30

Czytam, że polscy naukowcy powinni wracać do kraju i… nie mogę się z tym zgodzić. Oby wyjechało ich więcej

Pewnie nie muszę nikomu przypominać, że w ciągu ostatniej dekady nasz kraj opuściły rzesze Polaków - każdy zna przynajmniej kilka osób, które mieszkają dzisiaj poza Polską. Emigracja objęła wszystkie grupy zawodowe, w tym i naukowców, czasem bardzo pożądanych specjalistów. Albo studentów czy doktorantów, którzy naukowcami stali się poza Polską. Pozyskanie tej kadry mogłoby się Polsce przysłużyć, pisząc krótko jest to "łakomy kąsek". Nie dziwi zatem, że podejmowane są działania, by tych ludzi ściągnąć nad Wisłę. Ale nie wiem, czy to dobry czas na takie kroki.

Polscy naukowcy, wracajcie! Zachęca władza, zachęca fundusz kapitałowy – głosy tego typu płyną z różnych źródeł, więc ewidentnie coś jest na rzeczy. Dostrzeżono potencjał, jaki drzemie we wspomnianej grupie i planuje się go wykorzystać. Taki ruch ma swoje plusy, ale… ma i minusy.

Jest Kościuszko, jest VC

Niedawno w mediach pojawiła się informacja o programach naukowych MON, które mają się przysłużyć polskiej nauce, gospodarce oraz bezpieczeństwu. Jednym z nich jest Kościuszko.

Celem programu Kościuszko jest wsparcie powrotu do kraju polskich naukowców, którzy po ukończeniu doktoratu podjęli pracę na zagranicznych uczelniach. „Program, poprzez umożliwienie powrotu z emigracji polskiej kadry naukowej, podniesie prestiż wojskowych uczelni i instytutów badawczych oraz szpitali klinicznych, co w przyszłości przełoży się na rozwój technologiczny polskich sił zbrojnych” – powiedział Misiewicz.[źródło]

Bartłomiej Misiewicz to rzecznik prasowy MON. A rozwijając informacje na temat programu, można napisać, że naukowcy, którzy przejdą konkurs, mają pracować na uczelniach wojskowych czy w instytutach badawczych i tam tworzyć technologie jutra.

W ramach programu Kościuszko mają być finansowane projekty badawcze, wpisujące się w priorytetowe kierunki badań naukowych w resorcie obrony narodowej w latach 2013-2022. Ich listę, liczącą ok. 50 stron, zatwierdził szef MON w lutym 2013 r. MON planuje, że budżet na realizację programu wyniesie 10 mln zł, a czas trwania nie przekroczy trzech lat.

Patrzę na te 10 mln zł i zastanawiam się, czy te pieniądze skuszą wielu naukowców. Intryguje mnie czy skusi ich wizja powrotu do kraju i porzucenia zagranicznych posad. Niektórych pewnie tak, ale wielkiego „najazdu” się nie spodziewam. A jeśli do niego dojdzie, to wielu odejdzie z kwitkiem, bo kasę może szybko opróżnić kilka projektów…

Dzisiaj natomiast otrzymałem ciekawy tekst dotyczący dwóch powrotów z intrygującym rozwinięciem. Polscy naukowcy pokazują, że można:

Piotr Merks opracował system piktogramów ułatwiających dawkowanie leków, który uzyskał 1 mln zł na rozwój. Krzysztof Kanawka jest szefem gdańskiej firmy z branży kosmicznej, która pozyskała dotację Komisji Europejskiej.

Mimo ciekawych perspektyw rozwoju kariery i atrakcyjnych zarobków w Wielkiej Brytanii wynalazca wrócił do Polski. – Zdecydowały względy rodzinne, ale nie oznaczało to rezygnacji z „lekolepek” – wspomina Piotr Merks, który obecnie związany jest z Collegium Medicum UMK, gdzie pracuje nad rozwojem innowacji.

Naukowiec opracował już kilkaset piktogramów na opakowania leków. – Podstawę systemu „lekolepek” tworzą 33 znaki graficzne, które powtarzają się przy każdym leku. Chodzi m.in. o porę dawkowania (np. na noc), ilość leku, wskazania i przeciwwskazania co do przyjmowani leku z pokarmami (np. nie pić soku grejpfrutowego) – tłumaczy autor pomysłu.

Dziś dr inż. Krzysztof Kanawka jest prezesem spółki Blue Dot Solutions. Firma skupia się głównie na komercyjnych przedsięwzięciach, ale zdobyła też kilka projektów z Europejskiej Agencji Kosmicznej oraz Horyzontu 2020 – największego w historii Komisji Europejskiej programu finansowania badań i innowacji. Jeden z nich dotyczy wykorzystania danych satelitarnych do zastosowania na Ziemi i wprowadzania procedur nawigacyjnych EGNOS dla małych samolotów cywilnych. Pozwoli to na zwiększenie bezpieczeństwa ich lotów nawet podczas niesprzyjających warunków pogodowych. Firma została uznana za jedną z najbardziej obiecujących w branży kosmicznej podczas prestiżowej konferencji Disrupt Space, która odbyła się w kwietniu w Bremie.

Oba przypadki łączy fundusz Black Pearls VC, który udzielił im wsparcia (kiedyś już o nim pisałem, chodziło wówczas o wsparcie młodego polskiego zespołu, który opracowuje alternatywę dla antybiotyków). Fundusz zachęca innych do powrotu i tworzenia innowacji w Polsce. Skoro udaje się w tych dwóch przypadkach, skoro ciekawie rozwija się tu projekt Olgi Malinkiewicz, która też przecież studiowała poza Polską, to czemu nie ściągnąć wszystkich? A mówimy ponoć o całkiem licznej grupie, polscy naukowcy „na wyjeździe” nie są liczeni na palcach jednej ręki:

Z danych serwisu nauka-polska.pl prowadzonego przez Ośrodek Przetwarzania Informacji – Państwowy Instytut Badawczy wynika, że na uczelniach zagranicznych aktywnie pracuje ponad 1600 naukowców z Polski. Zdobywają bezcenną wiedzę i doświadczenie, z której mogłyby skorzystać polska nauka i gospodarka.

Przyjmuję, że polska nauka i gospodarka rzeczywiście mogłyby na tym skorzystać. Jest jedno „ale”.

Polscy naukowcy, wyjeżdżajcie!

Gdyby nawet udało się ściągnąć sporą grupę z tych 1600 osób (o co pewnie będzie trudno, bo Zachód kusi), to czy efekt byłby zadowalający? Wyobraźmy sobie, że odzyskani polscy naukowcy lądują w rodzimym środowisku naukowym. Rozproszeni. Kilkaset osób na taki kraj to nie jest dużo. Każdy z nich zaczyna się zmagać z biurokracją, skostniałą kadrą, układami, dziwnymi procedurami, brakiem środków, może nawet niechęcią. Efekt? Te kilkaset osób zderzy się ze ścianą. Oni nie zmienią polskiej nauki i polskiej gospodarki – pojawi się raczej ryzyko, że zostaną wtłoczeni w mechanizmy, które ich nie rozwiną. A już z pewnością nie doprowadzą do stworzenia polskiej Doliny Krzemowej. Część kadry zwyczajnie się zmarnuje, część ponownie wyjedzie.

Piszę te słowa m.in. w oparciu o rozmowy z osobami, które znalazły się w takiej sytuacji i po powrocie kręciły głową z niedowierzaniem, wysiadały z bezsilności. Chcemy zmienić system? To nie ściągajmy ludzi przedwcześnie – niech polscy naukowcy wyjeżdżają masowo, zobaczą, jak sprawy wyglądają w innych krajach, na uznanych uczelniach, w cenionych ośrodkach badawczych. Niech spędzą tam kilka lat i pooddychają tamtejszym powietrzem. I niech będzie ich 16 tysięcy, a nie 1600. Oczywiście pojawia się ryzyko, że tę grupę trudno będzie potem ściągnąć. Ale skoro teraz powstają programy, które mają to urzeczywistnić, to czemu nie miałyby powstać do sprowadzenia 5 tysięcy specjalistów? I ta grupa mogłaby już realnie wpłynąć na środowisko naukowe, dać jej powiew świeżości. Ta grupa mogłaby dać impuls do rozwoju biznesu.

Tak, niech polscy naukowcy wyjeżdżają masowo. Potem postarajmy się o to, by wrócili.