72

Poczta Polska podniesie ceny. Ktoś musi zapłacić za wojnę z InPostem

Koniec roku prawdopdobnie przyniesie nam informację o wzroście cen usług pocztowych - okresu przedświątecznego raczej to nie obejmie, ale takie pocieszenie trudno uznać za wystarczające, większość osób pokręci nosem nad faktem, iż trzeba się przygotować na dodatkowe wydatki. Zwłaszcza, że mogą one być zauważalne, sięgną nawet 20%. Poczta Polska tłumaczy, że jej usługi są dzisiaj zbyt tanie, że brakuje pieniędzy na rozwój firmy. W tle wybrzmiewa oczywiście pytanie: jaki wpływ na całą sprawę miała wojna cenowa z InPostem?

Poczta Polska pracuje teraz na pełnych obrotach, zalicza najcięższy okres w roku, ale nie przeszkadza jej to podejmować działania także na innych polach – niedawno złożyła w Urzędzie Komunikacji Elektronicznej wniosek o zmianę cennika usługi powszechnej (świadczy ją operator wyznaczony, którym jest obecnie PP, a do obowiązków należy dostarczanie listów i paczek do 10 kg na terenie całego kraju). Podwyżki mogą zmienić ceny niektórych usług nawet o 1/5. Przedstawiciele PP tłumaczy, że to konieczny krok, bo w ostatniej dekadzie ceny owych usług spadły o 10% (jeśli uwzględni się inflację) i są bardzo niskie na tle europejskich operatorów. Rosną koszty, rosną płace, powinny też wzrosnąć ceny.

Na razie PP udawało się utrzymywać ponad kreską m.in. za sprawą wyprzedaży swoich gruntów oraz nieruchomości, ale ta polityka ma być ukrócona. W efekcie pojawia się jednak spora dziura w budżecie firmy i trzeba ją jakoś załatać. Gigant chce się zmieniać, unowocześniać (pisałem jakiś czas temu, że zamierza nawet konkurować z Paczkomatami), rosnąć w siłę i ponownie otwierać placówki nawet w mniejszych miejscowościach, a na to potrzebne są środki. Mówi się wręcz o realizowaniu misji i chociaż brzmi to patetycznie, a fani wolnego rynku będą się łapać za głowę, to uważam, że te nierentowne placówki powinny istnieć, że warto do nich dopłacać.

Z tego punktu widzenia podwyżki są uzasadnione. Zastanawiam się jednak, czy pieniędzy nie można znaleźć w samej firmie, czy Poczta Polska nie jest w stanie podkręcać wyników i w sensowny sposób oszczędzać? Druga kwestia zaprzątająca moją głowę to walka z InPostem. Ta ostatnia firma przebojem wdarła się na rynek, na którym niepodzielnie rządziła PP i nawet udało się jej wyrwać kontrakt na przesyłki sądowe. Zaproponowano ceny, które Poczta Polska uznała za mocno zaniżone i niemożliwe do zrealizowania, by kilka lat później… podać jeszcze niższą propozycję i odzyskać kontrakt. Wtedy to zaczęły się kłopoty prywatnego operatora, czego konsekwencją było wycofanie się z tego biznesu.

Poczta Polska dopięła swego, odzyskała ważny kontrakt i wyrzuciła z rynku konkurenta, lecz jednocześnie wpakowała się w niezłe tarapaty – już wcześniej zauważano, że ceny zaproponowane przez operatora są mocno zaniżone i firma będzie musiała poszukać pieniędzy w innym miejscu, jeśli nie chce przynosić wielkich strat. Najwyraźniej oglądamy realizację tych prognoz, słowo staje się ciałem. Czy było warto? Pewnie nie zabraknie opinii, że dobrze się stało, bo InPost nie był przygotowany do tej roli i zawiódł, że lepiej już postawić na PP i pozwolić jej odbić sobie straty w innych miejscach.

Będą i tacy, którzy stwierdzą, że to granda, że wykończono firmę tyko po to, by mógł powrócić monopol. A wraz z nim widmo obniżenia jakości usług. Niejednokrotnie zwracaliśmy uwagę na to, że za sprawą InPostu Poczta Polska wzięła się w garść, zaczęła się zmieniać w pozytywny sposób, unowocześniać, walczyć o klienta. Teraz jej sposobem na lepsze wyniki będzie po prostu podnoszenie cen? Jeśli tak, to finał może być nieciekawy – nawet przy państwowym wsparciu. Jeżeli gigant musi podnieść ceny, niech to zrobi. Ale w efekcie chciałbym zobaczyć dalszą restrukturyzację i ewolucję PP.