211

Po dekadzie zapaści nadeszła trzecia złota era Macintoshy

Dla kogoś, kto z Macintoshem związał całe swoje zawodowe życie, ostatnia dekada, a szczególnie jej druga połowa, była najczarniejszym okresem w historii tej platformy. Jakościowo nawet gorszym niż czas, gdy Apple w połowie lat 90-tych ubiegłego wieku prawie zbankrutowało. Wygląda jednak, że o ile rok temu można było patrzeć na zmiany w tej linii z delikatnym optymizmem, to wprowadzenie autorskich procesorów serii M, zwiastuje kolejną, trzecią już złotą erę tych komputerów.

Makowa sinusoida

Historia Maców nie jest usłana różami. Początkowo komputer spotkał się z gorącym przyjęciem dziennikarzy, jednak biznesowo o mały włos nie podzielił losu wcześniejszej Lisy. Skończyło się to usunięciem Jobsa z firmy, a pierwszą złotą erę zapoczątkował tak naprawdę dopiero trzeci model, Macintosh Plus.

Po latach oszałamiających sukcesów, szczęśliwym przejściu z procesorów 68k na PowerPC, firma znalazła się jednak na rozdrożu. Rozbuchana biurokracja paraliżowała decyzyjność, nikt nie panował nad ilością produkowanego sprzętu. Pomimo że większość komputerów cały czas trzymała poziom, chaos marketingowy, połączony z wysokimi cenami i efektem Windows 95 spowodowały osuwanie się całej firmy w przepaść.

Jobsowe odrodzenie i motylowy upadek

Sytuację uratował dopiero powrót Steva Jobsa, który wraz z wprowadzeniem iMaca, a później macOS X, na rynek rozpoczął kolejny złoty okres tej platformy. Ukoronowano go udanym przejściem z architektury PowerPC na Intela i wprowadzeniem tak doskonałych modeli, jak Mac Pro czy MacBooki Pro i Air.

Niestety śmierć Jobsa spowodowała kolejną, początkowo powolną zapaść tej linii produktów. O ile firma radziła sobie świetnie dzięki sukcesowi iPhonów i iPada, to w przypadku wcześniej sztandarowego produktu zaczął się festiwal bezsensownych decyzji. Ulubiony model profesjonalistów został sprowadzony do przegrzewającego się kosza na śmieci, śrubki w laptopach zastąpiono klejem, a „szczytowym” osiągnięciem i symbolem tego okresy stał się katastrofalny MacBook Pro 2016 i jego następcy.

Nie było więc zaskoczenia, że Maci sprzedawały się coraz gorzej, a biorąc pod uwagę sprzedaż telefonów z którymi miały tworzyć ekosystem, wręcz zaskakująco źle. Firma działała tak, jakby na siłę chciała stworzyć alternatywę dla Maca w postaci iPada, w czym zresztą też sukcesu nie odniosła.

Zadyszka iPhona szansą dla Maca

Poprawa nastąpiła dopiero, gdy było jasne, że pociąg o nazwie iPhone zaczął zwalniać. Zmusiło to Tima Cooka do wzmocnienia pozostałych nóg, czego największym beneficjentem okazały się Macintoshe. Odszedł Jony Ive, pojawiły się grubsze MacBooki z działającą klawiaturą i prawdziwy Mac Pro.

Niestety w prawdziwej rewolucji nie pomagał Intel. Producent procesorów od dłuższego czasu przeżywa kryzys egzystencjalny, w wyniku czego kolejne generacje jego produktów niewiele się różnią pod względem wydajności i prądożerności. Apple na szczęście miało w zanadrzu swój dział projektujący fantastyczne procesory mobilne w architekturze ARM.

Maci z ARM przemeblują rynek

Pierwsze recenzje i testy pokazują, że Macintoshe z procesorem M1 są zaskakująco wydajne i energooszczędne nawet w podstawowych wersjach. Biorąc pod uwagę współczynnik wydajności na jednostkę mocy, zmiatają konkurencyjne produkty Intela z planszy. Czas pracy na jednym ładowaniu powoduje, że stają się wręcz inną kategorią produktów.

Ale to nie koniec, stworzenie własnej linii tak wydajnych procesorów powoduje, że Apple staje się konkurencyjny na niższych pułapach cenowych, z czym zawsze miał problem. Nie oznacza to co prawda obniżki cen, ale wydajność i czas pracy są na tyle lepsze od konkurencji, że sporo osób może rozważyć zakup Apple, ponieważ teraz komputer za 4500 zł zdeklasuje PC-ta za 10000. Wcześniej w tej cenie otrzymywaliśmy na przykład Aira z dwurdzeniowym procesorem….

Co więcej, powinniśmy być też świadkami drastycznego uproszczenia całej linii produktów. Przypuszczam że Apple wypuści nie więcej niż 3 rodzaje procesorów. Zapewne jako następny pojawi się 12-rdzeniowy M1X, który trafi do MacBook Pro 16 oraz iMaców, a na koniec zostanie jakieś potwór przeznaczony do nowego Maca Pro i być może iMaca Pro. Oznaczać to może, że o ile bazowe komputery pewnie nie spadną w cenach, to będzie ich w ofercie tylko dwie, może trzy odmiany. Ten efekt widać już w przypadku Maca Mini.

Mówiąc krótko, za naprawdę wydajnego Maka nie będzie już trzeba płacić tak astronomicznych kwot jak dziś, a to z kolej powinno przełożyć się na znaczne zwiększenie sprzedaży. Tak jak miałem wiele pretensji do Tima Cooka za niszczenie mojej ulubionej platformy w poprzednich latach, tak tym razem jego decyzja to strzał w dziesiątkę. W końcu pojawiają się na rynku komputery z jabłkiem, na które mogę ze spokojnym sumieniem zmienić mojego Mac Pro 5,1 i MacBooka Pro 2014.