51

Porno na celowniku!

Potyczki polskiego parlamentu z pornografią to od lat istna komedia pomyłek. Najbardziej dotychczas zapędził się PiS, który w ramach walki z erotyką postanowił przywrócić komunistyczną cenzurę. Pomysł rozbił się o ścianę logiki niczym mucha o przednią szybę. Tym bardziej, że posłowie do dziś nie wiedzą, z czym walczą – nikt bowiem nie pokusił się o […]

Potyczki polskiego parlamentu z pornografią to od lat istna komedia pomyłek. Najbardziej dotychczas zapędził się PiS, który w ramach walki z erotyką postanowił przywrócić komunistyczną cenzurę. Pomysł rozbił się o ścianę logiki niczym mucha o przednią szybę. Tym bardziej, że posłowie do dziś nie wiedzą, z czym walczą – nikt bowiem nie pokusił się o prawne zdefiniowane erotyki i pornografii. A jednak szykuje się kolejny atak.

W 2006 roku przeprowadziłem wspólnie z firmą Kolporter akcję informacyjną, dzięki której do blisko 29 tysięcy kiosków i salonów prasowych trafiły naklejki o treści „Stop – odpowiedzialny sprzedawca nie sprzedaje czasopism erotycznych młodzieży do lat 18”. Sprzedawcy otrzymali też napisaną przeze mnie instrukcję dotyczącą takiej ekspozycji materiałów erotycznych, by na ich odbiór nie były narażone osoby niepełnoletnie.

– Cieszy każda akcja chroniąca małoletnich. Ta inicjatywa świadczy o pozytywnej refleksji ludzi zaangażowanych w ten biznes – komentuje poseł Tadeusz Cymański (PiS).

Akcja miała nie tylko edukować sprzedawców, ale i douczyć najwyraźniej nieogarniętych parlamentarzystów, bowiem młodociany kupujący film erotyczny w kiosku czy salonie prasowym to mit. Dziś młodzież ściąga erotykę, nawet tę nielegalną, za darmo, za pośrednictwem pirackich systemów internetowych.

Wskazuje na to Parry Aftab, amerykańska specjalistka ds. bezpieczeństwa dzieci w sieci, w swojej książce „Internet a dzieci. Uzależnienia i inne niebezpieczeństwa”:

Dzieci nie muszą szukać kioskarza, który zechce sprzedać im pisemka porno. Nie muszą wyciągać pieniędzy, by je kupić. Nie muszą przemycać ich z domu kolegi (…). To, co mogą zobaczyć w sieci, jest dostarczone do domu, bezpłatne, bardzo łatwe do znalezienia (poprzez zwykłą wyszukiwarkę) i w wielu przypadkach – znacznie bogatsze graficznie niż to, co mogłyby dostać spod lady”.

Sprawa niekonstytucyjnego ataku PiS na erotykę i w ogóle prasę  rozeszła się jednak po kościach. Sam problem tradycyjnie pozostał. Sęk w tym, że wciąż nie jest on właściwie zdefiniowany. Posłowie wiedzą, że gdzieś dzwoni, ale nie mają pojęcia, w którym kościele.

Miast walczyć z kulawym polskim prawem, które pozwala np. na funkcjonowanie stron tzw. „dobrych pedofilów”, z poduszczenia czynników religijnych posłowie rzucają się z nożami na gołe cycki. Choć biorąc pod uwagę sensowność tych ataków, gotów jestem stwierdzić, że mniej tu noża, a więcej wywalonego mokrego języka. Bo jakże inaczej określić to niezdrowe zainteresowanie sferą, które wymaga nie eliminacji, tylko regulacji?

Zagrożenia czają się natomiast gdzie indziej i polskie prawodawstwo wciąż nie może sobie z nimi poradzić. Największym z nich jest internetowa pedofilia oraz inne przejawy nielegalnej, tzw. twardej pornografii w sieci. Wciąż funkcjonuje dla przykładu strona tak zwanych „dobrych pedofilów” i o dziwo nie można z tym faktem nic zrobić, bo według Komendy Głównej Policji w Warszawie, nie narusza ona polskich przepisów.

Warto zwrócić uwagę na fakt, że nikt z bojowników o moralność do dziś nie zwrócił uwagi na wadliwy przepis w Kodeksie Karnym, który pozwala na dystrybucję pornografii 15-latkom!!!

§ 2. Kto małoletniemu poniżej lat 15 prezentuje treści pornograficzne lub udostępnia mu przedmioty mające taki charakter albo rozpowszechnia treści pornograficzne w sposób umożliwiający takiemu małoletniemu zapoznanie się z nimi, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Ale i to jest banał, bowiem ten sam artykuł Kodeksu Karnego mówi, że gdy masz 15 lat, to możesz z własnego wyboru grać w pornosach, a Twój tatuś może je sprzedawać i nikt się do was przyczepić nie może (sic!).

Żeby było śmieszniej, żaden dokument nie precyzuje czym de facto jest pornografia. Nikt bowiem do dziś w Polsce nie stworzył jej definicji!

Kuriozalne, że tych problemów parlamentarzyści nie dostrzegają i, jak na pornografię przystało, zabierają się do tematu od d..y strony. W sumie nihil novi, bo pochędożyć każdy lubi.

Tym razem, siedem lat po wpadce PiS, sprawą zajął się Marek Biernacki, minister sprawiedliwości (i prawa?), który autorytatywnie stwierdził, że pornografia sieje spustoszenie w głowach młodych ludzi. Ciekawe, czy doczytał Kodeks Karny, by dowiedzieć się, że jako przedstawiciel organu ustawodawczego sam niejako jest odpowiedzialny za wciąż funkcjonującą granicę 15 lat…

Chyba jednak nie, bowiem nowa krucjata wymierzona jest przeciwko gołym babom w sieci. Pan minister poczytał był, że ruch taki wykonują Brytyjczycy i postanowił importować metodę do ziemi ojczyźnianej.

Minister Biernacki chce iść śladami premiera Davida Camerona, który w poniedziałek ogłosił „krucjatę przeciw pornografii”. – Niszczy niewinność i dzieciństwo naszych dzieci. Jako polityk i ojciec czuję, że nadszedł czas, by działać – mówił brytyjski premier. Jego rząd porozumiał się z największymi dostawcami internetu. Do końca roku założą na swoich łączach filtry rodzinne. Oznacza to, że ci Brytyjczycy, którzy będą chcieli obejrzeć film lub strony pornograficzne, będą musieli wystąpić do dostawcy internetu o zdjęcie blokady. – Pomyślimy o przeniesieniu podobnych regulacji na grunt polski. Ochrona młodych ludzi powinna być naszym priorytetem – mówi Marek Biernacki. Dopytywany o szczegóły resort sprawiedliwości informuje, że „będzie się przyglądać brytyjskim rozwiązaniom i przeanalizuje, czy można je wprowadzić w Polsce”. (źródło)

To słodkie, drogi Panie Ministrze, że będziecie się przyglądać wysiłkom wyspiarzy, ale może by tak przejrzeć własne podwórko? Na przykład przywoływany już powyżej Kodeks Karny? Pan, zdaje się, jest ministrem sprawiedliwości, ergo dokument ten winien Pan mięć w małym palcu, n’est-ce pas? Niech rzucę okiem w Wikipedię, co my tu mamy?

W 1985 ukończył studia prawnicze na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego.

Tada! Trafiony, zatopiony! No to jak będzie, mistrzu? Może najpierw porządek we własnych papierach, a dopiero potem kopiowanie wzorców z narodu, który podobny jest do nas jak prącie do ucha?

Dostęp dzieci do pornografii w sieci jest problemem. Jeszcze większym pozostają mroczne rubieże sieci, gdzie funkcjonują wszelkiej maści perwersje, których nazwy nie chcę tu nawet wymieniać. Największym jednak problemem jest mała skuteczność w walce z internetową pedofilią, a ponieważ strony takie są dzikie, żaden filtr w tej materii nie pomoże. Jedynym skutkiem  brytyjskiego wzorca będzie ograniczenie dorosłych i ich kontrola (dziś pracodawca szpieguje nas na Facebooku, jutro będzie sprawdzał, czy lubimy sprośne filmy!), natomiast dzieci, jak były narażone, tak narażone pozostaną. Gdzie więc tu sens poza czysto propagandowym działaniem obliczonym na głosy katolickiego elektoratu? Jako specjalista ds. nowych mediów ja tu sensu nie widzę. Dziękuję za uwagę.