45

Pomoc socjalna w Wolsztynie rozdała laptopy warte pięć tysięcy złotych sztuka, które teraz lądują w lombardach

Zjawisko technologicznego wykluczenia to nie żarty. Druga dekada XXI wieku to świat, w którym nie posiadanie komputera potrafi dać się człowiekowi we znaki. Szukanie pracy, sama praca, odbieranie informacji, komunikacja – do tego potrzebujemy odpowiedniego sprzętu. Jednakże nie każdego stać nawet na najtańszy komputer, więc w ramach wyrównywania szans postanowiono użyczyć potrzebującym zakupionych specjalnie na […]

Zjawisko technologicznego wykluczenia to nie żarty. Druga dekada XXI wieku to świat, w którym nie posiadanie komputera potrafi dać się człowiekowi we znaki. Szukanie pracy, sama praca, odbieranie informacji, komunikacja – do tego potrzebujemy odpowiedniego sprzętu. Jednakże nie każdego stać nawet na najtańszy komputer, więc w ramach wyrównywania szans postanowiono użyczyć potrzebującym zakupionych specjalnie na tę okazję sprzętów. Akcja ruszyła w Wolsztynie w województwie Wielkopolskim Okazało się, że potrzebujący wcale jednak komputerów nie potrzebują.

Gorzej – od razu po otrzymaniu komputerów, wielu świeżych „użytkowników” postanowiło spieniężyć laptopy. A to niemały pieniądz, bo każdy z komputerów, wraz z oprogramowaniem kosztowały 5,4 tysiąca złotych. Tymczasem, jeden z „potrzebujących” próbował go sprzedać od razu po otrzymaniu sprzętu za… 500 złotych. Podobno w lombardach gminnych sprzętów już nie brakuje.

Oficjalnie sprzęt został „pożyczony” i jest własnością gminy. Przez pięć lat urzędnicy mają prawo sprawdzać czy rodzina, która dostała komputer w dalszym ciągu go ma i z niego korzysta. Chyba nietrudno jednak się było domyślić, że nie raz padnie stwierdzenie „nie wiem panie, zgubił się, nie znam się, co mi pan zrobisz”. Podobno komputery zostały „odpowiednio oznaczone”, co ma zagwarantować ich ewentualne namierzenie. Całe szczęście, że laptopów nie da się rozebrać i sprzedać na części… Oh, wait…

Spójrzmy prawdzie w oczy – w dużej części komputery zostały dostarczone osobom potrzebującym, ale nie dostępu do komputera, a pięciu złotych na „Leśny Dzban” czy inne „Wino marki Wino”. Z całym szacunkiem, ale finansowanie im wysokiej jakości sprzętu to rzucanie pereł przed wieprze. W pierwszej kolejności trzeba tym ludziom dać sensowny powód, żeby chcieli robić w życiu cokolwiek, żeby chcieli żyć, a dopiero później fundować im nietanie przecież sprzęty. Komputer nie jest potrzebny każdemu i do wszystkiego – jest ułatwieniem, jest narzędziem, ale dla osób, które chcą i potrafią z niego korzystać. Można też podejść inaczej – dać sprzęt, ale zacząć jednocześnie uczyć, edukować, prowadzić obowiązkowy kurs… cokolwiek. Równie dobrze można by tym ludziom dać mikroskopy elektronowe.

Drugą, może nawet bardziej interesującą kwestią jest fakt, że na komputery wraz z oprogramowaniem wydano ponad pięć tysięcy złotych za sztukę. Przepraszam bardzo, czy to są laptopy gamingowe wraz z najnowszą wersją Photoshopa i wypchanym kontem Steam? A może zainwestowano w Sony Vegas Pro? Bo nie widzę innego wytłumaczenia, dlaczego sprzęt dla podstawowych zastosowań ma prawo tyle kosztować. Oryginalny Windows, wraz z pakietem Office to koszt kilkuset złotych, nie mówiąc o tym, że w przypadku laptopów system operacyjny zazwyczaj jest dostarczany wraz z urządzeniem. Może wykupiono wirtualne dyski i opcje „premium” dla Evernote, zakupiono licencje na WinRara, zamiast użyć darmowego 7-Zip i… Nie, nie wyobrażam sobie tego – zakładając, że jeden taki laptop mógł kosztować dwa, góra trzy tysiące złotych (a to już byłby przecież solidny sprzęt!), to na co wydano resztę pieniędzy?