26

Ponad połowa fanów sportu to piraci. Trochę wstyd

Mogłoby się wydawać, że im więcej usług oferujących dostęp do treści, tym mniej będzie chętnych na nielegalne pozyskiwanie materiałów. Niestety internetowa zasada, w myśl której "po co płacić za coś, jeśli można mieć to za darmo" jest wciąż bardzo silna. I nie ma znaczenia, że chodzi o sport i jego fanów.

Ponad połowa fanów sportu piraci materiały przynajmniej raz w miesiącu

Synamedia opublikowała badania, z których wynika, że ponad połowa fanów sportu piraci materiały przynajmniej raz w miesiącu. Powtórzę – ponad połowa. I jakkolwiek głupio to nie zabrzmi, to właśnie ci oglądający treści z nielegalnych źródeł wydają się ich największymi fanami – niezależnie od tego o jaki rodzaj sportu chodzi.

Badanie daje też jasny sygnał, że znalezienie fana sportu, który nigdy nie skorzystał z nielegalnych, spiraconych materiałów jest sporym wyzwaniem. Spośród wszystkich przebadanych osób tylko 16% przyznało się, że nigdy nie pozyskało materiałów z tego typu źródeł – choć ja bym jeszcze zabrał kilka procent, bo to pewnie ludzie, którzy wstydzili się do tego przyznać.

Badanie jest dość ciekawe, bo określiło trzy typy fanów sportu, którzy sięgają po materiały z nielegalnych źródeł.

Pierwszą z nich stanową starci mężczyźni, którzy nie upodobali sobie jednej dyscypliny sportu. Co ciekawe – większość z nich uważa, że nielegalne treści nie są dobre i zamierzają utrzymać posiadane subskrypcje dające dostęp do materiałów sportowych. A to jednocześnie oznacza, że piracą to, czego nie mogą znaleźć w swoich usługach.

Druga grupa jest młodsza i mocniej skupia się lokalnych lub niszowych dyscyplinach sportowych. I tu mamy dodatkowy podział na fanów, którzy nie widzą nic złego w korzystaniu z nielegalnych źródeł, jak i tych, którzy robią to od czasu do czasu i co do zasady skupiają się głównie na legalnych usługach.

Ostatnia grupa to tak zwani „casuale”, którzy mówią wprost, że nie piracą zbyt często. No tak, jak nie piracą zbyt często, to pewnie sami się w ten sposób usprawiedliwiają. Ciekawe czy mają w głowie jakąś granicę, po przekroczeniu której czują moralnego kaca.

Piracenie dla zasady czy niejako z przymusu?

Tak samo jak nie ma idealnego VOD, tak samo nie ma idealnej usługi oferującej dostęp do treści sportowych. Pewnie przy wykupieniu wszystkich dostępnych abonamentów czy jednorazowych transmisji, udałoby się uzyskać dostęp do większości interesujących materiałów. Prawdopodobnie, bo przecież usługi posiadają również blokady regionalne i nie wszystkie da się wygodnie czy sprawnie ominąć VPN-em. Część materiałów jest też pewnie niedostępna online i to retransmisje z kanałów telewizyjnych. Wiele już w sieci widziałem, łącznie z materiałami live, które ktoś kręcił smartfonem i udostępniał na swoim profilu na Facebooku. Bo sami dobrze wiecie, że da się znaleźć sposób na wszystko.

Osobiście nie kupuję tłumaczenia „piracę, bo nie mogę tego kupić” – choć widzę różnicę między osobą, która faktycznie nie miałaby żadnych oporów przed zakupem dostępu do transmisji czy abonamentu i nie może tego zrobić a kimś, komu nie przeszło to nawet przez myśl i bez chwili zawahania sięga po nielegalne transmisje. Pieniądze? Oczywiście, to często nie są symboliczne kwoty, szczególnie w biedniejszych krajach – ale na wszystko jest jakiś sposób. Można przecież spotkać się ze znajomymi i wspólnie wykupić dostęp do transmisji z meczu czy gali. Choć sam nie jestem fanem sportu i tak naprawdę nic nie pochłania mnie jakoś bardzo mocno, to wielokrotnie zrzucałem się w ten sposób, korzystając przy okazji ze wspólnie spędzonego ze znajomymi czasu. Ciężko mi natomiast zrozumieć, jak ktoś oddany na przykład piłce nożnej nie jest w stanie przeznaczyć pieniędzy na swoje hobby i bezrefleksyjnie sięga po nielegalne transmisje.

Przeczytaj też: Pobieranie muzyki za darmo – oto TOP5 legalnych źródeł

Skoro o piractwie mowa – temat muzyki jest mi zdecydowanie bliższy niż temat sportu. Od dawna zachodzę w głowę jak to możliwe, że na rynku muzyki istnieje jeszcze coś takiego jak piractwo i ludzie faktycznie sięgają po paczki z plikami w formacie mp3. Przy tak świetnie rozwiniętych usługach oferujących streamingowy dostęp do płyt i utworów, to po prostu nie ma sensu. A, że czegoś tam nie ma? Jest więcej niż pewne, że zostało wydane na fizycznym nośniku, a i pewnie jest dostępne do kupienia w cyfrowej formie. Sam cały czas kupuję płyty audio, nawet jeśli te same albumy można znaleźć w Spotify czy Tidalu. Dla mnie fan muzyki to osoba, która szanuje pracę muzyków i nie tylko uczęszcza na ich koncerty, ale okazuje również wsparcie kupując płyty.

grafika

źródło