52

Po tym, co zobaczyłem, mam ochotę oddać Google swoje dane! Fantastyczne zmiany w Google Pay

Oglądałem dzisiaj prezentację zmian, jakie zachodzą właśnie w Google Pay. Nowa wersja aplikacji już jest wypuszczana w świat zarówno na urządzenia z Androidem, jak i iOS. W sumie to ciężko nazwać zmianami, to zupełnie nowe rozwiązanie ze starą nazwą.

Cały pokaz zaczął się dość standardowo. Ustawienie narracji przez zaznaczenie zmian, które zachodzą z powodu COVID-19. Podkreślenie jak ogromne znaczenie ma obecnie technologia i tego, jak bardzo Google stara się wychodzić naprzeciw potrzebom użytkowników. Zacząłem przysypiać, ale potem walnęli we mnie tym.

Zmiany w wyglądzie to tylko przykrywka

Nowa wersja Google Pay została zbudowana tak, aby lepiej odpowiadać temu, jak funkcjonujemy. Podkreślano, że całość została zbudowana na trzech fundamentach: prostota, relacje oraz bezpieczeństwo i prywatność. Powiem szczerze, że nawet im uwierzyłem.

Aplikacja wydaje się bardzo prosta i intuicyjna. Wszystko jest na swoim miejscu. Wybieramy osobę i przelewamy jej kasę…to wszystko. Tworzymy grupowy rachunek, dodajemy osoby i mamy wgląd w to, kto i kiedy oddał swoją część, a kto nie. Wszystko na wyciągnięcie ręki. Całość wydaje się lekka i jest bardzo przyjemna dla oka.

Jak widzicie mowa tu o osobach, a nie rachunkach. Co ciekawe podobnie sprawa ma się z biznesami. Aplikacja na bazie naszej lokalizacji podpowiada nam gdzie i jak możemy zapłacić. Tak jakby to byli nasi partnerzy biznesowi.

Ogrom integracji i kontrola wydatków

To, co naprawdę mnie urzekło to poziom integracji z zewnętrznymi firmami. Google Pay pozwoli nam teraz zamówić jedzenie i od razu je opłacić czy zapłacić za parking na mieście.

Dodatkowo aplikacja będzie agregować informacje o możliwych rabatach i pozwoli na szybkie dodane karty upominkowej czy rabatowej. Pamiętacie, że takie posiadacie? Bo ja nigdy! Google Pay będzie to robić za mnie. Jeśli podepnę np. kartę rabatową, aplikacja sama skomunikuje się z systemem w sklepie i odliczy rabat. KOSMOS!

Niestety, póki co te dodatki będą działać tylko w Stanach Zjednoczonych. Tak przynajmniej sugerowała prezentacja. Więc tutaj spory _smuteczek_, ale prawda jest taka, że nie jest to dla mnie szokująca wiadomość.

Dodatkowo Google Pay będzie dokładnie analizować nasze wydatki i pomoże nam je kontrolować. Wgląd do statystyk, wykazów, informacje o nadchodzących opłatach subskrypcyjnych czy alerty bezpieczeństwa w przypadku dokonania dużej płatności. Wszystko to ma zadbać o nasze bezpieczeństwo i pomóc nam oszczędzać.

Wyszukiwarka rusza do akcji

Ciekawą nowością jest wyszukiwarka, która zdaje się mieć ogromne możliwości. Po pierwsze możemy (ale nie musimy) dać jej naprawdę duże uprawnienia wliczając w to wgląd w rachunek bankowy.

Po drugie, możemy z nią „rozmawiać” w całkiem normalny sposób. Dla przykładu można wpisać „gas last month” albo „food last week” i Google Pay zaserwuje nam wydatki na benzynę z zeszłego miesiąca lub na jedzenie z zeszłego tygodnia (nie testowałem jeszcze w wersji PL). Żadnego filtrowania, po prostu kilka słów podane w dość naturalny dla nas sposób.

Google Pay bez PIN-u w polskich bankach. Jak potwierdzić transakcję?

Oczywiście budzi to sporo wątpliwości, jeśli chodzi o prywatność, ale Google wydaje się podchodzić do tematu „jak nie Google” (a może ich zmusili?). Wszystko jest domyślnie wyłączone. Google Pay ma dostęp jedynie do absolutnie podstawowych rzeczy, które są niezbędne do płacenia za pomocą telefonu.

Jeśli chcemy włączyć opcję personalizacji (szeroki dostęp, podpowiadanie, wsparcie w wydatkach), to robimy to na początku tymczasowo. Taki okres próbny na 3 miesiące, po którym Google sprawdza, czy chcemy kontynuować.

Kiedy u nas?

Niestety nie podano żadnej informacji na temat tego kiedy wyjdzie to poza USA. Mam nadzieję, że szybko, bo uważam, że nowa wersja Google Pay prezentuje się świetnie i dostarcza naprawdę dużo wartości.