilnych, przed założeniem konta na dowolnym serwisie czy portalu, a nawet przed założeniem konta na forum, musimy zaakceptować regulamin, licencję, terms of service (TOS), ale tak mało osób je czyta, a jeszcze mniej osób może je zrozumieć i poprawnie zinterpretować? Jaki cel […]

Jak to jest, że przed instalacją wielu aplikacji na naszych komputerach i urządzeniach mobilnych, przed założeniem konta na dowolnym serwisie czy portalu, a nawet przed założeniem konta na forum, musimy zaakceptować regulamin, licencję, terms of service (TOS), ale tak mało osób je czyta, a jeszcze mniej osób może je zrozumieć i poprawnie zinterpretować? Jaki cel ma stworzenie regulaminu, który zaakceptować musi każdy, a zrozumieć może tylko prawnik? To tworzy ogromne pole do nadużyć, manipulacji, nieporozumień, pomyłek… Wypadałby rozwiązać ten problem raz na zawsze.

Czy jest na sali ktoś, kto przeczytał licencję czy regulamin każdego programu i serwisu z którego korzysta, od deski do deski? To pytanie w zasadzie retoryczne. Czemu zatem nie czytamy tych jakże ważnych dokumentów, które regulują wszystkie kwestie, które możemy zarówno my – użytkownicy, jak i sam serwis? Przecież ryzykujemy konsekwencjami dużego kalibru, które całe szczęście może nie zdarzają się zbyt często, ale jak już dojdzie do komplikacji, to mamy poważny problem. Odpowiedzi jest kilka, tego rodzaju dokumenty są zwykle długie i ekstremalnie nudne, przede wszystkim zaś niezrozumiałe, więc nawet jak wyjmiemy pół godziny ze swojego życia, nie jest powiedziane, że będziemy doskonale wiedzieli na co się zgadzamy. Dlatego zakładamy zdroworozsądkowo, że nikt nie ma złej woli, wszystko jest dla ludzi i nie ma się czym przejmować. Jakoś to będzie. Potem pojawia się taki Pobieraczek, który nasze zaufanie wykorzystuje.

Jest jeszcze inny, aktualny przykład. W związku ze zmianą regulaminu Instagram, którą opisałem wczoraj, w internecie zawrzało, niemal każdy zagraniczny serwis publikował ostrzeżenia przed konsekwencjami jakie niesie ze sobą nowy regulamin. Moim zdaniem to całkiem dobra reakcja, skoro ludzie nie czytają regulaminów, czasem warto ich ostrzec – sam zapewne bym nic o tym nie wiedział, gdyby nie artykuły, które przeczytałem. Opracowując wczorajszy artykuł zauważyłem jedną rzecz – każdy serwis, który odnosił się do nowego TOS Instagramu i przedstawiał konsekwencje jakie on niesie, interpretował go trochę inaczej. Jeden serwis pisał, że jeśli nie skasujemy konta przed 16 stycznia, to wszystkie nasze zdjęcia podlegają nowemu regulaminowi i mogą zostać wykorzystane w reklamie, inny serwis pisał, że zmiany dotyczą tylko zdjęć umieszczonych po 16 stycznia i nawet jak nie skasujemy konta, ale nie wrzucimy nowych zdjęć, to nic nam nie grozi.

Instagram

Wreszcie na The Verge wypowiedział się prawnik – Nilay Patel, mówiąc, że każdy serwis przechowujący w sieci nasze zdjęcia czy inne pliki naszego autorstwa musi mieć do nich prawo, na wszelki wypadek większe niż jest to konieczne, bo oferuje swoje usługi na całym świecie. Wyjaśnił również, że nowy regulamin nie zezwala na modyfikowanie naszych zdjęć np. przez dodanie do nich firmowego logo. To co może zrobić Facebok lub Instagram, to nawiązać współprace z reklamodawcą, np. producentem piwa, i wyświetlić promowany post „Oto nasze ulubione zdjęcia naszego baru”. Przypomina to sponsorowane posty na Facebooku, czyli jeżeli zamieścimy post, że lubimy jakąś markę, ta marka może zapłacić Facebookowi, żeby ten post wyświetlał się dłużej na szczycie ściany naszych znajomych.

Sam Patel stwierdza, że Instagram spaprał sprawę nie wyjaśniając tyk kwestii swoim użytkownikom. Teraz mleko się wylało i można tylko ratować sytuację informując użytkowników, ale tych, którzy skasowali konta już prawdopodobnie nie odzyskają, na pewno nie wszystkich.

Dla mnie jest to idealny przykład oderwania od rzeczywistości – musiał przyjść prawnik i wytłumaczyć to, co powinien przeczytać każdy użytkownik Instagram, a nie potrafiły tego zrobić największe portale zajmujące się technologią. Cytując pewien filmik z Tomaszem Lisem – „Skąd ci biedni ludzie ku*wa mają to zrozumieć, bo ja nic z tego nie rozumiem”. Pisanie regulaminów i umów skomplikowanym, prawniczym językiem jest po prostu bez sensu i jak przykład Instagram pokazuje, może się odbić czkawką samej firmie.

Owszem, być może takie zapisy prawne powinny istnieć, skoro prawo funkcjonuje tak, a nie inaczej i powinny być dostępne do wglądu dla zainteresowanych. Za to użytkownikowi powinna być pokazywana wersja lekkostrawna, to znaczy taka, która jest zgodna z prawdą i dokumentem prawnym ale mówi prostymi słowami: możemy z Twoim zdjęciami to i to, tego nie możemy, a to możemy, bo musimy się zabezpieczyć, ale nie chcemy tego wykorzystywać w praktyce, to tylko dmuchanie na zimne.

Wszystkie firmy powinny być zobowiązane przedstawić swoje regulaminy w formie „kawa na ławę”, a jeśli taki projekt jest nierealny, czego się spodziewam, to może trzeba uruchomić serwis, który przedstawia regulaminy najbardziej popularnych usług, serwisów i programów w bardziej zrozumiałej formie. Wtedy wystarczy wejść, wpisać w wyszukiwarkę nazwę aplikacji bądź adres strony i w 2 minuty dowiedzieć się czego powinnyśmy się spodziewać, jakie mamy prawa i na co powinniśmy uważać. Może wreszcie skończyłby się dyskusje, jak stwierdzić legalność Windows, czy wersję OEM trzeba kupować ze sprzętem komputerowym, czy Photoshopa w wersji studenckiej można używać po ukończeniu edukacji oraz jakie prawa działa na naszą niekorzyść w przypadku wielu serwisów przechowujących nasze dane, zdjęcia, dokumenty itd.

Na koniec dodam, że nie bronię Instagram, mimo, że rozumiem jego chęci generowania zysków bez wpychania reklam pomiędzy zdjęcia Ten sposób promocji nie różni się specjalnie od promowanych postów na Facebooku, ale wciąż niezbyt podoba mi się takie podejście. Moje zaufanie do Facebooka również zostało ostatnio bardzo mocno ograniczone. Nie ma sensu twierdzić, że to zło wcielone i nawoływać do kasowania kont, każdy ma swój rozum i powinien podjąć decyzję za siebie. Ja podjąłem taką, że z Facebooka będę korzystał w podstawowym zakresie, komunikując się ze znajomymi, ale nie powierzając mu swoich zdjęć i innych danych, a Instagram w ogóle nie jest mi do szczęścia potrzebny, przed zmianą regulaminu również nie był, chociaż uruchomienie profili WWW na chwilę mnie do niego przyciągnęło. Skoro jednak każdy ma podejmować decyzję za siebie, dobrze byłoby, żeby każdy, bez pomocy prawnika, mógł zrozumieć TOS czy dowolny inny regulamin, inaczej podjęcie świadomego wyboru jest po prostu niemożliwe.