Gry

Po becie Dooma spodziewałem się czegoś więcej. Oby pełna wersja była lepsza

PW
Paweł Winiarski
15

iD Software wraca z Doomem, wydawać go będzie Bethesda Softworks, a zadziała na silniku id Tech 6. Pierwsze zwiastuny robiły wrażenie i malowały na twarzach fanów serii uśmiech. Ostatni weekend upłynął mi na testowaniu sieciowej bety nowego Dooma i niestety większość tego uśmiechu zniknęła.

Doom czy Quake?

Doom w nowej odsłonie to bardziej Quake niż Doom - to moje pierwsze odczucia. Szczególnie starszych odsłon, przy których ludzie zagrywali się w tryby sieciowe. Nie traktujcie tego oczywiście jako minus - wręcz przeciwnie. Przy sieciowej becie bawiłem się naprawdę nieźle i nawet nie zauważałem, jak posiedzenia, które miały trwać kilkanaście minut zamieniały się w dwugodzinne sesje. Może faktycznie mało w becie pokazano - tylko dwa standardowe tryby, średnie mapy - ale jest potencjał na naprawdę fajną zabawę sieciową. Frajda płynąca z rozgrywki a to jednak nie wszystko, bo niestety więcej w nowym Doomie nie dograło niż dograło.

Lektor do zwolnienia

Jeśli miałbym wybrać najgorszego lektora ostatnich lat, osoba podkładająca głos pod komentatora w becie Dooma byłaby w ścisłej czołówce. Myślę wręcz, że medal miałaby zapewniony, dawno nie słyszałem bowiem takiego drewna, które w dodatku ugrzeczniono wręcz do przesady. Dodajcie do tego śmiesznych bohaterów biegających w różnie śmiesznych, kolorowych skafandrach, a namaluje się Wam odpust pełną gębą. Nie mam pojęcia jak można było przepuścić taki bubel.

Wizualnie poprzednia generacja

Pominąłbym ten aspekt, gdyby twórcy nie mówili, że nowy Doom będzie wyglądał świetnie. Jest oczywiście szansa na to, że w trybie kampanii wszystko zostanie dopieszczone, ale beta wizualnie nie zachęca. Animacja postaci jest słaba, wybuchy przeciętne, pozostałe efekty graficzne również. Ale najbardziej bolą rozmazane tekstury - ja wiem, że 60 klatek, ale nie z takimi ustępstwami. Grałem na PlayStation 4, ale nie podejrzewam, że to wina platformy - mam natomiast nadzieję, że to tylko i wyłącznie wina starszego kodu i chęci przetestowania mechanizmów sieciowych oraz serwerów, a nie sugestia, że dynamiczne multi musi w przypadku Dooma wiązać się z konkretnymi ustępstwami wizualnymi.

Widziałem, że znajomi marudzili na balans rozgrywki i faktycznie, wskakując do gry po raz pierwszy, zapewne system wrzuci Was do meczy z osobami na zdecydowanie wyższych poziomach. Sęk w tym, że poza paroma drobiazgami nieznacznie ułatwiającymi rozgrywkę, wyższy poziom niewiele w becie daje. Od samego początku liczy się tu dobre opanowanie mechanizmu sterowania, poznanie mapy i broni. Mogę więc zaryzykować stwierdzenie, że w sieciowych trybach nowego Dooma liczyć się będzie przede wszystkim „skill”, a nie puste godziny spędzone przy grze, które gwarantują odblokowanie lepszych broni, perków, gadżetów czy nagród za serie zabójstw. I tu najmocniejsza cecha produkcji id Software - przypomina, że kiedyś nie przykładało się muszki do oka, nie wysyłało wybuchających dronów i nie stosowało ładujących się kilka minut ataków specjalnych.

Ale jednak nie spodziewam się hitu

Nie jestem przekonany, czy warto inwestować czas i pieniądze w nowego Dooma. Mówiąc szczerze, gdyby nie beta, dałbym się porwać fali hype’u, jaką wzniecił fajny zwiastun z lutego. O renderowanym sprzed dwóch tygodni nie wspominam, bo nie pokazywał faktycznej gry. Tymczasem sieciowa beta zdaje się pokazywać większość bolączek nowego Dooma, choć oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że to wersja testowa, która przy okazji nie ma nic wspólnego z trybem kampanii.

Jednak producenci i wydawcy muszą liczyć się z tym, że sieciowe bety poza sprawdzeniem serwerów i kodu online mają również wpływ na to, czy gracze zainteresują się tytułem w dniu premiery. Ja jestem pełen nadziei, bo Doom to kawał mojej młodości, jednak po ograniu bety temperatura oczekiwania mocno spadła. Choć nie ukrywam, że grało się całkiem fajnie, to jednak liczyłem na więcej.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

Doomid software