114

Koniec wyszukiwarkowego El Dorado dla stron z nielegalnymi treściami

Wytwórnie muzyczne oraz organizacje chroniące praw autorskich od dawna wywierały naciski na Google oraz Microsoft - dostawców wyszukiwania w sieci, by ukrywać w wynikach te witryny, których właściciele udostępniają pirackie treści. Brytyjski rząd wypracował porozumienie z firmami technologicznymi, na mocy których zostaną wdrożone zmiany w wynikach wyszukiwania.

W ramach tego porozumienia, Microsoft oraz Google w wynikach wyszukiwania będą domyślnie „zakopywać” strony z nielegalnymi treściami powodując, że nigdy nie znajdą się one głównie na pierwszych stronach, a także w sekcjach dotyczących powiązanych wyszukiwań. Dodatkowo, znikną one z sugerowanych wyszukiwań, a ponadto nie pojawią się one w trendach (popularnych wyszukiwaniach użytkowników). Pomysłodawcy twierdzą, że walka ze zjawiskiem piractwa w ten sposób spowoduje, że mniej osób będzie w stanie dotrzeć do nielegalnych treści. Oczywiście, te serwisy, które dostarczają materiały chronione prawem autorskim w sposób zgodny z prawem, mogą liczyć na wsparcie ze strony wyszukiwarek i to właśnie one pojawią się w wynikach jako pierwsze.

Zastosowanie się do tego porozumienia będzie monitorowane przez brytyjskie biuro ds. własności intelektualnej. Początkowa ewaluacja tego pomysłu będzie trwała przez kilka miesiące, natomiast tego lata zostaną skonstruowane dalsze instrukcje co do wdrażania rozwiązań mających na celu usprawnienie procesu „wymazywania” pirackich stron z wyników wyszukiwania.

Pirackie strony są zbyt dostępne

Tak twierdzi Stan McCoy z Motion Picture. I rzeczywiście, nawet w Polsce, poszukując nazwy jakiegokolwiek filmu, najpierw pokazują się informacje ze stron zawierających nielegalne treści. Nawet, jeżeli nie pojawiają się na pierwszym miejscu w wynikach, z pewnością można do nich dotrzeć już na pierwszej stronie. W autouzupełnianiu Google przy nazwie filmu bardzo często można znaleźć nazwy stron, które słyną z dostarczania nielegalnego dostępu do treści chronionych prawem autorskim.

Google natomiast broniło się przed tym pomysłem twierdząc, iż skala zjawiska wcale nie jest taka duża, a przekierowania z wyszukiwarek wcale nie stanowią największego procentu w strukturze ruchu na stronach dostarczających nielegalne treści. To nie przeszkodziło lobby skupionemu wokół ochrony praw autorskich w tym, aby jednak przepchnąć owe zapisy i zmusić dostawców wyszukiwania do wdrożenia zmian. Czy jest to zmiana jednoznacznie „dobra”? W zasadzie, każde działanie umożliwiające walkę z nielegalnym procederem jest dobre. Nie jestem pewien również, czy rzeczywiście serwisy utrzymujące się z dostarczania nielegalnych treści nie korzystają w największym stopniu z ruchu z wyszukiwarek. Niemniej, jestem zdania, że sporo za uszami mają też reklamodawcy – często bardzo rozpoznawalne marki mimo wszystko wykupują reklamy na takich stronach (albo robią to za nie pośrednicy).

Wprowadzenie takiego prawa w Wielkiej Brytanii to wręcz zapowiedź podobnych zmian w innych krajach, szczególnie w Unii Europejskiej. Możemy się zatem spodziewać w najbliższej przyszłości podobnych doniesień dotyczących innych państw. Wypada jednak pomyśleć, czy nie przypomina to strzelania do komara z armaty. Okazuje się bowiem, że strony z nielegalnymi treściami cały czas tracą na rzecz wygodniejszych, zgodnych z prawem stron. Netflix oraz Spotify to najlepsze dowody na to, że piractwo ma się czego obawiać.