83

Dlaczego wybory w Polsce wciąż nie odbywają się przez internet?

Jaką drogę przebywa obecnie głos od chwili wrzucenia wypełnionej karty do urny, po oficjalny komunikat PKW z wynikami głosowania? Jak popularne są na świecie rozwiązania IT mające za zadanie ten proces zautomatyzować?

Autorem publikacji jest Robert Paszkiewicz, Dyrektor sprzedaży w OVH Polska

Dokładnie ćwierć wieku minęło od pierwszego wykorzystania systemu informatycznego w wyborach powszechnych w Polsce. Wciąż jednak nie głosujemy przez komputer, czy telefon. W tym roku korzystamy z systemu Wsparcia Organów Wyborczych (w skrócie: systemu WOW). Jego zadaniem jest jednak wyłącznie ułatwienie pracy organów wyborczych. Niewiele ma wspólnego z samym głosowaniem. Jak daleko stąd do e-demokracji?

E-demokracja, czyli głosowanie przez Internet?

Jednym z przejawów nurtu e-demokracji, wirtualnej demokracji czy też demokracji elektronicznej (pojęcia używane zamiennie) jest informatyzacja wyborów (ang. e-voting)[1]. E-voting jest alternatywą do tradycyjnych wyborów przeprowadzanych na papierowych kartach, w lokalach wyborczych. W praktyce jest on realizowany na kilka sposobów. Może być to głosowanie, które odbywa się całkowicie przez Internet – wyborcy głosują wtedy z dowolnego miejsca z dostępem do Internetu (mówi się wtedy też czasem o i-votingu). Drugim sposobem realizacji e-votingu jest głosowanie wspomagane elektronicznie. Wyborcy oddają wtedy głos osobiście, korzystając ze specjalnych komputerów wyborczych (ang. voting machines), a systemy IT są po prostu głównym narzędziem, które przyjmuje i zlicza głosy. O e-votingu mówi się jednak także wtedy, gdy systemy komputerowe wykorzystywane są jedynie w celu przedstawienia wyników wyborów, nawet gdy samo głosowanie odbywa się w sposób tradycyjny[2]. W tym najszerszym rozumieniu e-voting jest realizowany w większości państw demokratycznych, które są zinformatyzowane, a więc i w Polsce.

Z perspektywy przeciętnego obywatela, wybory przypominają wzięcie udziału w badaniu ankietowym. Trzeba tylko przyjść do lokalu wyborczego, odnotować ten fakt, a następnie odpowiedzieć na pytanie, komu chcielibyśmy powierzyć władzę. Zaznaczamy odpowiednie osoby, a kartę wrzucamy do urny. Jakiś czas później prezentowane są wyniki sondy. Czemu więc nie przenieść wyborów całkiem do Internetu? Moglibyśmy głosować nie ruszając się z domu… Albo będąc na wakacjach za granicą. Skoro takie to proste, co mogłoby pójść nie tak?

W praktyce, udział obywateli w wyborach to tylko wierzchołek góry lodowej. Zorganizowanie tak wyborów, jak i referendum, to gigantyczne przedsięwzięcie logistyczne, do tego obwarowane surowymi regulacjami prawnymi. Samo sprawne zarządzanie danymi obywateli to nie lada wysiłek, nie mówiąc już o liczeniu i agregowaniu oddanych głosów. Na koniec i tak zawsze pozostaje kwestia legitymizacji wyniku, a więc, w ogóle, uznania ważności głosowania. Paradoksalnie więc, widząc poziom skomplikowania całego przedsięwzięcia, należy zadać sobie pytanie – dlaczego wciąż całkiem nie przenieśliśmy tego procesu do Internetu?

Droga długa i wyboista…

Pierwsze użycie systemu IT jako wsparcia systemu wyborczego, miało w Polsce miejsce w 1993 roku, przy zliczaniu głosów w wyborach parlamentarnych. Internet z kolei wykorzystano po raz pierwszy dopiero w wyborach prezydenckich w 2000 roku. Posłużył do przesłania danych[3]. Na większą skalę systemy IT zostały użyte już podczas wyborów samorządowych w 2002 roku. Wtedy to, w ramach programu pilotażowego, w komputery z modemem i dedykowanym programem zostało wyposażonych aż 10 proc. ze wszystkich obwodowych komisji wyborczych. System umożliwił po raz pierwszy przesłanie zaszyfrowanych danych bezpośrednio z lokali wyborczych do centralnej bazy danych Krajowego Biura Wyborczego (KBW), a także uwiarygodnianie wyników podpisem elektronicznym. Wyborcy z kolei mogli śledzić wyniki głosowania na bieżąco w Internecie[4]. Od tej pory system wielokrotnie się zmieniał i pełnił coraz większą rolę jako informatyczne wsparcie pracy komisji wyborczych podlegających KBW.

Teamwork concept.Young creative coworkers working with new startup project in modern office.Group of three people analyze data on desktop computer.Horizontal,blurred background; Shutterstock ID 583869832

Nie obyło się jednak bez kryzysów. Sytuacja z 2015 roku poważnie nadszarpnęła zaufanie do zdolności przeprowadzenia wyborów przez Internet. W wyniku zaobserwowania nieprawidłowości, postanowiono wtedy zrezygnować ze wsparcia IT i przeprowadzić liczenie głosów całkowicie ręcznie.

W efekcie, podczas wyborów samorządowych w 2018 roku zdecydowano się na skorzystanie z systemu Wsparcia Organów Wyborczych (WOW). Co istotne – nie liczy on głosów, ale ma „ułatwić pracę organów wyborczych i wyeliminować ewentualne błędy”[5]. Wspiera on organy wyborcze już na etapie przygotowań do wyborów – poprzez m.in. przechowywanie danych o obwodach głosowania, kandydatach czy składach komisji. W trakcie głosowania umożliwia natomiast wprowadzanie i sumowanie danych o frekwencji, a po nim – sprawdzenie zgodności arytmetycznej danych zawartych w protokołach i poprawności ustalenia wyników. Za pomocą platformy, zweryfikowane przez komisję wyborczą wyniki głosowania z obwodów przesyłane są do Państwowej Komisji Wyborczej. Umożliwia on także wyborcom sprawdzanie wyników wyborów przez Internet[6].

… ale do celu

Choć w Polsce e-voting wykorzystuje się jedynie do wizualizacji wyników wyborów, za granicą jest on ze zmiennym szczęściem stosowany już od lat, w znacznie szerszym zakresie. Pierwsze wybory przeprowadzone elektronicznie miały miejsce w 2000 roku w stanie Arizona w USA. Obywatele oddali wtedy głosy za pomocą specjalnej strony internetowej, uwierzytelniając je podpisem cyfrowym. W tym samym roku Brazylia wprowadziła w lokalach wyborczych maszynki do głosowania, które umożliwiają podanie ostatecznych wyników w kilka godzin. W Belgii już 14 lat temu prawie połowa wyborców oddawała swoje głosy za pomocą systemu elektronicznego. Głosowanie przez Internet jest możliwe od 2005 roku także w Estonii i korzysta z niego przeciętnie 1/3 uprawnionych do wzięcia w wyborach obywateli. Z e-votingu korzystają również takie kraje, jak: Francja, Niemcy, Szwajcaria, Włochy, Holandia, Norwegia, Irlandia czy Rumunia. Głosowanie elektroniczne to zatem nie tylko trend, ale już w pewnym sensie standard[7] w światowych demokracjach.

Dynamiczny rozwój technologii i idąca za tym informatyzacja życia publicznego, zmieniły nasze życie w bezprecedensowym stopniu. Nie należy więc dziwić się, że pojawiają się pytania o zasięg tych innowacji. Coś, co wydaje nam się standardem w sektorze prywatnym, wcale nie musi być jednak proste do wprowadzenia poza nim. Tym bardziej, że e-voting wiąże się z wieloma szczególnymi wyzwaniami, takimi jak np. zachowanie tajności czy uczciwości głosowania. Dobrze zaprojektowany system informatyczny może jednak nawet zwiększyć bezpieczeństwo wyborów, przykładowo, uniemożliwiając fałszowanie wyników wyborów poprzez bezprawne dorzucanie głosów do urn. Stosowanie systemów IT wiąże się również z oszczędnościami.

Ciemna strona medalu

Demokracja elektroniczna, możliwa dzięki Internetowi, oraz jeden z jej przejawów, jakim jest e-voting, wiążą się jednak nie tylko z udogodnieniami i postępem, ale także z zagrożeniami. Historii znane są przypadki awarii podczas elektronicznych wyborów np. przez zawieszenie komputerów do głosowania – jak miało miejsce kilkukrotnie w USA. Szeroko komentowany był także wypadek odnotowany w Holandii, kiedy komputer zarejestrował w wyniku błędu sam z siebie dodatkowe 4 tys. głosów[8]. Zakłócać wyniki wyborów mogą jednak nie tylko błędy systemu, ale także cyberataki. Są to celowe działania hakerów skierowane na rządowe systemy IT, mające na celu utrudnienie przeprowadzenia wyborów bądź sfałszowanie ich wyników. Szerokim echem odbiły się wybory w USA w 2016 roku, kiedy ataki hakerów dotknęły komisje wyborcze w niemal połowie stanów[9].

Gdy mówi się o e-zagrożeniach, nie można pominąć roli fake newsów (czyli nieprawdziwych informacji rozprzestrzenianych w celu dezinformacji), mowy nienawiści czy generowania fałszywego ruchu przez boty – które mają miejsce na skalę niespotykaną nigdy wcześniej. O realności tych zagrożeń świadczyć może także m.in. fakt, że Unia Europejska – przy określeniu celów na wybory do Parlamentu Europejskiego, które odbędą się w maju 2019 roku – opublikowała komunikat-postulat, w którym to właśnie zapewnienie odporności systemów na ataki na infrastrukturę wyborczą, a także walka z delegitymizacją wyborów czy manipulacją, zostały wskazane jako największe wyzwania i zagrożenia dla rzetelnych, integralnych i demokratycznych wyborów[10].

O realnym zagrożeniu dla inicjatyw wyborczych może świadczyć przykład z tegorocznej edycji międzynarodowej konferencji DefCon, podczas której 11-latek w mniej niż 10 minut zdołał włamać się na witrynę internetową, służącą głosowaniu w USA i sfałszować wyniki wyborów[11]  Jak jednak pokazują przykłady innych krajów od lat, przeprowadzenie wyborów przez Internet może się jednak odbywać bez błędów. Warunkiem takiej sytuacji jest utworzenie bezpiecznej, rozległej i bezawaryjnej infrastruktury informatycznej. W tym przypadku pośpiech jest wrogiem dobrego. Warto przyjrzeć się co robi Estonia i Szwajcaria.

Czy jesteśmy gotowi na wybory przez Internet?

Obecnie w Polsce nie planuje się rezygnacji z ręcznego liczenia głosów, ani zarzucenia tradycyjnego modelu głosowania na rzecz e-votingu, jak ma to miejsce w wielu innych krajach na świecie. Według szefowej Krajowego Biura Wyborczego, Beaty Tokaj, głównymi celami, na których obecnie skupia się zespół projektowy polskiego wyborczego systemu informatycznego WOW, są przede wszystkim kwestie bezpieczeństwa oraz autentyczności, integralności i niezaprzeczalności dokumentów elektronicznych[12]. Mimo to, kwestia głosowania przez Internet jest stale obecna w dyskursie publicznym w Polsce. Podejmowane są także różne inicjatywy mające przybliżyć tę wizję. Wciąż jednak wybory przez Internet traktowane są jako pieśń przyszłości.

Myślenie o całkowitej digitalizacji wyborów trzeba poprzedzić pytaniem – czy jesteśmy gotowi na taką rewolucję? – Jeśli chodzi o stronę techniczną, bez wahania odpowiem, że tak. Skuteczne przeprowadzenie wyborów powszechnych przez Internet w kraju rozmiaru Polski jest możliwe. Oczywiście wymaga to przygotowania kluczowych komponentów IT, takich jak sieć serwerów, domen, hostingu, kopii zapasowych danych, wielopoziomowych zabezpieczeń oraz testów i jeszcze raz testów. Mówimy tu o gigantycznych zasobach i wysokich nakładach na inwestycje. Trudniejsze wydaje się jednak pokonanie innej bariery – tej mentalnej. Planując utworzenie takiej infrastruktury nie wolno myśleć w kategoriach jednorazowości. W życiu pewne są trzy rzeczy – śmierć, podatki i awarie infrastruktur. Do wszystkiego da się jednak przygotować, a dzięki hiperkonwergentnym rozwiązaniom ewentualne awarie liczyć możemy w sekundach rocznie.

 

Źródła:

  • [1] https://repozytorium.amu.edu.pl/bitstream/10593/3843/1/duda.pdf
  • [2] http://www.repozytorium.uni.wroc.pl/Content/79494/05_01_I_Dys-Branicka_E-voting_jako_alternatywna_procedura_glosowania.pdf
  • [3] http://rocznikikae.sgh.waw.pl/p/roczniki_kae_z40_25.pdf
  • [4] https://www.computerworld.pl/news/Informatyka-w-wyborach-samorzadowych,46724.html
  • [5] http://pkw.gov.pl/336_Wydarzenia/7/0/22950_Szef_KBW_system_informatyczny_przyspieszy_podanie_wynikow_wyborow_samorzadowych
  • [6] http://pkw.gov.pl/pliki/1458219924_Uchwala_z_2008_zasady_obslugi_infWyborowDoSenatu.pdf
  • [7] http://www.repozytorium.uni.wroc.pl/Content/79494/05_01_I_Dys-Branicka_E-voting_jako_alternatywna_procedura_glosowania.pdf
  • [8] https://www.computerworld.pl/news/E-voting-za-czy-przeciw,128394.html
  • [9] https://businessinsider.com.pl/polityka/rosyjskie-ataki-hakerskie-na-usa-w-czasie-wyborow-w-2016/889ndpt
  • [10] https://eur-lex.europa.eu/legal-content/PL/TXT/PDF/?uri=CELEX:52018DC0637&from=EN
  • [11] https://www.tvp.info/38516407/11letni-haker-zmienil-wyniki-wyborow-w-usa-w-mniej-niz-10-minut
  • [12] http://samorzad.pap.pl/depesze/wiadomosci_centralne/177722/Testy-informatycznego-wsparcia-wyborow