10

Poczytaj mi mamo, ale bez multimediów

Jutro dzień dziecka, a więc temat będzie dziecięcy, chociaż nie do końca. Zacznijmy od tego, że pewnie pamiętacie jeszcze jak to było słuchać książek czytanych na dobranoc, albo jak to jest takie książki czytać. Poziom ekscytacji w obydwu sytuacjach jest podobny, choć cel zgoła odmienny. Będąc dzieckiem myślimy jak tu nie zasnąć, a będąc rodzicem […]
Jutro dzień dziecka, a więc temat będzie dziecięcy, chociaż nie do końca. Zacznijmy od tego, że pewnie pamiętacie jeszcze jak to było słuchać książek czytanych na dobranoc, albo jak to jest takie książki czytać. Poziom ekscytacji w obydwu sytuacjach jest podobny, choć cel zgoła odmienny. Będąc dzieckiem myślimy jak tu nie zasnąć, a będąc rodzicem – co zrobić, żeby zasnęło. Nie zamierzam się tu jednak rozwodzić na temat zalet czytania i przeżywania treści bajek, ale skupić się na tym jak technologia wpłynęła na czytanie i nie ukrywajmy, trochę go zepsuła. Poza tym jest to też ważny temat w kontekście szkolnym, zwłaszcza że stoimy u progu reformy, w której jednym z komponentów jest właśnie wprowadzenie e-podręczników.

Nowe urządzenia, te dedykowane czytaniu jak Nook Color i Kindle Fire, a także te pozwalające czytać jak iPad (i wszystkie pochodne) skłoniły wydawców do tworzenia coraz bardziej zaawansowanych i napchanych multimediami książkowych błyskomiotów. Nie ma co się dziwić, że się podobają, zachwycają i skłaniają do kupowania. Przecież po to zostały stworzone. Pozostaje jednak pytanie jak te wszystkie atrakcje, które urzekają nas bardziej tym, co potrafi urządzenie niż sposobem przekazania informacji, mają się do faktu przyswajania czytanej treści.

Opublikowany ostatnio przez Joan Ganz Cooney Center raport (Print Books vs. E-books) wydaje się dawać bardzo ciekawy ogląd na całą sytuację. Badaniu poddano 32 pary rodzic – dziecko (3-6 lat). Każdemu zespołowi wręczono tradycyjną książkę i urządzenie z e-bookiem. W pierwszej grupie e-book był „klasyczny” w sensie pozbawiony multimediów i interakcji, a w drugiej z dużą ilością multimediów i interakcji.

Po przeczytaniu określonego fragmentu rodzice byli poproszeni o rozmowę na temat opowiadania. Wyniki są dość zaskakujące i sprowadzają się do dwóch wykresów.

Ogólny wniosek jest taki, że obydwa typy e-booków (podstawowe i multimedialne) powodują rozproszenie uwagi zarówno dzieci, jak i rodziców. Jedni i drudzy rozpraszają się działaniami związanymi z urządzeniem znacznie bardziej niż w przypadku książki. Na zamieszczonym powyżej wykresie ewidentnie widać, że w przypadku multimedialnych e-booków różnica jest kolosalna, a więc multimedia niesamowicie przeszkadzają w skupieniu się na treści. Dowodzi tego porównanie ilości szczegółów, które dziecko było w stanie przypomnieć sobie po przeczytaniu przez rodzica fragmentu tekstu. Oprócz tego skupienie się na multimediach i urządzeniu je obsługującym powoduje, że inaczej wygląda rozmowa na temat samej treści, padają inne pytania, a młodzi słuchacze są mniej zmotywowani do czytania.

Wnioski z raportu są proste. Skupienie się na multimediach i urządzeniu je obsługującym powoduje, że inaczej wygląda rozmowa na temat samej treści, padają inne pytania, a młodzi słuchacze są mniej zmotywowani do czytania.Jeśli chcemy, żeby nasze dzieci miały tak samo miłe wspomnienia z czasu wspólnego czytania jak my, to po prostu czytajmy im książki, te papierowe i elektroniczne, ale nie ograniczając dziecięcej wyobraźni multimediami, interakcjami i błyskomiotami. Warto więc wybrać się wspólnie na spacer, po drodze wstąpić do księgarni, albo antykwariatu i kupić coś wspólnie, a potem tak samo przeczytać. Nie oznacza to, że powinniśmy zrezygnować z iPadów, wręcz przeciwnie powinniśmy (jako rodzice) wymusić na twórcach takich materiałów możliwość wyłączenia wszystkich multimedialnych rozszerzeń i przejścia do trybu udającego zwykłą książkę.