Serwisy randkowe cieszą się ogromną popularnością. Poszukiwania potencjalnej partnerki na życie jeszcze nigdy nie było łatwiejsze. To już nie setki, ale tysiące kobiet z całego świata na wyciągnięcie ręki. Bariery oczywiście bywają — może nią być język, może być odległość, ale jeżeli po dziesiątkach godzin wiemy, że to właśnie to — to jest o co walczyć. Problem polega jednak na tym, że wraz ze wzrostem popularności Tindera i spółki, okazuje się on być biznesem nie tylko dla administratorów usługi. 

Podszywacze w portalach randkowych to już standard?

W weekend trafiłem na ogromny artykuł poświęcony zawodowi podszywacza, który opublikowany został na łamach serwisu Quartz. Materiał jest naprawdę opasły, ale rzuca światło na sprawę, o której do tej pory specjalnie dużo się nie mówi.

Jak się dowiedziałem firmy zajmujące się „zawodowo” pisaniem w imieniu swoich klientów zatrudniają pracowników na dwa stanowiska. Pierwsi zajmują się wyłącznie tworzeniem atrakcyjnych profilów, drudzy zaś prowadzą rozmowy z potencjalnymi kandydatkami. O ile tworzenie profilu opiera się na ścisłym podążaniu za wskazówkami które rozpisane są w firmowych dokumentach, to prowadzenie rozmów jest już nieco bardziej skomplikowane — i karierę rozpoczyna się od kilkutygodniowego szkolenia.

Samiec alfa jest wybieraczem, on wybiera — nie jest wybierany

Właściciel firmy w której pracuje bohaterka reportażu sam, w oparciu o kilka pozycji książkowych, własne obserwacje i doświadczenie, określił zasady które mają działać i łączyć ludzi w pary. Nie jest tajemnicą, że aby zdobyć najbardziej atrakcyjne osoby, przyda się nie tylko wygląd, ale także charyzma, poczucie humoru i wyczucie drugiej strony.

Zasada pierwsza: nie każ jej myśleć za dużo

To nic nowego. Ten proceder trwa już od kilku dobrych lat

Pomysł na ten projekt zrodził się w 2009 roku, kiedy przedzieranie się przez profile potencjalnych kandydatek po 60-70 godzinnym tygodniu pracy był ogromnym wyzwaniem. Rzadkie odpowiedzi, dużo ciszy, zmęczenie — nie było w tym wszystkim miejsca na kreatywność i flirt z prawdziwego zdarzenia. I, oczywiście, twórca biznesu zatrudniającego podszywaczy nie był jedynym, który borykał się z podobnymi problemami. Niespełna dekadę później firma zatrudnia 80 ludzi i chwali się 2,5 tysiącem zadowolonych klientów.

To przecież nieetyczne?

Czytając o tym biznesie można pomyśleć, że to… po prostu głupie. Z wielu powodów: przede wszystkim skąd klient po podaniu zestawu ogólników wie, że ta relacja faktycznie ma sens? Nie wie — i prawdopodobnie dowie się dopiero kiedy uda się umówić na spotkanie i zobaczyć co z tego wyjdzie. Dochodzi też kwestia etyki takich zachowań. Pracownicy w dużej mierze umywają rączki i twierdzą, że to ich sposób pomocy (nierzadko starszym) ludziom, aby ci zrozumieli jak działa internet. No i pomóc tym, którzy nie mają czasu sami poczatować, by kogoś spotkać.

Chodzi o zaufanie i zadbanie o to, że reprezentujemy ich [klientów] w sposób, który jest dla nich komfortowy i autentyczny, ponieważ na koniec dnia to oni są tymi, którzy idą na randkę. To ważne, żeby wszystko co robimy było szczere i prawdziwe z tym, kim naprawdę są.

50 pytań i 90 minut wywiadu — to wystarczy, by zaczęli szukać idealnej drugiej połówki

Klienci którzy chcą skorzystać z takich usług odpowiadają na składający się z 50 pytań kwestionariusz, a później biorą udział w trwającym 90 minut wywiadzie. To one są podstawą tworzenia ich profilów, a także sposobu w jaki prowadzone są rozmowy i wyszukiwani partnerzy.

Szczerze? To po prostu przerażające

Jasne, to nie jest tak, że wszyscy po drugiej stronie są zawodowcami. Jednak każdorazowo ciesząc się z idealnego dopasowania i najlepszej rozmowy jaką do tej pory przeprowadziliśmy — warto zastanowić się, kto siedzi po drugiej stronie. Podobno klientami firmy o której mowa są głównie ludzie biznesu, którzy najzwyczajniej w świecie nie mają czasu na randkowanie i flirty. Wyniki ostatnich badań związanych z poszukiwaniem miłości w sieci twierdzą, że ludzie naprawdę zaangażowani w temat poświęcają mu 10 godzin tygodniowo. 10 godzin, których ci… po prostu nie mają.

Źródło