482

Planujesz przesiadkę na iOS? Te rzeczy mogą Cię zirytować

Zawsze mówiłem o tym, że sprzęty Apple są świetnie pomyślane - zarówno w kwestii oprogramowania, jak i hardware'u. Dalej utrzymuję to stanowisko - w tych urządzeniach większość rzeczy "po prostu działa", nie trzeba (nawet nie bardzo można) w tym grzebać i prawie wszystko jest takie, jak być powinno. Jednak kilka kwestii, mniej przyjemnych w tym systemie jest warte odnotowania. To zdecydowanie największe bolączki urządzeń opartych na iOS.

Jeżeli wybierzesz mniejszego iPhone’a, szykuj się na kupno dobrego powerbanka

Sprawa nie dotyczy iPada, który całkiem nieźle radzi sobie z zarządzaniem energią. iPhone 6S Plus / 6 Plus również wydaje się lepiej sprawować na jednym cyklu ładowania. Mniejsze warianty telefonów Apple to wręcz legenda pod tym względem. I wcale nie oznacza to nic dobrego.

Narzekałem na to w większości smartfonów – telefon odłączony od ładowarki około godziny 8:00, wieczorem wrzeszczał już, by podłączyć go do gniazdka. iPhone 6S? O godzinie 16-17 zdarza się już, że ostrzega przed krytycznie niskim poziomem naładowania i trzeba się gimnastykować, by nie doprowadzić do kompletnego wydrenowania zapasów akumulatora. Powód jest prosty – mała pojemność zainstalowanego magazynu energii powoduje, że sprzęt nie dotrzymuje kroku – szczególnie osobom, które z telefonu korzystają dużo i namiętnie. Inaczej sprawa ma się w większych urządzeniach Apple, gdzie miliamperogodziny jest gdzie upchać. W zwykłym 6S zwyczajnie nie ma na to miejsca.

iOS nie do końca idealny

Owszem – wszystko działa „od strzału”. Szybkością działania spokojnie bije na głowę Windows Phone 8.1, który wcześniej uchodził za wzór, jeśli chodzi o czas reakcji oprogramowania. Aplikacje – to zależy. Niektóre są naprawdę dobrze napisane. Ale niektóre kwiatki objawiają się bezpośrednio w systemie. Inżynierzy Apple nie pomyśleli o tym, że 3D Touch mógłby się przydać w panelu sterowania wysuwanym z dołu ekranu.

ios

Tam, gdzie mamy dostęp do kontrolek – WiFi, obrotu ekranu, Bluetooth, brakuje właśnie 3D Touch. Za jego pomocą moglibyśmy nie tylko włączyć sieć WiFi, ale i również podłączyć się za pomocą dwóch, trzech dotknięć do tej, do której chcemy. Tego właśnie zabrakło i byłem niemile zaskoczony, gdy okazało się, że coś, co było dla mnie całkiem naturalne biorąc pod uwagę przeznaczenie 3D Touch, okazało się być niemożliwe. Jeden z konceptów iOS 10, które przyszło mi oglądać w Internecie odpowiada na ten problem. Ale tylko Apple wie, czy zostanie to wdrożone do kolejnej wersji oprogramowania.

Aplikacje systemowe – nie chcę mieć ich na ekranie, ale muszę

Apple wie lepiej. A ja się nie zgodzę. W skrócie – jest mnóstwo takich aplikacji w iOS, które znajdują się tam od samego początku, z których po prostu nie korzystam. Wylądowały one w folderze „Dodatki”, który służy mi za zbiornik programów, których nie mogę ukryć, odinstalować, ale „muszę z nimi żyć”. Gdybym mógł je całkowicie ukryć z tego menu, byłbym naprawdę zadowolony. Do przeglądania Internetu używam Chrome, do poczty Outlooka, do muzyki Spotify, a takie wynalazki jak Giełda, iBooks, czy GameCenter są mi potrzebne jak zeszłoroczny śnieg. Ale przynajmniej na razie jestem na nie skazany. To nie jest ogromny problem, ale… no właśnie. Możliwość ukrycia nieużywanych, niezdatnych do usunięcia aplikacji bardzo by się przydała.

Siri… cóż. To nie jest wzór zbyt bystrej, sztucznej inteligencji

Wyobraźcie sobie, jak bardzo byłem zdziwiony, gdy Siri zamiast włączyć kolejną piosenkę w kolejce po komendzie „Next track”, powiedziała, że nie do końca mnie rozumie. Dopiero, gdy skróciłem komendę do „next”, uruchomiłem kolejny utwór. Siri ma problem z kontekstem i jest sztucznie ograniczona przez Apple, deweloperzy nie mogą z nią integrować swoich aplikacji całkiem swobodnie i to jest problem. Potencjał Siri jest spory i przez to zapewne traktuję ją jak Cortanę w Windows 10 Mobile. Tamta sprawdza się świetnie.

W Siri brakuje mi chociażby tego, że wskazując imię swojego ojca po komendzie „Call my dad”, nie mogę wybrać kontaktu z listy. Muszę wypowiedzieć jego imię. A Siri za nic nie zrozumie „Wojtek” (o „Wojciech” nie wspominając). Nawet, gdy zmieniłem imię kontaktu związanego z tatą tak, żeby przy pytaniu Siri ta mogła zrozumieć, o który dokładnie kontakt chodzi – owszem, poszło dobrze. Dopóki nie zmieniłem rozumianego przez Siri „Joshua” na „Wojtek” z powrotem.

Czyli jak? Nie wszystko złoto co się świeci i nie wszystko jest „amazing”, co wyszło spod ręki Apple. Dalej uważam, że zmiana głównego urządzenia na to z iOS była dobrym posunięciem, ale nie wszystko działa dokładnie tak, jakbym chciał tego ja. Mogę mieć jedynie nadzieję, że to się kiedyś zmieni. Nadzieja jednak to trochę za mało, prawda?