24

E-sklepy unikną podatku handlowego. No chyba, że… nie unikną

Zawiły tytuł, wiem. Może nawet pozbawiony sensu, wiem. Ale oddaje atmosferę projektowania podatku handlowego, o którym mówi się od kilku miesięcy. Na początku tego roku wydawało się, że jego kształt został dopracowany i sprawa jest przesądzona, pisaliśmy wówczas, że sklepy internetowe mogą być objęte nowym podatkiem. Ale od tego czasu sytuacja poważnie się zagmatwała, nowa danina dla e-sklepów jest niepewna. Nie brakuje w tym sprzecznych doniesień...

W trosce o państwową kiesę

Polskie e-sklepy miały się zrzucić na realizację niektórych projektów zapowiedzianych przez nową władzę – tak wynikało z informacji, jakie krążyły w branży na początku roku. Forsowany przez rząd podatek handlowy miał objąć swym zasięgiem e-handel, bo to łakomy kąsek, który z każdym rokiem powinien rosnąć. Już dzisiaj roczne przychody sięgają tu kilkudziesięciu miliardów złotych, wraz z postępującą penetracją rynku przez Internet czy sprzęt mobilny, zakupy w Sieci powinny zyskiwać na znaczeniu.

Nowa opłata wiązałaby się jednak z określonymi konsekwencjami, dodatkowe koszty byłyby np. przerzucane na klientów. A to nie koniec problemów:

Jak zauważa Monika Majewska, dyrektor marketingu i e-commerce odzieżowego Balladine.com, wpłynie to również na konkurencyjność w stosunku do zagranicznych sklepów. A biorąc pod uwagę specyfikę handlu internetowego niesie to za sobą jeszcze jedno ryzyko, sprzedawcy zaczną wynosić się z naszego kraju, nie płacąc już tu żadnych podatków. Praktyki rejestracji stacjonarnych firm w rajach podatkowych przeniosą się na handel internetowy, uszczuplając jeszcze bardziej wpływy z podatków.[źródło]

Trudna sprawa. Ale jednocześnie nadal niewyjaśniona. Kilka miesiecy temu wydawało się, że nowy podatek szybko zostanie wprowadzony, lecz do tego nie doszło – branża głośno wyraziła swoje niezadowolenie i obawy, iż podatek, który miał im pomóc w rywalizowaniu z zagranicznymi sieciami, okaże się gwoździem do trumny rodzimego handlu. Rozpoczęły się rozmowy, które przynoszą zaskakujące efekty.

Będzie, czyli nie będzie. Polskie e-sklepy w kropce

W ostatnich dniach sporo mówiło się o dopracowywaniu założeń podatku handlowego i słuchając tego wysoko unosiłem brwi. Było to spowodowane sprzecznymi doniesieniami. Co ciekawe, pochodziły one ze źródła – komunikatu nie zniekształciły media. I tak wczoraj czytałem, że:

Podatku nie unikną polskie e-sklepy. Będą płacić nową daninę na takich samych zasadach co tradycyjne placówki handlowe. Nie ma wyłączenia na sprzedaż paliw, co oznacza, że sieci stacji paliw także będą musiały płacić podatek detaliczny. Podatek – zgodnie z założeniami – miałby obowiązywać od 1 lipca 2016 roku. Gdyby rządowi PiS udało się dotrzymać tej daty, wedle szacunków mógłby liczyć na wpływy w ok. 1 mld zł do budżetu w 2016 r.[źródło]

Nie minęło jednak wiele czasu i trafiłem na takie doniesienia:

Handel internetowy nie zostanie opodatkowany, podatek od sprzedaży detalicznej nie będzie też obejmować sieci franczyzowych, a płatnicy będą identyfikowani na podstawie NIP – powiedział PAP wiceminister finansów Wiesław Janczyk o nowych założeniach tzw. podatku od handlu.[źródło]

Trudno się w tym połapać i cieszę się, że nie prowadzę działalności tego typu. Polskie e-sklepy pewnie z uwagą obserwują poczynania polityków, bo ewentualne zmiany mogą mieć spory wpływ na ich biznes. Na całą branżę. Rodzimy e-handel rozwija się, ale nie oznacza to, że sytuacja w sektorze jest kolorowa: sporo firm boryka się z poważnymi problemami, a symbolem tych kłopotów jest chociażby historia Merlina, legendy polskiego e-commerce. Nowe obciążenia pewnie skłonią niektórych sprzedawców do porzucenia biznesu, bo stanie się on nieopłacany. Skorzystają zagraniczne firmy. Oby zatem bliższa prawdy okazała się wersja „polskie e-sklepy nie zapłacą podatku handlowego”…