133

Skąd u nas taka dziwna obsesja na punkcie polskości?

polska flaga
Kto nigdy nie wyszukiwał polskich nazwisk po napisach końcowych? Albo nie zauważał nawiązań do naszego kraju w filmach i muzyce? Skąd w nas taka potrzeba bycia zauważonym jako naród?

Sfera stereotypów i popularnych przekonań jest bardzo grząskim tematem do opisywania, ponieważ to, czy ktoś zgodzi się z postawioną tezą jest zazwyczaj zależne od bańki informacyjnej, w której się znajduje. W tym wypadku mam jednak wrażenie, że zjawisko, które chcę opisać, jest na tyle popularne, że znaczna większość kiedyś go doświadczyła, bądź też – wzięła w nim udział. Mam tu na myśli nasz, jak ja to nazywam, narodowy „kompleks” w przez który mamy niewytłumaczalną (i też, rzadko spotykaną w innych nacjach) potrzebę zauważania wszystkiego, co ma choć minimalny związek z naszym krajem na arenie międzynarodowej. I nie, zanim napiszecie, że potępiam patriotyzm czy dokonania chociażby rodzimych sportowców – uprzedzam, że nie o to mi chodzi. Mam tu na myśli wszystkie te dziwne dla mnie sytuacje, gdy najważniejszą informacją o danym dziele, bądź osobie, jest najmniej istotny detal który w jakikolwiek łączy daną osobę bądź rzecz z naszym krajem. Dużą rolę w uwypuklaniu tego zjawiska pełnią oczywiście media, ale myślę, że jest to rzecz wtórna – nie robiłyby tak, gdyby na ludzi to nie działało.

Możemy to obserwować dosłownie wszędzie

Zacznijmy może, od osób, bo tutaj widać to najlepiej. Wiecie, chodzi o muzyków, aktorów, którzy urodzili się za granicą i tam mieszkają, nie czują jakiegokolwiek związku z naszym krajem, nie mówią po polsku etc., ale w ich biografii najważniejszy jest fakt, że gdzieś w ich drzewie genealogicznym byli polscy imigranci. Przykłady? Proszę bardzo: Janick Gers (muzyk Iron Maiden), Emily Ratajkowski (chociaż tu nazwisko akurat sporo zdradza), Jack White czy Scarlett Johansson. Zapewne, gdybym totalnie nie olewał rozrywki, jaką jest kino, mógłbym wymienić więcej osób. Dokładnie na tym samym poziomie memiczności jest szukanie w napisach końcowych filmów polsko brzmiących nazwisk. Czemu niektórzy ludzie to robią? Nie mam bladego pojęcia.

Jeżeli skupimy się na muzyce, czyli nieco bliższym mi temacie, to myślę, że nikomu nie trzeba przedstawiać zespołu Sabaton. Dla tych co jednak nie wiedzą, jest to kapela która gra bardzo uproszczony power metal, a ich warstwa tekstowa kręci się wokół militarnych wydarzeń historycznych. W Polsce nieznani przed 2008 r., kiedy na płycie The Art of War poruszyli temat kampanii wrześniowej. Kolejna płyta – kolejny wzrost popularności, bo utwór o Powstaniu Warszawskim. Potem lekki oddech i następny krążek – odsiecz wiedeńska. I te płyty zdobyły status złotej. Jednak jako, że na najnowszej poruszają tematy z I Wojny Światowej, nikt u nas nawet nie pokusił się, żeby zaktualizować wpis na Wikipedii.

Oczywiście, przykłady można mnożyć. Tu gdzieś pojawi się w filmie polski samochód, tam gdzieś Polska zostanie wspomniana na dużym ekranie. Przecież nie bez powodu CD Projekt RED i Wiedźmin (ale tylko trzecia część) stały się naszymi dobrami narodowymi dopiero, kiedy stały się jakkolwiek rozpoznawalne na arenie międzynarodowej. Bardziej intryguje mnie pytanie

Dlaczego tak jest?

Przecież gdy u nas patrzymy na jakąś grę czy usługę, to ich narodowość obchodzi nas bardzo niewiele, a w przypadku aktorów – tym mniej kim byli jego rodzice czy dziadkowie. I mam wrażenie, ze nieco próbujemy zagłuszyć w głowie fakt, że właśnie tak cały świat patrzy na osoby i przedmioty związane z Polską. Jestem przekonany, że gdyby zapytać w Stanach Zjednoczonych skąd jest CD Projekt RED, zapewne większość odpowiedzi byłaby, że ze stanów. Tak samo myślę, jest w przypadku części „aktorów polskiego pochodzenia” którzy sami nie wiedzą, że ich babka czy prababka urodziła się w Zamościu. A jeżeli wiedzą, to życzę powiedzenia z umieszczeniem Zamościa na mapie świata.

I jasnym jest, że wszystko to wynika z jakiegoś takiego kolektywnego faktu poczucia niedocenienia jako naród. Fakt posiadania przez nasz kraj bogatej i długiej historii kłóci się z tym, że obecnie, przez lata zaborów i socjalizmu, na arenie międzynarodowej znaczymy tyle co nic. Nie jesteśmy ani ważnym rynkiem zbytu, ani też nie jesteśmy wartym uwagi centrum kultury czy sztuki. I tak, mamy swoich aktorów, sportowców czy muzyków, ale tak samo mają ich Czesi, Bułgarzy czy Chorwaci. Jeżeli zastanowicie się, kiedy ostatnio wychwyciliście nawiązanie do Bułgarii w zagranicznym filmie, a będziecie mieli odpowiedź na pytanie, jak ludzie wychwytują nawiązania do Polski.

To się raczej szybko nie skończy

Do dziś pamiętam jaka burza się zrobiła to tym, jak Lewandowski nie znalazł się nawet blisko zdobycia złotej piłki. Ludzie wkurzali się pomimo, iż odpowiedź leżała przed ich nosami – większość dziennikarzy z takich regionów jak np. Afryka po prostu nie ogląda Bundesligi. Tak samo jak nie oglądali jej Polacy, dopóki nie pojawili się tam inni Polacy. I tak jest z wieloma dziedzinami życia. Zapytajcie kogokolwiek za granicą o skoki narciarskie czy zawody strongman, a dostaniecie w odpowiedzi jedno wielkie nic. Trochę tak, jakby ktoś w Polsce zaczął pytać ludzi o wrestling, bądź co gorsza – hokej na lodzie. Nie jesteśmy jako naród w stanie pojąć, że nawet, jeżeli coś jest sławne/znane u nas, to kogoś innego może być całkowicie obce. A że mamy, jak już wcześniej wspomniałem, poczucie, że wszyscy zwrócą uwagę, że dana osoba czy rzecz ma związek z naszym krajem, to czujemy lekki zawód, kiedy widzimy, że nasza największa gwiazda sportowa tak naprawdę nie jest wyjątkowa na arenie międzynarodowej.

I szczerze? Dla mnie nie ma w tym nic złego. Ot, po prostu jesteśmy jako naród w tym miejscu w czasie i przestrzeni. Nikt nam nie zabrania cieszyć się z tego, że sportowiec z naszego kraju zdobywa medale bądź że polski film jest doceniony na arenie międzynarodowej. Ale szukanie na siłę polskich nawiązań w każdym miejscu na świecie i ekscytowanie się tym, że ktoś na nasz kraj zwrócił uwagę moim zdaniem nieco… urąga godności tego samego narodu. Sami stawiamy się w roli poszukiwaczy atencji „zachodu”.

A chyba nie o to chodzi.